A plany na “przerwę” międzyświąteczną są takie…

Okres międzyświąteczny nie jest dla siatkarek czasem wypoczynku. Wręcz przeciwnie (!) – młodziczki będą ostro trenować a kadetki i juniorki jadą w Polskę grać towarzysko. Gdyby ktoś jednak pomyślał, że “towarzysko” znaczy “na luzie”, ten bardzo się myli.

 Juniorki po raz kolejny uczestniczyć będą w – nie waham się użyć tego śmiałego określenia – najmocniej obsadzonym turnieju krajowym. W IX edycji Ogólnopolskiego Turnieju Sylwestrowego Juniorek PGNiG Cup 2015 weźmie udział absolutny top krajowej juniorskiej siatkówki! Aktualny Mistrz i Vicemistrz Polski, reprezentacje juniorek i kadetek, finalista MP i drużyna, wyeliminowana z udziału w MP w półfinale przez późniejszych medalistów, najlepsze ekipy Wielkopolski – aż mnie ciarki przechodzą…

Przed losowaniem rozstawiono cztery zespoły (Reprezentacja Polski Juniorek, Impel Wrocław, Legionovia Legionowo i Pałac Bydgoszcz). W wyniku losowania ustalono następujący podział na grupy:

Grupa A:  reprezentacja Polski juniorek, UKS ZSMS Poznań, Impel Wrocław, Amber Kalisz

Grupa B: PTPS Piła, Legionovia Legionowo, Pałac Bydgoszcz, reprezentacja Polski kadetek

Hala Lubońskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Kołłątaja 2 w Luboniu koło Poznania będzie więc areną zmagań najlepszej próby. 29 grudnia (wtorek) o godzinie 9.00 będzie miało miejsce uroczyste otwarcie turnieju a już o 11.15 wyjdziemy na parkiet przeciwko …Pałacowi Bydgoszcz. Rewanż za wielki finał z Wieliczki! O 13.00 zagramy z PTPS Piła a o 15.30 przeciwko kadrze kadetek.

Przed kadetkami zadanie wcale nie łatwiejsze. Te bowiem zagrają w równie mocno obsadzonym turnieju w Rawie Mazowieckiej. W XVII Ogólnopolskim Turnieju juniorek młodszych o “Puchar Starosty Rawskiego” walczyć będzie łącznie 12 drużyn podzielonych na 3 grupy:

  1. SMS Warszawa, SOS Rawa Mazowiecka, Impel Wrocław, Energetyk Poznań
  2. LTS Legionovia, Apis Łódź, APS Rumia, SMS Mińsk (Białoruś)
  3. Developers Rezszów, MOSM Tychy, Lider Konstantynów Łódzki, reprezentacja Litwy

Tu też nie będzie lekko! Rawa Mazowiecka jest blisko więc zapraszamy do hali „Milenium” przy ul. Kazimierza Wielkiego 28!

Śledźcie uważnie stronę internetową oraz profil fb – będziemy Was informować na bieżąco!

 Pan Sieczychowy

Piękny koniec rundy zasadniczej juniorek

Zdjąłem właśnie ze ściany kalendarz juniorskich rozgrywek ligowych. Bo się skończył! 🙂 14 meczów w dwa miesiące okazało się wielkim popisem  drużyny zbudowanej z myślą o obronie tytułu krajowego. Wiadomo, że mazowieckie podwórko to nie Polska, ale bilans jest naprawdę obiecujący: żadnej porażki i tylko cztery stracone sety. Dzieło zwieńczył wczorajszy mecz z Volleyem Płock.

Dawno “Laleczek” w akcji nie widziałem. Poprzednio graliśmy bowiem całe 20 dni wcześniej. Jakoś tak się też poskładało, że ostatnimi czasy nieczęsto mogłem być na treningach i podglądać co i jak… Z tym większą ciekawością obserwowałem wczoraj poczynania podopiecznych Wojciecha Lalka. Mecz rozgrywaliśmy na świątecznym luzie, humory dopisywały, wesołe interakcje na linii trener-zawodniczki  były naprawdę zabawne a jeden z tekstów z pewnością kiedyś wykorzystam.

Odnosząc się z całym szacunkiem dla rywala, nie był on w stanie wybić nas z przedświątecznego nastroju.  Każdy z setów był do siebie -jeśli nie bliźniaczo to- bardzo podobny. Scenariusz był mniej więcej taki: równo, równo, równo, zaskok, odjazd i koniec. Scenariusz zachwiał się leciutko w ostatniej partii, ale tylko na moment i bez poważniejszych konsekwencji. A było mniej więcej tak: w secie pierwszym ostatni odnotowany przeze mnie remis był na poziomie 11 punktów, potem trener wziął czas (a tam była ostatnia tego dnia ostra rozmowa w tematyce niedokładności i błędów własnych) , pojedynczy blok postawiła Kasia Niderla, kilka razy z lewego zaatakowała Kasia Jędrzejewska, dołożyła do tego  kilka asów serwisowych i skończyło się dziesięciopunktową przewagą.  Postawa Ogóra w tym secie była jedynie zapowiedzią doskonałej gry na przestrzeni całego spotkania. Kaśka jest po prostu niesamowita!

W secie drugim równowaga skończyła się jeszcze wcześniej (chyba na 4:4) a potem znanymi nam już elementami (repertuar zagrań ofensywnych mamy coraz bogatszy) wypracowaliśmy sobie znaczną przewagę (12:5), którą utrzymaliśmy do końca (25:14). Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwa elementy. Jak każdego siatkarskiego dyletanta zachwycają mnie mocne uderzenia, zmiany kierunków ataku i odskakujące klepki parkietu. Byle mocniej i głośniej!! Stąd też w moich relacjach nieczęsto pojawiają się libero. Te bowiem rzadko zdobywają punkty a nawet jeśli już to i tak zapisuje się je im zwykle jako błąd. Co za los…  Ale w tym meczu zdałem sobie sprawę z ogromnej wagi cegiełki, dołożonej do zwycięstwa przez Anię Maziopę. Jako, że gramy na dwie libero,  Ania w rotacjach pojawia się w obronie. Miło mi napisać, że tego zadania wywiązuje się znakomicie. Już nie pierwszy raz Maziopka broni pewnie, śmiało i dokładnie. Tak trzymaj! I to był pierwszy element. Drugim jest współpraca pary Ada Wysocka- Ola Omelaniuk. Ada, w tym meczu zadebiutowała (tak w pełnym wymiarze) w roli rozgrywającej. Pomijając drobne niedokładności, nie wypadło to wcale źle a już całkiem dobrze wygląda jej współpraca z Omi. Widać, że jest między nimi chemia! Ogromną, i nie raz juz przeze mnie podkreślaną wartością Melo (to pseudonim artystyczny Ady) jest wnoszona przez nią na parkiet energia. Także przesyłam jej  🙂

Set trzeci zaczęliśmy bardzo dobrze – serie arcytrudnych zagrywek Ady Wysockiej i Kasi Jędrzejewskiej (łącznie 4 asy) dały nam cztery oczka przewagi (6:2). Można by więc powiedzieć, że równowaga skończyła się na 0:0 gdyby nie fakt, że po dwudziestu minutach na tablicy wyników (tej, której przez przypadek nasz Prezes popsuć nie zdołał 🙂  widniało 21:20. Wszystko przez Kamilę Marcinkowską! WRRRRRR!!!! 😉 Kiedy bowiem nasza przewaga urosła do sześciu punktów (16:10, 18:12) rzeczona, wespół z Natalią Kopeć  posłała nam kilka trudnych zagrywek i wyprowadziła kilka skutecznych ataków. Nie ma też co sie kryć z tym, że Kamila była dla nas największym zagrożeniem i gdyby tylko nie wybierała się po tak ciasnym skosie 😉 wynik seta mógłby być różny… A co do Natalii Kopeć, to jest to jej w Volleyu “drugie życie” – jak na czteroletni rozbrat z poważnym treningiem siatkarskim, było całkiem nieźle. 🙂 Seta i mecz wygraliśmy a skończyła go dla nas asem serwisowym Monisia Oleszczuk.

Takimi oto słowy kończę cykl ligowych relacji juniorskich. W najbliższych dniach czekają nas dwa wyzwania: nie przytyć w święta (24-26 grudnia 😀 oraz dobrze zaprezentować się na NAJTRUDNIEJSZYM W POLSCE TURNIEJU (29-30 grudnia – szczegóły już niedługo). A potem będą mistrzostwa Mazowsza i (miejmy nadzieję) długa droga aż ku finałowi MP. Wesołych Świąt! 

Pan Sieczychowy

LTS-Volley Płock 3:0 (25;15,25:14,25:21)

LTS: Natalia Nowak ,Ada Wysocka, Julia Skowron, Kasia Niderla, Milena Paszyńska, Monika Oleszczuk, Asia Wrońska (l), Ania Maziopa (l), Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik, Basia Zakościelna, Magda Dąbrowska, Kasia Jędrzejewska

 

Przegrać, znaczy wygrać! Kadetki mistrzyniami II ligi juniorek!

Podopieczne trenera Dawida Michora mają za sobą kolejną przeszkodę na drodze do celu, jakim jest awans do I ligi juniorek. Choć “przeszkoda” do raczej łagodne określenie dla zasieków, wiatrołomów, wilczych dołów i murów jakie w meczu rewanżowym wzniosła drużyna charyzmatycznego trenera Jarosława Plewińskiego. Za nic miała Ósemka Siedlce fakt, że kwestia mistrzostwa II ligi rozstrzygnęła się w pierwszym meczu w Siedlcach – LTS-owi do “klepnięcia sprawy” wystarczał jeden set. W rewanżu wyrobiliśmy jednak 200% normy minimum…

Jak zauważyli wytrawni kibice i czujni czytelnicy, patrząc na wynik meczu rewanżowego można pomyśleć, że na Piaskach rozegrała się bitwa. Tak też właśnie było. Dziewczyny z Siedlec nie przyjechały do nas z nastawieniem, że wszystko stracone! One chciały pokazać wszystkim, że ta porażka to tzw. wypadek przy pracy i od samego początku ostro wzięły się do pracy.

Nasze dziewczęta z kolei bardzo chciały (chyba nawet za bardzo) udowodnić, że wynik z pierwszego meczu nie był przypadkowy. Choć zadanie przed nimi nie było łatwe, ponieważ skład wyjściowy (ze względu na drobne urazy) musiał zostać zmodyfikowany. Zaczęliśmy z Montowską, Wałek, Sobolewską (przeziębiona), Ciejką, Sikorą, Rojecką i Grzegorzewską.

No i zaczęło się… dziewczyny z Siedlec rozpoczęły mecz z ogromną wiarą w zwycięstwo. Cel ten tym bardziej wydawał się siedlczankom bliższy im większa była ich nad nami przewaga. No a miały nie małą bo na przykład prowadziły już 13:3 i jakież zdziwienie pojawiało się na twarzach naszych dziewcząt trenera i kibiców. Na szczęście wzięty czas przez Dawida Michora wprowadził trochę spokoju w nasze szeregi  a po serii dobrych zagrywek Oli Rojeckiej zniwelowaliśmy różnicę do 5 pkt 8:13. Po tej serii nastąpiła wymiana ciosów w postaci ataków i bloków. Rzadko która akcja kończyła się w pierwszym tempie. Dziewczyny z jednej i drugiej strony uwijały się jak pszczoły w ulu. Warte odnotowania w tym okresie był podwójny blok (Piłatowicz/Rojecka), atak Sikory ze środka oraz atak po prostej z lewego Ciejki, (zręczne obicie bloku).. Stan ten trwał do stanu 18:22 a na zagrywce pojawia się Paulina Sobolewska i jak to ma w zwyczaju zagrywa…asa 19:22. Przy kolejnej zagrywce trwała porywająca walka na siatce a bardzo długą i piękną akcję skutecznie kończy Ciejka 20:22. Kolejne dwa punkty znów padają naszym łupem a to za sprawą Sobolewskiej, która najpierw zagrywa asa by później (tutaj niektórzy uważają że to też as) zagrać tak, że przeciwniczki wysyłają piłkę w trybuny 22:22 !!!. Wszystko szło w najlepszym kierunku do wygrania tego seta. Niestety błędy własne spowodowały, że set zakończył się wynikiem 23:25.

Set drugi rozpoczęła szóstka kończąca pierwszego seta. Okazało się bowiem, że Kasia Piłatowicz jest dziś na rozegraniu wielką wartością. Niestety błędy własne powodują, że początek seta przegrywamy 1:3. Wtedy sygnał do ataku dała kapitan Paulina Sobolewska (po to w końcu przecież ta fuchę się piastuje, nieprawdaż?! 🙂 , która techniczną kiwą z drugiej linii daje wiarę i sygnał do odrabiania strat. Aktywną grą na siatce zmuszamy przyjezdne do popełnienia dwóch błędów w ataku. Ola Rojecka dołożyła jeszcze spektakularna “czapę” i zaczęło to wyglądać całkiem dobrze. Wynik 5:3 i gra całego zespołu napawała optymizmem, ale …po raz kolejny nasze dziewczyny dopadła niemoc – 5:7. Cóż za huśtawka emocji! Dziewczyny znów zaczynają odrabiać starty punktowe. Najpierw Ciejka pięknie technicznie po prostej, Sobolewska w swoim stylu z lewego i Piłatowicz punktowa zagrywka 10:10. Odrobione trzy punkty i znów błędy własne 10:13. No ale jak to w takich sytuacjach znów odrabiamy straty i jest 13:13. Żadna ze stron nie odpuszcza! Zdobywamy kolejne punkty (Ciejka obija blok, potem broni a Sobolewska kończy) 16:15. Niestety znów dwa błędy i przegrywamy 16:17. W tym fragmencie meczu do głosu dochodzi bardzo skuteczna w bloku Ola Rojecka, która zdobywa dwa punkty. Na prowadzenie 21:17 wyprowadza nas kiwką Ciejka. No i…znów dołek, znów zapaść. O zgrozo…pięć (!!!) błędów własnych 21:22. Kolejne punkty to prezenty z obydwu stron. Przy stanie 23:24 za Rojecką w polu zagrywki pojawia się Margalska i zdobywa punkt bezpośrednio z  zagrywki 24:24. W końcówce następuje wymiana ciosów i pięknych akcji, ale to przyjezdne mogą się cieszyć 25:27.

W tym momencie serca wszystkim lekko zadrżały, bo nie tak miało być… zwłaszcza że początek seta trzeciego to znów straszliwy zastój …1:6! Wtedy sygnał do walki, z wysokości prawie 1,9 metra (taki wzrost 🙂 daje Julka Wałek, która najpierw pięknie broni a później skutecznie atakuje. Kolejne dwa punkty zdobywa Rojecka, która najpierw opuszkami palców zatrzymuje techniczną kiwkę a następnie blokuje (4:6). Drużyna z Siedlec również wyprowadzała skuteczne ataki zwłaszcza środkiem i prawym skrzydłem właśnie zdobywając punkt na 4:7. Wtedy przystępujemy do kontrataku i najpierw Ciejka a potem pięknym atakiem po prostej Sobolewska i już tylko 8:9. Bohaterem następnego fragmentu meczu była Julia Wałek, która to ze swoją przeciwniczką toczyła pojedynek 1:1. Drużyna z Siedlec wyprowadziła trzy ataki z prawego my wszystkie obroniliśmy a w zamian wyprowadziliśmy trzy ataki a jakże z prawego skrzydła tylko w przeciwieństwie do przeciwniczek skutecznie. Tak więc Julia zdobyła 3 punkty i prowadziliśmy 11:9. W boksie używa się zwrotu prawy na prawy i wygrywa ten kto zadaje precyzyjniejsze ciosy. Następnie podopieczne trenera Plewińskiego znów zaczynają walczyć i obydwie strony zdobywają punkty do stanu 14:12 gdzie sygnał do zdobywania kolejnych punktów daje Ciejka. Kolejne punkty dokłada Rojecka (środek) i Wałek (zagrywka). Piękna obrona Wery i profesorska kiwka Mileny Montowskiej wyprowadza nas na prowadzenie 20:14. Kolejne punkty to dobra gra blokiem Montowska/Rojecka i Sobolewska/Sikora, natomiast seta kończy asem Sobolewska 25:18.

Set czwarty rozpoczyna się inaczej niż pozostałe. Od klasycznej wymiany ciosów do stanu 4:5 i wtedy…znów ta niemoc i przegrywamy 5:9. Na nic się zdają punkty zdobywane przez Montowską i Sobolewską i tak męczymy się do stanu 7:14. Wtedy sygnał do lepszej i skuteczniejszej gry daje Ciejka, a po niej Wałek 9:14. Po tym punkcie trener Dawid decyduje się na podwójną zmianę. Tym razem nie klasyczną ale zwykła pozycja za pozycję i tak Sochaczewska za Wałka a Szczepańska za Ciejkę. Zmiana ta wniosła trochę świeżości do gry dziewcząt i nadal odrabiały straty. Ciężar gry znowu wzięła na siebie Paulina Sobolewska, która zdobyła 5 pkt (22:23). Wtedy to autowy atak z prawego wyprowadzają przyjezdne. Piłka ewidentnie leci kilkanaście centymetrów nad dłońmi naszych blokujących a sędzia nie wiadomo z jakiego powodu (może spieszyło mu się do domu ?) przyznaje punkt drużynie przyjezdnej 22:24. Co za skandal !!!! Jak można w takim momencie przy tak wyrównanej walce zrobić coś takiego ??? Po długiej awanturze zawodniczka z Siedlec zagrywa w aut a później Szczepańska z przytupem kończy przechodzącą i mamy remis 24:24. Kolejne punkty zdobywamy blokiem Montowska/Rojecka a decydujący punkt zdobywamy dzięki błędowi dotknięcia siatki. Set kończy się wygrana 28:26!

Ostatni set stał pod znakiem wymiany ciosów. Pięknych akcji każdej ze stron było a nadto! Niektóre długie a inne kończone w iście ekspresowym tempie. Tak jak Sobolewska  z prawego na 4:4, czy piękna akcja przyjezdnych z tzw. jednej nogi na 9:11 jak również techniczne zagranie Sobolewskiej na 11:12. Niestety tych fajerwerków nam zabrakło w samej końcówce i przegrywamy 13:15.

To był niesamowity mecz, który trwał 2 godziny i 25 minut !!!. Godny finału II ligi juniorek. Bez najmniejszej wątpliwości mogę powiedzieć, że drużyny z I ligi którym przyjdzie walczyć z jedną lub druga drużyną muszą się mieć na baczności ponieważ czeka ich bardzo ciężka przeprawa. Muszę pochwalić obydwie drużyny za to widowisko a zwłaszcza drużynę trenera Plewińskiego za charakter i walkę do końca.

ÓSEMKA SIEDLCE – LTS LEGIONOVIA 0:3 (19:25, 21:25, 22:25)

LTS LEGIONOVIA – ÓSEMKA SIEDLCE 2:3 (23:25, 25:27, 25:18, 28:26, 13:15)

Skład LTS Legionovia : Paulina Sobolewska (K), Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Emilia Sikora, Julia Ciejka, Sandra Szczepańska, Julia Wałek, Wiktoria Grzegorzewska (L), Katarzyna Piłatowicz, Ola Rojecka, Klaudia Margalska, Natalia Dąbrowska, Weronika Trzeciak (L), Julia Kuźmińska.

Trener: Dawid Michor

Miętówki w barażach o elitę

W tym sezonie na podbój II ligi kadetek “Miętówki” ruszyły z impetem i realnymi nadziejami na sukces. Celem oczywiście był awans do przyszłorocznej elity, bo co innego przecież grać w niższej lidze, a co innego z najlepszymi. Po weekendowym turnieju finałowym, nadal jesteśmy w grze ale już nic nie wydaje się tak proste jakim było.

Przed sobotnio-niedzielnymi zmaganiami wydawało się, że finałowa czwórka składała się w połowie z młodziczek (my i Esperanto) oraz kadetek (radomskie 6 i 13). Po finale zaryzykuję jednak zupełnie inny podział – najpierw idzie 13 Radom , potem długo, długo nic, i dopiero po tej przerwie idzie  reszta… Podopieczne trenera Kubika bezapelacyjnie zdominowały rozgrywki: nie przegrały nawet jednego seta a w niektórych wręcz deklasowały przeciwników. Kadetki z prawdziwego zdarzenia- po prostu! Mecze pozostałej trójki kandydatów do awansu były nadspodziewanie wyrównane- Esperanto na przykład zagrało dwie pięciosetówki a otwierające zmagania LTS-u spotkanie z 6 Radom toczyło się na bardzo bliskim kontakcie. I taką oto zręczną 🙂 figurą słowną otworzyłem sobie drogę do przekazania Wam garści moich spostrzeżeń.

Jakby ktoś nie widział zawodniczek w pełnej sypialnianej zbroi – ten miał okazję. Trener Olek Miętek i kibice z zadziwieniem patrzyli bowiem na nasz zespół spętany szlafmycami, szlafrokami, piżamami i opaskami na oczy (takimi do spania). 😉 Mentalne uśpienie przejawiające się niedokładnościami, brakiem widocznego zaangażowania oraz błędnymi wyborami pozostało przy dziewczynach (niestety) aż do ostatniej piłki turnieju. Poznaliśmy natomiast różny poziom nasycenia tym stanem. Uwierzcie, że do remisu (po 16), oglądanie pierwszego meczu było męczarnią…szczęśliwie, na czas obudziły się Marysia Woźniak, Ola Nowak i Ala Ratowska, które wypunktowały radomianki (Ala asami serwisowymi zdobyła trzy ostatnie punkty). 25:17. W drugim secie znalazłem potwierdzenie przedturniejowych słów trenera, który zapytany o przewidywania odpowiedział, że w obecnej formie dziewczyny mogą zagrać zarówno wspaniale, jak i straszliwą antysiatkówkę. Sprawdziło się: 8:0, 12:12, 16:12, 19:18…na nasze szczęście nie najlepiej dysponowane były też radomianki, które myląc się oddawały nam punkty seriami. 25:21. Kolejną partię przegraliśmy 24:26 a męka wypisana na twarzach “Miętówek” pozostanie w mej pamięci na długo. Prawdę mówiąc niewiele zmieniło się w ostatnim secie, bo choć go wygraliśmy 25:22, nasza gra nadal pozostawiała wiele do życzenia. Ten mecz pokazał, że losy awansu mogą się ważyć do ostatniej piłki turnieju.

Ciężko nam było szukać szansy w spotkaniu z 13 Radom. Radomianki zachowały się jak mistrzynie świata w szczypiorniaku- Dunki w finale z Holandią w pierwszej połowie wypracowały sobie tak miażdżącą przewagę, że potem mogły już spokojnie kontrolować przebieg gry. Tak też było w tym meczu – pierwszy set do 4, drugi do 13, trzeci do 22. Na obronę naszych zawodniczek muszę przyznać, że 13 Radom to naprawdę fajna ekipa: mocna fizycznie, pewna w zagrywce, poukładana taktycznie i zdecydowana w ataku. Powiem więcej- znając obecny poziom I ligi kadetek ryzykuję twierdzenie, że radomianki w przyszłym sezonie zagraja w I lidze a w tym sezonie zagrają w turnieju finałowym mistrzostw Mazowsza! Śmiałe ale bardzo prawdopodobne!
Zostawiając jednak rywalizację boiskową, nie mogę pominąć jednego wydarzenia. Przed i po meczu Marysia Woźniak (wychowanka 13 Radom,  która w poprzednim sezonie broniła barw tego właśnie klubu) tonęła wręcz w objęciach koleżanek i trenera Kubika. Jakież to było piękne! Pozostaje mi wyrazić najgłębsze i najszczersze uznanie dla trenera, który tak pięknie kierunkuje młodzież.

W niedzielę przyszedł czas na najważniejszy mecz – z gospodarzem turnieju- UKS Esperanto Warszawa. Zaczęliśmy dobrze 4:1 i 6:2 ale im dalej wchodziliśmy w mecz, tym przeszkód było więcej. Obudziliśmy wszystkie demony: znowu całkowicie uprościliśmy grę (lewe, lewe i lewe…), nie graliśmy blokiem i nie graliśmy środkiem. Co więcej, trener tylko na kilka piłek wpuścił Marysię Woźniak, która cały czas “w plecach” i w głowie ma zgrupowanie w Szczyrku. 🙁
Jak to się więc stało, że ostatecznie to my a nie gospodarz możemy szykować się do gier barażowych? Na plus wyszliśmy z serwisami (Julka Szymańska jest prawie nieomylna, Ala Ratowska i Magda Piłatowicz popisywały się seriami w najważniejszych momentach a Ola Nowak nie popsuła zagrywki już od miesiąca chyba…), świetną grę obronną pokazała Paulina Kosewska (to już nie pierwszy raz gdy jest ona naszym najpewniejszym punktem w tym elemencie – generalnie, była to dziewczyna, która nawet na moment nie pokazała słabości), trenera Esperanto zawiodła taktyka zmęczenia Nowaczka w przyjęciu (w tym meczu nie przypominam sobie nawet jednego “sęka” – kiedy piłka szła w jej strefę mogłem się tylko uśmiechać…wzięła ciężar gry na siebie i dała radę!), w kluczowych momentach bardzo pomogła nam też Mery (co klasa, to klasa!). Nie ma co ukrywać, że Esperanto przeciwstawiło nam najwyższej miary waleczność – miło było patrzeć na rozkrzyczany kwadrat, z podziwem patrzyłem na podbijające nasze ataki libero (Weronika Ciupa) a środkowej nie zatrzymaliśmy nawet raz (jedna z sióstr Kululskich).

Co by nie mówić, mecz był bardzo emocjonujący. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, różnice były nieznaczne i żadna przewaga nie gwarantował sukcesu. W drugim secie na przykład pozwoliliśmy sobie na stratę połowy z 12-punktowej przewagi (z 16:4 na 19:14), w trzecim secie natomiast to my prawie dogoniliśmy Esperanto, niwelując 10 punktową stratę (z 9:19 na 22:23). Emocje sięgnęły zenitu w secie piątym, gdy pomimo fatalnego początku (2:6) potrafiliśmy wykorzystać dobrą dyspozycję Ali Ratowskiej (trudne serwisy w kluczowym momencie, as serwisowy i pewne ataki, w tym dwa kończące mecz), poukładać grę, wyprowadzić kilka kontr (Nowaczek i Mery po dwa punkty) oraz skorzystać niemoc Esperanto (od ww. wyniku, łącznie pięć błędów własnych).

Niewątpliwie dotarcie do tego etapu rozgrywek jest wielkim sukcesem. Ten wykuwał się w straszliwych bólach, ale przez to jest tak cenny. Przed nami kolejne mecze i niezwykle trudny przeciwnik: zgodnie z kalendarium rozgrywek , w okresie od 11 do 17 stycznia przyszłego roku musimy rozegrać dwumecz z OTPS Nike Ostrołęka. Zachodząc w głowę nad tym, co się stało, gdzie się podział entuzjazm, gdzie waleczność oraz radość gry (?) chciałoby się zakrzyknąć, że te wrócą już niedługo. To co widzieliśmy nie jest bowiem normalnym stanem dla tej ekipy. Sporo trzeba przemyśleć (ale wiem, że plan naprawy już jest i będzie wdrażany zaraz po świętach) oraz mocno potrenować. Wierzę, że się to uda! Czekam więc na powrót „starych dobrych czasów’ a wszystkich którzy dobrze życzą tej grupie, proszę o cierpliwość i spokój.  🙂

LTS:6 Radom 3:1 (25:17,25:21,24:26,25:22)
LTS:13 Radom 0:3 (4:25,11:25,22:25)
LTS:UKS Esperanto Warszawa 3:2 (20:25,25:21,25:23,22:25,15:11)

 Pan Sieczychowy

LTS- Kasia Piłatowicz, Magda Rogalska, Agnieszka Feliksiak, Julia Szymańska, Ola Misztal, Madzia Cieszkowska, Ala Ratowska, Klaudia Rokicka, Ola Nowak (k), Marysia Woźniak, Dominika Stolarczyk, Marysia Macioch, Weronika Mituniewicz (l), Paulina Kosewska

 

 

Kadetki na ostatniej prostej i na początku zarazem

Trener Dawid Michor przed rozpoczęciem sezonu bardzo wysoko sam sobie zawiesił poprzeczkę. Z jednej strony walka o pierwsze miejsce w I lidze, o medal Mistrzostw Mazowsza i o awans do Mistrzostw Polski a z drugiej strony chęć ogrywania zespołu w II lidze Juniorek z zamiarem walki o awans do ligi I-ej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to normalna sytuacja, jednak pamiętać należy o naprawdę ciężkim sezonie przygotowawczym oraz ciężkich treningach. Niejedna z dziewczyn wracając do domu zastanawiała się zapewne: “po co mi to było…, a mogłam pójść na kółko plastyczne…”. Tak w skrócie można opisać poziom trudności treningów u trenera Michora. Ale jak podkreśla Dawid: “to wszystko ma pomóc dziewczynom w zrozumieniu istoty treningu oraz pokazanie mi ich słabości i poziomu woli walki. Poza tym one może nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, że jest to normalny tryb treningowy dzięki któremu szczyt formy ma przypaść w odpowiednim czasie”. Wszystko to spowodowało, że niektóre mecze dziewczyny grały tak, jak by miały do kostek poprzyczepiany balast. Czasami widać było brak świeżości i ciężkość oddechu. Ten widok jednak odchodzi już powoli do lamusa a na twarzach dziewczyn grymas wynikający z zakwasów przeradza się w uśmiech czerpania radości z gry. I to widać z każdym meczem. Tym bardziej cieszy nas, że dziewczyny pomimo sporych obciążeń tak gładko przeszły przez rundę zasadniczą I Ligi Kadetek, nie pozostawiając rywalkom żadnych szans na nawiązanie walki i przegrywając w całym sezonie zaledwie 2 sety!!!

Ale dla trenera to było mało. Również w II Lidze Juniorek zdominowaliśmy swoją grupę i wygraliśmy pierwszy dwumecz barażowy (3:0,3:0). Kadetki więc są na dobrej drodze do tego, aby awansować do I Ligi Juniorek. A potem? Potem to już wiele rzeczy może się zdarzyć, łącznie z szansą gry w Mistrzostwach Mazowsza Juniorek. Jednak abyśmy nie popadali w jakiś samozachwyt uspokoję was trochę słowami trenera: “Nie mam w tej chwili takich planów. Z resztą było by nam trudno wygrać z taką ilością zespołów z I Ligi po drodze. A nawet gdyby się okazało, że ta sztuka by nam się udała, to granie w Juniorkach traktujemy wyłącznie w kategoriach szkolenia, podnoszenia umiejętności i zdobywania doświadczenia a nie osiągania konkretnych wyników” – czyli zaprzecza Pan jakoby chciał awansować do MMJ? – “pomidor!”
Tak czy inaczej, nasze Kadetki w tym roku są naprawdę silne. Każdy mecz wygląda coraz lepiej i z przyjemnością się je ogląda. Dlatego czujemy się zobowiązani podpowiedzieć wam gdzie i kiedy możecie zobaczyć je w akcji. Na wszelki wypadek podajemy wam te informacje, żeby potem nie było pretensji że coś przegapiliście!

16.12.2015 Środa 19:30 w Nadarzynie I Liga Kadetek

GLKS Nadarzyn – LTS Legionovia

19.12.2015 Sobota 10:00 Legionowo ul. Zegrzyńska 3,  I Liga Kadetek – OSTATNI MECZ sezonu zasadniczego

LTS Legionovia – UKS Esperanto

Terminy meczu o I miejsce w II Lidze Juniorek będą nam znane niebawem i natychmiast was o nich poinformujemy.

 

Norbert Ciecierski

Finał II ligi kadetek gramy w Warszawie

Z rozgrywkami w kategorii młodziczek pożegnaliśmy się do przyszłego roku. Następny turniej zagramy w końcówce stycznia. Młodziczki będziemy jednak mogli podziwiać. Wszystko za sprawą “Miętówek” które, po przeBRRRnięciu półfinału, w najbliższy weenend walczyć będą w finale II ligi kadetek.

19 i 20 grudnia w Warszawie w hali rozgrywkowej UKS Esperanto Warszawa, przy ul. Obozowej 60
o prawo gry w barażach o I ligą kadetek zagrają:

  1. UKS Esperanto Warszawa II
  2. LTS Legionovia Legionowo II
  3. MUKS Trzynastka Radom lub Plas Warszawa (mecze grane będą 16 i 17 grudnia)
  4. UKS Szóstka Radom

Harmonogram gier przedstawia sie następująco

Sobota 19/12/2015 godzina 9:30

UKS Esperanto Warszawa – UKS Plas Warszawa/MUKS Trzynastka Radom (boisko 1)

LTS Legionovia Legionowo – UKS Szóstka Radom (boisko 2)

godzina 13:00

LTS Legionovia Legionowo – UKS Plas Warszawa/MUKS Trzynastka Radom (boisko 1)

UKS Szóstka Radom – UKS Esperanto Warszawa (boisko 2)

Niedziela 20/12/2015 godzina 10.00

UKS Plas Warszawa/MUKS Trzynastka Radom – UKS Szóstka Radom

UKS Esperanto Warszawa – LTS Legionovia Legionowo

Cóż, układ gier jest ciekawy, ale korzystny…

Warszawski klub znany jest z nadzwyczajnej oprawy technicznej, spodziewać sie więc można relacji live. Niemniej jednak, tych którzy będą mogli, choć nie jesteśmy gospodarzami turnieju, serdecznie zapraszamy do kibicowania na żywo! To jest o wiele bardziej interesujące!

Pan Sieczychowy

Weekend grozy za nami

Tego można się było spodziewać! I liga młodziczek, dzięki bardzo wyrównanemu poziomowi,  jako jedyna na Mazowszu zapewnia ciągłe emocje.  Weekendowy turniej dostarczył ich jednak w dawno niespotykanej dawce. Liderów rozgrywek nadal jest trzech, ale w układzie sił troszeczkę się pomieszało. Turniej wygrał MOS Wola Warszawa.

Dzień pierwszy – zgrzyt zębów!!!

Nie ukrywam, że bardzo się tego turnieju obawiałem. Nie dlatego, że jestem taki cykor, albo, że wątpię w umiejętności ekipy trenera Olka Miętka. Wierze w nie niezłomnie, ale rozsądek mówił mi bym ten turniej traktował ze szczególną ostrożnością. W tej kategorii każda słabość może mieć tragiczne następstwa, a z nami ostatnio nie było przecież najlepiej – przypomnę tylko fatalnej jakości dwumecz półfinale II ligi kadetek.

Wyjaśnienie niektórych z dotychczasowych problemów przyszło w sobotę rano – dopiero alarmowa interwencja “fizjo-czarodziejki” drużyny seniorskiej – Kasi Kalety, pozwoliła Marysi Woźniak normalnie funkcjonować.

Na szczęście, naszym pierwszym [przeciwnikiem był beniaminek Metro Warszawa. Mecz był to jednak bez historii, wygrany szybko i gładko do 11 i 12. Co ciekawe każdy set asem serwisowym kończyła Magda Rogalska. Co by nie mówić, jej postawa (szczególnie w zagrywce) w całym turnieju jest niezwykle budująca – wreszcie się Rogal uśmiecha, wreszcie żyje z drużyną i zaczyna potwierdzać pokładane w niej nadzieje. Zastępując Marysię Woźniak (z wyłączeniem może starcia z SMS-em) była niezwykłym wsparcie i doskonałym uzupełnieniem drużyny – do szczegółów jeszcze dojdziemy.

Nie ukrywam, że tego dnia najbardziej interesowało mnie starcie z dotychczasowym wiceliderem ligi – OTPS Nike Ostrołęka. Już nie będę może pisał o atutach i wymieniał indywidualności Nike- o tym już było, wszystko potwierdzam!  Nike, rozgrzana zwycięstwem nad UKS Dębina ruszyła na nas całą mocą. Na nic zdały się ataki Ali Ratowskiej, na nic heroiczne obrony Weroniki Mituniewicz – Nike grając przepiękną siatkówkę, gromiło nas straszliwie. 6:13! Bardzo wiele zmieniła przerwa na żądanie trenera Olka Miętka.  Po wznowieniu gry zdobyliśmy cztery punkty, a w dalszej grze- choć długo mieliśmy problem ze złamaniem granicy 3 punktów-  różnica zmalała do absolutnego minimum! 21:22. Zespół zaczął grać! Przywrócona do życia Marysia popisywała się straszliwymi zbiciami (kwitowany przez nasz kwadrat gromkim “Złoty strzał, też byś chciał!!), Ola Nowak była nie do złamania na przyjęciu, Aga Feliksiak i Rogal były świetne na zagrywce… Byliśmy tak blisko…ale przegraliśmy 23:25.

W drugim secie przeciąganie punktowej liny trwało bardzo długo (7:7,15:15,17:17) – raz jedna, raz druga drużyna wychodziła na prowadzenie. Przyznaję, że niezwykle irytowało mnie w tym wszystkim straszliwe upraszczanie gry – nieważne, że Nowaczek dawała sobie radę na lewym – po pewnym czasie ostrołęczanki połapały się bowiem i lewoskrzydłowe musiały stawać naprzeciwko podwójnego bloku. Irytacja, irytacją, ale trzeba usprawiedliwić naszą rozgrywającą Madzię Piłatowicz, która tego dnia przeżywała apogeum żołądkowych sensacji… Bogatszy o tą wiedzę (nabytą jednakowoż już po turnieju) tym bardziej doceniam jej punktowe kiwki, trudne zagrywki i niektóre obrony. No nie myślałem, że to kiedyś powiem  🙂 ale “Piła – Brawo!!” 🙂  Seta – trzema kolejnymi punktami (prawda, że pisałem coś o lewym skrzydle?) skończyła nam Marysia Woźniak. 25:22

Prawdziwe emocje zaczęły się jednak w tie breaku. Przepraszam wszystkie inne, ale dla mnie miał on jednego bohatera- Olę Misztal.  Nasza środkowa cudownie wpisała się w bardzo dobrą postawę całej ekipy, popisała się przy tym niezwykłym atakiem z prawego skrzydła – takim stylowym ,dynamicznym, mocnym, mijającym blok po prostej….w drugi metr!!! Parkiety świata po prostu!!!. Po serii remisów, na prowadzenie wyszliśmy dopiero po zmianie stron (9:7). W pamięci zapisała mi się seria pewnych i trudnych zagrywek Julki Szymańskiej (to już nie incydent, ale norma, że Szopen serwuje w taki sposób. Co już nie raz podkreślałem- Julka przechodzi niezwykłą metamorfozę mentalną – czasami sie zastanawiam, jakim cudem obecna Julka i ta sprzed dwóch lat, mogą być tą sama osobą 🙂 ) W samej końcówce, w zwycięstwie bardzo pomogły nam ostrołęczanki – dziewczyny zaczęły popełniać sporo błędów i ten właśnie element dał nam punkt meczowy   15:12.

O ile mecz z Nike był (w naszym wykonaniu) bardzo dobry, o tyle kolejna potyczka do takich już nie należała. A powinna była, bo kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa MOS Wola Warszawa pokonał nas w trzysetowym boju. Zaczęło się świetnie. Do pierwszego seta wyszliśmy skoncentrowani, bojowi, w grze pokazaliśmy determinację i kunszt. Potrafiliśmy szybko odskoczyć (11:6) i tak zdobytą przewagę kontrolować. Wszystko zmieniło się jednak z 25 punktem… 25:18

W drugiej partii do głosu doszły nasze słabości oraz niezwykła eksplozja umiejętności  warszawianek. Po meczu w kuluarach usłyszałem, że tak grających niektórych zawodniczek kibice MOS-u dawno nie widzieli. MOS przeważał od samego początku: uruchomił środki (głównie Ada Wełna) i świetnie bronił ale absolutnym zaskoczeniem była postawa Dygdoń i Kabali. W żaden sposób nie mogliśmy zatrzymać tych skrzydłowych i to w ich osobach należy doszukiwać się źródeł sukcesu MOS-u. Inna sprawa, że jedyną w tym turnieju chwilę słabości, w samej końcówce miała nasza kapitan – Ola Nowak . Dwa sęki w przyjęciu dały MOS-owi bezpieczną przewagę i wygraną 19:25.

Relację z drugiego, tego dnia, tie-breaka zacznę od stwierdzenia, że “nie da się wygrać decydującej partii zaczynając ją od 1:5”. A, że mam rację- mogłem się przekonać w sobotę. Udało nam się dociągnąć wynik (5:6 po dwóch atakach Nowaczka  i asie Rogala), udało nam się  jeszcze raz (z 5:9 na 8:9) udało się nawet wyjść na prowadzenie, kiedy to po serii punktowej (kiwka Piły po pięknej obronie Werki, dwóch atakach Mery  i skutecznym plasie Nowaczka ) byliśmy o włos od zachowania statusu drużyny niepokonanej (13:12). Nie udało się jednak wygrać, bo nasze błędy otworzyły  MOS-owi  drogę do triumfu w turnieju. 13:15

Dzień drugi – idealny mecz!!!

Subtytuł nie traktuje o liczbie mnogiej. Znaczy to, że w jednym ze starć mieliśmy kłopoty. Oj tak, i to jakie!! Wszystko za sprawą SMS Warszawa, a w zasadzie za sprawą Kamili Zakrzewskiej. No co dziewczyna miał dzień (?!) – w zasadzie przez cały mecz nie było dla niej niemożliwych piłek, nie było strachu w oczach, nie brakowało dokładności. Widownia siedziała i przecierała oczy ze zdziwienia. Nie było to tak widoczne w secie pierwszym, jak w partii drugiej, którą można by opatrzyć mianem “Kamila  kontra reszta świata”. O ile więc w partii pierwszej wynik przez długi czas ważył się nieznacznie i dopiero as Agi Feliksiak oraz dwa błędy własne SMS-u przechyliły szalę na korzyść legionowianek (18:13) o tyle w drugiej partii to “Miętówki” zostały zmuszone do ciągłej pogoni. 0:3,1:5,5:10,13:16,18:20…20:23! Ależ był to bój! Mieliśmy nawet próbę omdlenia 🙂  – gdyby nie pomoc kierowniczki grupy, los libero (a prywatnie córki wcześniej wspomnianej) Weroniki Mituniewicz  wisiał na włosku. Wygraliśmy, bo w końcu udało nam się złamać Kamilę. Złamaliśmy ją zagrywką a mecz długim atakiem skończyła Marysia Woźniak. 25:18 i 27:25!!

Kiedy napisałem o meczu idealnym, miałem na myśli ostatni pojedynek turnieju. Już nie raz i nie dwa razy pisałem, że mecze z Dębiną obarczone są nadzwyczajnym ryzykiem. Nie ma znaczenia, że podopieczne trenera Dariusza Pieśniaka znalazły się po awansie z niższej ligi. To od zawsze jest przeciwnik trudny i należy na niego uważać. Przyznaję, że przeciwnik zaskoczył mnie ustawieniem- na libero zagrała Maryla Karczmarczyk, dotychczas najgroźniejsza broń ofensywna Dębiny, ze wszech miar predysponowana jednak do defensywy (dobra w przyjęciu i doskonała w obronie). Pierwszy set bardzo szybko rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść. Nie dało się po prostu przegrać z wyniku 14:6. Znaczy można, ale nie tym razem 🙂 – z 17:14 wyciągnęliśmy na 25:19 (znowu rewelacyjna gra Oli Nowak i asy serwisowe Magdy Rogalskiej). W drugim secie, trener oszczędzając Marysię pomieszał ustawieniami i w składzie wyjściowym znalazła się Magda Rogalska. I nasza krakowianka  odwdzięczyła się serią zagrywek niezwykłej dokładności, mocy i rotacji. Śladu nie zostało po wspomnieniach w meczu z SMS gdy wchodząc zadaniowo, popsuła dwie zagrywki. Rotacja składu ruszyła dopiero przy wyniku 12:0 z czego połowę stanowiły punkty bezpośrednie! Skończyło się 25:10 ale nie wynik jest istotny, a gra! Na oczach widzów (niektórych , jakże dawno nie oglądanych…) ozdrowiała Magda Piłatowicz grała zachwycająco (uruchomiła Misztalka i Szopena na środku), rzucała przez plecy (i to nie dyszlem, tylko tak jak sztuka siatkarska nakazuje 🙂 ), dużo widziała. No inna Magda po prostu!  Drużyna zagrała też (i wreszcie) zgodnie z narzuconą przez trenera taktyką: wiem, bo wiedziałem co mają grać! Miło było patrzeć!

Turniej się skończył. Zajęliśmy w nim drugie miejsce. Przegraliśmy mecz. Czy rozpaczam, absolutnie nie! Ulżyło mi nawet, bo z zawodniczek zeszła sztuczna presja konieczności podtrzymywania niepotrzebnego miana niepokonanych. Od teraz jest też w nich złość i dodatkowa motywacja! Przyznam szczerze, że po środowo czwartkowej kompromitacji z ASTO Piaseczno utrzymanie w I lidze brałbym w ciemno. Dlatego z tego wyniku jestem po prostu dumny!

Teraz mamy czas na regenerację, podleczenie rekonwalescentów, przeanalizowanie diety (Magda!!!!) i zgranie drużyny. Na kolejny turniej będziemy już w pełnym gazie!! Do bezpośredniego awansu do turnieju finałowego Mistrzostw Mazowsza  wystarczy nam IV miejsce w ostatnim turnieju, a do wygrania ligi i organizowania mistrzostw – miejsce III.  Powalczymy, choć tym razem rzecz będzie się działa na MOS-ie.

Pan Sieczychowy

Kasia Piłatowicz, Agnieszka Feliksiak, Julia Szymańska, Magda Rogalska, Ola Misztal, Ala Ratowska, Ola Nowak (k), Marysia Woźniak, Marysia Macioch, Weronika Mituniewicz (l)

 

Kadetki idą przebojem w II lidze juniorek

Jak już pisałem wcześniej, kadetki trenera Dawida Michora mają bardzo pracowity okres – mecze w I lidze kadetek przeplatają meczami w II lidze juniorek. Stąd też pewne zaległości reporterskie – rozumiecie, regeneracja lingwistyczna umysłu reportera wymaga jednak czasu… Proces ten jednak właśnie się zakończył (!) a jak rekonwalescencja przebiegła będziecie mogli ocenić przy okazji relacji z dwumeczu finał II ligi juniorek, jaki 2 i 10 grudnia rozegraliśmy z UKS SOS Węgrów.  

Na pierwszy mecz pojechaliśmy do Węgrowa. Nasze dziewczyny były trochę zestresowane i pełne obaw. Przeciwnik był nam właściwie nieznany. Na strunie niepewności grała nam informacja o tegorocznych osiągnięciach ligowych i fakt, że drużyna ta objęta jest programem Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, który przewiduje szkolenie na wysokim poziomie (znamy to z własnego podwórka ;)). Co więcej, nie jest tajemnicą, że po drugiej stronie siatki miały stanąć dziewczęta z drugiej i trzeciej klasy liceum oraz, że wśród nich jest zawodniczka grywająca na parkietach pierwszej ligi seniorek. Na szczęście strach miał wielkie oczy…wygraliśmy 3:0.

Wyniki w poszczególnych setach były mocno rozbieżne 28:26, 25:16, 25:22. Czemu tak (?) Dlaczego zawodniczki nie obrały jednej drogi (patrz drugi set) tylko poszły skrótem a’la pan Sieczychowy. (jak ten wybiera skrót to już lepiej jechać pociągiem…). Odpowiedź jest prosta, graliśmy na jednym sektorze hali, w poprzek, gdzie z jednej strony był brak miejsca do zagrywki L. Że taak sytuacja ma niebagatelny wpływ na przebieg rywalizacji, pokazują właśnie pierwsza i ostatnia partia. Moim zdaniem, powaga tych rozgrywek powinna wymuszać pewne standardy – niestety, te lekko pociągnięto w dół (gdzie choćby równość szans wykonywania zagrywki z wyskoku?). Przechodząc jednak do spraw stricte sportowych przyznaję, że drużyna z Węgrowa zrobiła na mnie dobre wrażenie. Na szczególną uwagę zasługuje gra środkiem – Węgrów był tam niezwykle skuteczny. Na szczęście pozostałe atuty drużyny z Węgrowa zostały zniwelowane i laur zwycięstwa pojechał do Legionowa.

Mecz rewanżowy odbył się w naszej „twierdzy” przy Zegrzyńskiej. Tu nikomu nie gra się łatwo (jest nisko ale przepisowo)!  Tak było i tym razem. Nasze eksportowe kadetki znały już przeciwniczki i wiedziały jak grać. Trener Dawid Michor rozpisał przeciwnika, dał wytyczne i do realizacji planu desygnował następujący skład : Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Zosia Parzydło, Julka Ciejka, Emilka Sikora, Ola Rojecka i wiktoria Grzegorzewska na libero.

Pierwszy set zaczął się od mocnego uderzenia i narzucenia przeciwniczkom swojego stylu gry. Prowadzenia 4:1 po serii zagrywek Zośki Parzydło i dwóch blokach Oli Rojeckiej dało spokój w naszych szeregach. Kolejne punkty z zagrywki dołożyły Rojecka i Sochaczewska i na tablicy wyników pojawiło się 8:3. Miśka nie za bardzo chciała zejść z zagrywki (się uprze to nie zejdzie J –  nie zawsze oznaczało to punkty bezpośrednie ale zawsze jest baza dla kontrataków. Tak jak na 11:3 gdy dobrą wystawę Mileny Montowskiej skończyła z lewego skrzydła pięknym atakiem Julka Ciejka. Michalina jak nakręcona dokłada kolejnego asa, Milena dorzuca kiwkę – prowadzenie urosło do 10 punktów! Wtedy jednak przypomniały o sobie środkowe z Węgrowa – jedna z nich pięknym atakiem dała sygnał do walki. Dziewczyny z Węgrowa nie chciały się poddać a wymiana ciosów trwała do stanu 23:15. Wtedy to niezawodna Michalina zaserwowała kolejnego asa. Zwycięstwo w tym secie było nie zagrożone a as Ciejki zakończył seta 25:16.

Drugą partię rozpoczęliśmy tym samym ustawieniem ale z jeszcze większym przytupem. Atomowy atak Michaliny Sochaczewskiej po prostej z lewego był jak potnej mocy odgłos syreny na statku „JEDZIEMY!!!”. Punkt na 4:1 zdobywamy po pięknej kontrze Michaliny z prawego skrzydła, gdy w polu zagrywki jest Zośka Parzydło. Po stracie dwóch punktów na zagrywce zameldowała się Michalina i znów dzięki jej kunsztowi możemy wyprowadzić skuteczne kontry, takie jak ta na 7:3 (Ciejka po prostej z lewego). Michalina nie zwalniała tempa i zagrała kolejnego asa dzięki czemu zwiększyliśmy prowadzenie do 6 punktów (9:3). Dziewczyny z Węgrowa jednak nie dawały za wygraną i dzięki temu mieliśmy możliwość oglądać walkę na środku po obydwu stronach siatki. Przyjezdne wykorzystywały to co mają najlepsze (akcje wyprowadzane przez środek mają dopracowane niemalże do perfekcji). Milena z Emilą nie pozostawały dłużne i również pokazały kawał dobrej siatkówki. Jednak w tym czasie skuteczniejsze były przyjezdne, które zniwelowały przewagę do stanu 10:7. Wtedy Milena postanowiła wziąć sprawy w swoje „złote dłonie” – w pięciu kolejnych akcjach gubiła blok, czterokrotnie zostawiając Zosi Parzydło otwartą drogę do parkietu przeciwnika lub kiwając samodzielnie. Milena była też bohaterką kolejnej akcji, w której zdobyła punkt blokiem. Bezpieczna przewaga (21:9) pozwoliła na dokonanie zmian (na boisku pojawia się Julka Wałek). Byliśmy niezagrożeni a skuteczne wykończenie przechodzącej piłki przez Sikorę dało zwycięstwo w secie 25:16.

W secie trzecim trener Dawid Michor dokonuje kilku zmian w składzie dając pograć zawodniczkom z kwadratu. Na boisku pojawiły się Kasia Piłatowicz, Julia Wałek i libero Weronika Trzeciak.  Początek seta był jakiś niemrawy – sygnał do bardziej zdecydowanej gry daje Zośka Parzydło (atak z drugiej linii). Na 7:5 podwyższa Ciejka skutecznie obijając blok a kolejny punkt dokłada Sikora. Dwa asy serwisowe dokłada Julia Wałek. Dobra zagrywka Julii umożliwiła Kasi Piłatowicz zagranie do Emilki a ta atakiem z jednej nogi zdobywa punkt na 13:5. Wtedy trener Dawid ponownie zaczyna rotować składem (Margalska/Wałek i Sochaczewska/Piłatowicz, Sikora/Kuźmińska. Nadal ciśniemy –  Ciejka nęka węgrowianki zagrywkami, Miśka tłucze w ataku (19:9), a Ola Rojecka na środku (aż cztery punkty w końcówce!). Set zakończył się wygraną 25:13.

Tak więc dwumecz zakończył się bezdyskusyjnym zwycięstwem naszych kadetek a wynik w Legionowie pokazuje jak duże znaczenie ma ilość miejsca do zagrywki. Cieszy postawa całego zespołu tym bardziej że rewanż graliśmy bez kapitana (uważni czytelnicy pewnie to wychwycili) w osobie Pauliny Sobolewskiej, która zmagała się z przeziębieniem i była tylko statystką.

G.A. LTS

UKS SOS WEGRÓW – LTS LEGIONOVIA 0:3 (26:28, 16:25, 22:25)

LTS LEGIONOVIA – UKS SOS WĘGRÓW 3:0 (25:16, 25:16, 25:13)

Skład LTS Legionovia : Paulina Sobolewska (K), Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Zofia Parzydło, Emilia Sikora, Julia Ciejka, Sandra Szczepańska, Julia Wałek, Wiktoria Grzegorzewska (L), Katarzyna Piłatowicz, Ola Rojecka, Natalia Dąbrowska, Weronika Trzeciak (L), Julia Kuźmińska.

Trener: Dawid Michor

Młodziczki w finale II ligi kadetek

Szybki półfinałowy dwumecz z ASTO KZD Piaseczno w II lidze kadetek rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść. Pomimo, że “Miętówki” pozwoliły ugrać rywalkom tylko jednego seta, nie była to wcale łatwa przeprawa. Nie ma co ukrywać- sami sobie winniśmy nerwów! Najważniejsze, że jesteśmy w finale ligi, grze o awans do I ligi w przyszłym roku oraz walce o  tegoroczne cele.

Po losowaniu par półfinałowych, ktoś zadał inteligentne pytanie “Ki  czort to Piaseczno?”. Przyznacie, że forma pytania prosta, ale sens głęboki. 🙂 Z tą drużyną mieliśmy wprawdzie kontakt w trakcie turnieju w Siemiatyczach, ale znajomość ograniczyła się do kwestii pozaboiskowych. Wiedzieliśmy więc, że to świeży na Mazowszu gracz (klub powstał w połowie bieżącego roku), że ma fajną stronę www, że ma kilka grup treningowych (męskich i żeńskich), że  spora grupa zawodniczek wcześniej grała w  innych klubach. Najbardziej jednak interesowała (i niepokoiła zarazem)nas druga lokata w grupie B II ligi kadetek.

Nie wiedząc więc w zasadzie nic, uważnie obserwowaliśmy naszych rywali na rozgrzewce. Hmmm- trener w garniturze, fajne stroje zawodniczek, one same wysokie, statystyk…- nowa jakość na Mazowszu – myślałem wtedy, a myśl tą przyprawiłem nutką obawy 🙂 Z biegiem czasu troszeczkę zweryfikowałem ten niepokojący  sąd ale nie ulega wątpliwości, że zespół start ma naprawdę dobry. Co więcej okazało się, że niektóre elementy siatkarskiego rzemiosła, nasz rywal ma na całkiem niezłym poziomie. ASTO w obydwu meczach pokazało na przykład świetną obronę (libero Paulina Jończyk – no no… :), fajną zagrywkę (Maja Jastrzębska) i atak (Hania Szczepańska).  Prawda jest też niestety taka, że w grze piaseczanek nie było jednak jakości, powtarzalności i dokładności pozwalających realnie myśleć o rozstrzygnięciu tego dwumeczu na swoją korzyść. Dawaliśmy wprawdzie takie nadzieje, ale nie za wiele jej było i wynikały one z kunsztu rywali ile ze słabości “Miętówek”.

Czy się czepiam? Absolutnie nie (!) bo przyczyn takiej a nie innej postawy młodszych kadetek (o, to jest dobre określenie dla młodziczek aspirujących do gry w wyższej kategorii wiekowej 😉 jest wiele. Cieszę się z wyniku i choć gra mi się nie podobała to przyczyny są bardzo obiektywne.  Pierwsza i zasadnicza dotyczy czasowego rozczłonkowania ekipy – Marysia Woźniak była na campach w Szczyrku, ktoś był chory, ktoś pojechał do domu … W ostatnim czasie wypadło nam też sporo treningów – tak bywa. I stąd właśnie niespotykany u “Miętówek” natłok niedokładności i niezrozumienia. Ważne natomiast, że ekipa trenera Olka Miętka sobie z tym poradziła : liderzy rozwijali skrzydła w najodpowiedniejszych momentach (na przykład Marysia Woźniak w kluczowych piłkach obydwu spotkań), indywidualności wskrzeszały ducha  walki (kilka niezwykłych obron Pauliny Kosewskiej), przebłyski geniuszu miały te, którym ewidentnie nie szło (krytyczne dla wyniku setów kiwki Madzi Piłatowicz) i niezwykle ważna rola zmienniczek (Magda Rogalska doskonale zastąpiła przyjmującą i atakującą – najwyższe uznanie!).

Generalnie był to nieładny pojedynek – pełno w nim było błędów własnych, sporo traconych seriami punktów i okresów zastoju. Z pewnością jest co poprawiać ale jakoś  nie mam wątpliwości, że poprawa nastąpi.  Czasu na skok formy mamy jednak mało bo w najbliższym czasie szykujemy się do dwóch niezwykle istotnych wydarzeń – III turnieju I ligi młodziczek (to już w ten weekend) i finału II ligi kadetek (kolejny weekend).

Ciekawych i niecierpliwych poinformuję, że w obydwu tych wydarzeniach, w pełnym wymiarze czasu wystąpi Agnieszka Feliksiak. Czekam więc z niecierpliwością!

Pan Sieczychowy

 

LTS-ASTO KZDPiaseczno 3:1 (25:19,27:25,29:31,25:16)

ASTO KZDPiaseczno-LTS 0:3 (9:25,20:25,22:25)

Kadetki II walczą o I ligę!

Zapraszamy Państwa serdecznie na mecz II Ligi Kadetek gdzie w fazie Play Off ASTO KZD Piaseczno podejmować będzie LTS Legionovię. Kto nie może wybrać się na mecz osobiście ma możliwość obejrzeć to spotkanie w relacji TV przez internet.
Zobaczmy jak Kadetki II pod wodzą Aleksandra Miętka będą walczyć o prawo do grania w I Lidze. Czy Miętówki przebojem wywalczą sobie prawo do walki o Mistrzostwo Mazowsza Kadetek?

Wierzymy, że tak!
RELACJA LIVE TV

 

Norbert Ciecierski