“Nic nam się nie należy! Wszystko trzeba wydrzeć!”

Wywołany do tablicy przez zaprzyjaźnioną z naszym klubem, Gazetę Powiatową nie miałem innego wyjścia, jak tylko siąść do pisania relacji. Nie zamierzałem zwlekać! O, nie! Takie emocje i zaprezentowany poziom zasługują bowiem na reporterski pośpiech. Pierwsza informacja jest taka- LTS pokonał ESPES Spartę Warszawa 3:1 i w praktyce zagwarantował sobie triumf w lidze mazowieckiej juniorek. Druga informacja jest taka, że obydwa zespoły stworzyły niezwykłe widowisko- nie tylko emocjonujące, ale stojące na najwyższym poziomie sportowym!

Oczekiwanie na ten mecz było dla mnie mordengą – narastające emocje były odwrotnie  proporcjonalne do kurczącego się czasu, co znaczy ni mniej ni więcej, jak to, że zbliżający się pierwszy gwizdek coraz bardziej mnie niepokoił i zaprzątał myśli. Bo juniorek trenera Piotra Najmowicza trzeba się obawiać! Bo juniorki Sparty – bez względu na wynik poprzedniego starcia- siłą są i basta! Spartanki ogrywają się w II lidze seniorek (i idzie im całkiem nieźle), w rozgrywkach juniorskich uległy tylko nam a obawy podsycał fakt, że upływ czasu działa na ich korzyść – chodzi o postępujący proces zgrywania niezwykle istotnych dla zespołu nowych zawodniczek (np. Kamila Dyduła i Dominika Kozyra).

Źródło niepokoju było jednak jeszcze jedno – my sami… Ci którzy widzieli mecz z NOSiR-em zapewne wiedzą, o co chodzi. Wyjaśniam, że kilka dni temu zagraliśmy …hmmm…bardzo niedobrze i dlatego choć bardzo się starałem zapomnieć – straszące mnie obrazy uporczywie wracały.

Co na to wszystko trener Wojtek Lalek? Niech za przedmeczowy komentarz posłużą jego słowa: “Nic nam się nie należy! Wszystko trzeba wydrzeć!”. Podobne słowa padały zapewne w szatni Sparty i pewnie dlatego obydwa zespoły stworzyły najwyższych lotów widowisko, w którym drapania i wyszarpywania punktów mieliśmy aż w nadmiarze!

Nie sposób nie wspomnieć, że wszystko odbywało się przy pełnej trybunie, przy akompaniamencie młodszych grup wiekowych – młodziczki zrewanżowały się juniorkom za wsparcie i słowa uznania w trakcie weekendowego turnieju, a kadetki (z których kilka, z obecnymi juniorkami, zdobywało złoty medal MP kadetek) pobiły klubowy rekord świata w tempie rozgrywania równolegle rozpoczynanego meczu z  ASTO KZD Piaseczno (3:0 w setach do 5, 7 i 9 🙂 by móc oglądać ten mecz. Nie zawiodły się!

Nie mam dziś zamiaru rozpływać się nad grą Ali Grabki –  nie dlatego, że nie zasłużyła – robiłem to bowiem ostatnio przy okazji meczu z MOS-em i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Już pierwsza akcja pokazała jej doskonałą dyspozycję- całkowicie wyczyściła siatkę, “wieszając” spartanki na lewym skrzydle, gdy tymczasem ona zostawiła Olę Omelaniuk sam na sam z siatką 🙂 Tego wieczora Ala wielokrotnie potwierdzała swój niezwykły potencjał! I tyle- koniec na dziś o naszej rozgrywającej – inne czekają! 🙂 A mogły się dziewczyny rozwinąć i sprawdzić w prawdziwym boju, oj mogły! Pierwszy set był bowiem jak przeciąganie liny – kto się lepiej zaparł i mocniej naprężył, ten wygrywał. Ale zawsze o włos – najwyższa przewaga w tym secie nie przekroczyła czterech punktów (13:17)! Z reguły jednak cały czas kręciliśmy się wokół remisu (4:4, 10:10, 19:19). Obydwa zespoły przeciwstawiły sobie najlepsze, co mają- Sparta obronę (Ola Bator i Iza Matyszczak) a my atak. Ola Rasińska i Kasia Jędrzejewska zagrały dziś bowiem cudownie! Po niektórych atakach Kaśki aż wyskakiwałem z krzesełka! Wczoraj była szybka, dokładna, mądra…Co jednak najważniejsze, była waleczna (a to sie przydawało, bo momentami było pod siatką elektrycznie…). Bezapelacyjnie, w ataku była naszym największym atutem! Pierwszego seta skończyła jednak Ola Rasińska – z przechodzącej po jej własnym ataku. 25:22

Drugi set zaczęliśmy katastrofalnie: na pierwszych pięć punktów Sparty wszystkie były podarowane (dotknięcia siatki, popsuty serwis, błąd przyjęcia). Przerwa na żądanie trenera Lalka odmieniła sytuację, bo po niej ciągiem zdobyliśmy cztery oczka (6:5). W tym czasie świetnie graliśmy blokiem (Milena Paszyńska), ale na wyraźne prowadzenie wyprowadziła nas Kasia Jędrzejewska, która w dwóch kolejnych akcjach (od 7:7 do 9:7) zegarmistrzowsko pakowała piłki przy samych liniach. W odjeździe punktowym nie przeszkodził nam nawet kuriozalnie stracony punkt po ratunkowym plasie Kamili Dyduły. Nasza przewaga bardzo szybko urosła do dziesięciu punktów a wydatnie przyczyniły się do niej dobre przyjęcia Asi Wrońskiej (jakże się cieszę, że zagrała tak fajne spotkanie!), obrony Ani Maziopy (przypominam, że gramy na dwie libero), bardzo trudne zagrywki Ali Grabki oraz praca na siatce. Nasze blokujące powoli wyłączały z gry największe dotąd atuty Sparty – Dominikę Kęsik i Paulinę Niedźwiedzką. Wydaje mi się jednak, że decydującym o triumfie zagraniem był gwóźdź wbity przez Pasza na 21:11 (błyskawiczna kontra środkiem). Seta ponownie 🙂 skończyła Ola Rasińska, tym razem atakiem z drugiej linii. 25:16

Wspomniałem o Paulinie Niedźwiedzkiej. Wychowanka Nike Ostrołęka, dwa lata temu zmieniła klub… i zgasła…Przed tym sezonem przeszła do Sparty i jej forma ponownie rozbłysła! I to ona byłą główna przyczyną naszej porażki w trzecim secie. Po wysoko przegranej partii, trener Piotr Najmowicz przebudował skład, który rozpędzając się i grając bardzo ryzykownie, odskoczył nam na kilka oczek. Decydujące o sukcesie przyjezdnych były  skuteczne ataki Niedźwiedzkiej, Kozyry i Dyduły, które dały Sparcie siedem oczek zapasu 15:21. Dwa szybkie czasy Wojtka oraz dokonywane zmiany, mogły jedynie spowolnić marsz warszawianek a nam dać moment na oddech przed – okazało się – decydująca partią. 22:25.

W czwartym secie Wojtek wrócił do ustawienia wyjściowego a to odwdzięczyło mu się cudownie! Remis 4:4 był ostatnim punktem stycznym, bo po kontrze Kasi Niderli (kolejny doskonały mecz. Skąd w tej młodej zawodniczce tyle spokoju – pojęcia nie mam!) błyskawicznie odjechaliśmy na siedem punktów. Tego już Sparta odrobić nie zdołała. Po prawdzie nie miała jak, bo zupełnie wyłączyliśmy blokiem Niedźwiedzką a inne spartanki nie potrafiły wziąć na barki brzemienia odpowiedzialności. U nas natomiast ponownie szalała Milena Paszyńska (o takiej serii zagrywek, w pierwszej partii mogła tylko pomarzyć :), Ola Rasińska i Kasia Jędrzejewska. Nie było słabych punktów – nawet zmienniczki (Julka Skowron i Basia Zakościelna) odegrały swoje – bardzo pozytywne – role. Julka – na przykład- stanowiła straszliwe zagrożenie w polu zagrywki a Basia skończyła mecz. I już.

Nie ma co ukrywać -byliśmy świadkami wydarzenia! Aż strach pomyśleć, co będzie działo w trakcie Mistrzostw Mazowsza. Moje zdenerwowanie już rośnie…;)

 

Pan Sieczychowy

 

LTS -ESPES Sparta Warszawa 3:1 (25:22,25:16,22:25,25:18)

LTS: Ala Grabka, Natalia Nowak (k), Adrianna Wysocka, Julia Skowron, Kasia Niderla, Milena Paszyńska, Asia Wrońska (l), Ania Maziopa (l), Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik,  Basia Zakościelna, Ola Rasińska, Magda Dąbrowska, Kasia Jędrzejewska,

 

 

Supermiętówki w akcji

Drugi turniej I ligowy się skończył a tu nadal nie ma informacji, co i jak. Informowaliśmy wprawdzie o tym na naszym klubowym facebookowym profilu ale przecież nie każdy musi go używać. Niniejszym naprawiamy więc nasze zaniedbanie. Relację ponownie postanowiłem oprzeć o sprawdzoną pierwszego dnia rozgrywek, formułę: tytulik i  treść!

Spór rodzicielski.

Od razu muszę Was uspokoić – nie, w grupie Rodziców wspierających młodziczki nie ma żadnych kłótni.  Tytułowy spór – oczywiście sprowadzony do żartu i wywołany przez  takiego, co to na każde zagranie swojej córki reaguje jak nastolatka na koncercie Bibera 😉 ,  odnosił się do ustalenia procentu skuteczności ataku zawodniczek! A spierać było się o co, bo nadal nie wiadomo, czy było to 80 czy więcej procent! Taki problem 🙂 …

Rzecz w tym, że od samego początku Ola Nowak i Ala Ratowska grały fenomenalnie! W pierwszym secie ich gra ocierała się o doskonałość: zmienność kierunków, dokładność i  siła ataku przyjmującej i atakującej były po prostu zadziwiające!  Do stanu 12:5 aż siedem punktów zdobyły te właśnie zawodniczki! Cieszyłem się jak dzieciak, bo do ich koncertu szybko  włączyły się pozostałe:  wspaniale brzmiały (b)asy Marysi Woźniak i Julki Szymańskiej, jak w bęben tłukły na środku Ola Misztal i Agnieszka Feliksiak. W zasadzie gdyby nie mały zastój w drugiej partii (od 5:1 do 7:11) ten mecz można by okrzyknąć  wzorcowym. Ale jedna z akcji takim punktem odniesienia się stała: rozgrywająca (Magda Piłatowicz) w drugim secie, przy stanie 13:13 kiwa z wyskoku – zagranie chowa do ostatniej chwili (!), gubi widownię, koleżanki, trenera  ale co najważniejsze- powoduje totalną konfuzję u atenianek. MAJ-STER-SZTYK!! Choć po poprzednim sezonie bardzo się o nią obawialiśmy, przyznać trzeba, że Magda w tym sezonie zrobiła niezwykły postęp. Tak trzymaj …Kasiu. (Kasia to jej siostra, ale Madzia lubi kiedy tak sie do niej zwracam 😉 )

Atena nigdy nie była dla nas wygodnym przeciwnikiem. Nieważne, że w tym turnieju ewidenctnie warszawiankom nie szło i wiadome było, że są na drodze ku niższej lidze. W swoim składzie mają fajne i waleczne dziewczyny, z Oliwią Kosieradzką na czele. Oliwka potwierdziła powyższą opinię, stanowiąc dla nas w niedzielę główne zagrożenie. Na nic się to jednak zdało, bo pierwszą partię wygraliśmy do 11 a drugą do 15!

Dzień…(a może weekend) konia…

Mecz z Esperanto teoretycznie był już o nic, bo my mieliśmy już zagwarantowane pierwsze miejsce a Esperanto wiedziało, że spada do II ligi. Naszą motywacją byłą chęć pokazania się z jak najlepszej strony, zacnej i licznie zgromadzonej widowni (a zasiadł na niej np. trener złotych drużyn kadeckiej i juniorskiej – Wojciech Lalek i Klub Kibica, a i juniorek nie zabrakło). Czy się udało? Ano – tak sobie. Wygraliśmy- to prawda ale nie był to już tak dobry mecz jak wszystkie poprzednie. Wygrana w setach do 12 i 20 przypieczętowała po prostu naszą dominację. Prawdę mówiąc, w tym meczu trudno byłoby się doszukiwać przykuwających uwagę wydarzeń gdyby nie niezawodna Ala Ratowska. Ala, którą najwidoczniej trzymała aura i splendor z dnia poprzedniego, także w tym meczu pokazała klasę – niektóre z ataków po prostej były wyśmienite! I tu nie chodzi już tylko o moje niefachowe oko – widoczny postęp w umiejętnościach Ali zauważył trener Lalek. Nawiasem mówiąc, Wojtek zachwycał się też progresem Oli Misztal. Czyli, że jednak wszystko się zgadza- idziemy do przodu, a Ala tym meczem rozstrzygnęła spór o nieformalny tytuł MVP. 😉

A teraz kilka zdań podsumowania. Turniej potwierdził wszystkie przewidywania: stał na niezwykle wysokim poziomie (mecz SMS-u  z Nike był jego ozdobą), był nieprawdopodobnie wyrównany (każdy z uczestników będzie się liczył w walce o tytuł) i (nie urażając żadnej drużyny) – obsadzony był najlepszymi ekipami młodziczkowymi. Wszystko może się oczywiście zdarzyć, ale nie spodziewam się by w czwartym turnieju Esperanto i Atena nie powróciły do elity!

A co do naszej gry…hmmm…chciałbym być powściągliwy…ale fakty mówią same za siebie: zagraliśmy bardzo wyrównany turniej, nie przytrafił nam się słaby mecz, daliśmy sobie radę nawet ze świetnie grającą Ostrołęką (nie tracąc seta)! Gramy coraz lepszą siatkówkę – obecnie chyba najszybszą na Mazowszu! Zachwyca mnie postęp umiejętności środkowych, zachwyca mądre prowadzenie gry, zachwyca moc ofensywna, zachwyca sposób funkcjonowania w zespole nowych zawodniczek. Po raz pierwszy, tak pięknie pokazała się  Agnieszka Feliksiak – to przełamanie było jej bardzo potrzebne! Mamy oczywiście co poprawiać, ale to zostawmy trenerowi – ufam facetowi jeśli mówi, że wie co jest nie tak, i wie jak to poprawić! Co tu dużo gadać – wygraliśmy zasłużenie – z wielkim optymizmem patrzę w przód.

A co tam widać oprócz nas? Nike Ostrołęka – nie waham się zaryzykować twierdzenia, że będzie to nasz główny kontrkandydat do tytuły wojewódzkiego. Ostrołęczanki grają coraz lepszą siatkówkę! SMS Warszawa – bardzo, ale to bardzo trudny przeciwnik. Grając z nimi , za każdym razem drżę o wynik! MOS Wola – zespół oparty o siłę ofensywną środkowych. Spodziewałem się jednak czegoś więcej… UKS Dębina Nieporęt- szykują nam się kolejne derby powiatu. Nieporęcianki jak walec przejechały się po II lidze i znowu będzie walecznie. Metro Warszawa- totalne zaskoczenie- powrót do I ligi jest chyba dla nich takim samym zaskoczeniem, jak dla wszystkich innych. Gratulujemy jednak serdecznie wykorzystanych szans- o to w sporcie chodzi!

 Pan Sieczychowy

LTS- Kasia Piłatowicz, Agnieszka Feliksiak, Julia Szymańska, Ola Misztal, Ala Ratowska, Ola Nowak (k), Marysia Woźniak, Marysia Macioch, Weronika Mituniewicz (l)

Traktat (pseudo)naukowy o błędach

No i jak ja mam z tego wybrnąć?! Jak przekonać, że juniorki na MOS-ie grały zachwycającą siatkówkę?! Jak mi mają uwierzyć Ci, których tam nie było, a byli w niedziele w Konopie na meczu z NOSiR Nowy Dwór Mazowiecki? Co więcej – mam wątpliwości, czy od teraz wierzyć mi będzie ktokolwiek… Co robić? Cholera…co robić,  jeśli dla pismaka zaufanie czytelnika- ważną sprawa jest? Wiem, trzeba wiać w satyrę!

I właśnie dlatego, tak całkiem spontanicznie chciałem się z Wami podzielić wiedzą na temat błędów. Co to za licho jest? Otóż informacje w tym temacie można dobywać teoretycznie (publikacji jest wiele) albo empirycznie (doświadczając siebie lub obserwując innych). Co kto woli… ja tam połączyłem dwie wcześniej wymienione drogi i owoce tego naukowego mariażu niniejszym prezentuję.

Otóż błędy dzielą się na dwie zasadnicze grupy: małe i duże. Te małe,  jak sama nazwa wskazuje- sięgają tak mniej więcej do pasa…jakiś metr…nie wiecej. Włochate są, grube do tego, ale nóżki cieniuuuutkie mają bardzo.  Duże za to …takie wyższe są trochę…- dziadek mawiał „Meter pisiąt – nie więcej”. Chude są przy tym i lekko garbate, ale łapska mają silne i chwytne!  Małe i duże żyją gromadnie. Nawet jak łazi sobie taki sam jeden po świecie, to jak go inne wyczują, zaraz walą do niego całą gromadą. Cechą ich jest także fatalną, że łażą po świecie i szukają…. sportowców! A jak go znajdą, to go obłapiają i zaczynają nieładnie pachnieć! A że węch mają dobry i towarzyskie są, to się potem człowiek opędzić nie może! I jego koledzy też się opędzić nie mogą!

Łapiecie już do czego zmierzam? Kto był wczoraj na meczu, ten wie, że Konop stał się wczoraj ofiarą dawno nie oglądanego najazdu tych stworzeń! Czepiały się nas stale i natrętnie! Co która „laleczka” chciała coś fajnego i wyuczonego zrobić, te łapały ją za ręce, zakrywały oczy i podstawiały nogi. Niektórym to po kilka się na raz wieszało na szyi nawet!

Te złośliwe, gromadne włochacze mają jednak kłopot z szybkością – jak się człowiek dobrze rozpędzi – nie złapią! Ale zasuwać trzeba – jak cię mogę! I wychodzi na to, że Kasia Niderla jest z całego zespołu juniorek najszybsza! Rzec by można, że Kaśka jest szybsza od światła!! J Jej się prawie w ogóle błędy nie czepiały. Kasia skutecznie blokowała, ładnie atakowała, broniła i zagrywała.

Zdarzało się, że niektóre z naszych potrafiły się na moment prześladowcom „urywać”. Wtedy oglądaliśmy fajne wystawy, pięknie i wysoko łapane piłki na skrzydłach, mocne zbicia ze środka a nawet skuteczne bloki. W tych jakże pięknych -acz nieczęstych wczoraj momentach- z utęsknieniem wracałem wspomnieniami na Rogalińskiego, na MOS. I do pierwszego meczu z NOSiR-em, w którym przeciwnik zdobył łącznie 25 punktów. Ech, wspomnienia…

Naprawdę, nie każcie mi opisywać tego na poważnie, bo jeszcze w czwartek nie myślałem, że w niedzielę będę drżał o wynik seta z NOSiR-em. Dramatyczna koncówka…no nie mogę! O tym co się wydarzyło wole zapomnieć albo się z tego śmiać. I już!

Pan Sieczychowy

LTS-NOSiR 3:0 (25:18,25:20,26:24)

LTS:  Natalia Nowak (k), Ada Wysocka,  Julia Skowron,  Milena Paszyńska, Monika Oleszczuk, Kasia Niderla, Asia Wrońska (l), Ania Maziopa (l), Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik,  Basia Zakościelna, Magda Dąbrowska, Kasia Jędrzejewska, Ola Krzywańska

A co tam panie w Mińsku?

W sobotę tj. 21 listopada, w Legionowie trwał pierwszy dzień rozgrywek najlepszych sześciu młodziczkowych ekip Mazowsza. Tymczasem w Mińsku Mazowieckim odbyły się mecze V i IX ligi tej samej kategorii wiekowej. Trener Mariusz Wojtyniak poprowadził drużynę, która w szóstki wejdzie dopiero za rok a prezes LTS-u Konrad Ciejka „trenerował” bezpośredniemu zapleczu pierwszej drużyny. Szczęście mieliśmy zmienne.

Zacznijmy od tych, którym szczęście sprzyjało bardziej. Od tych starszych. Ta ekipa składa się z bezpośredniego zaplecza „mietowek’, którym do składu podstawpowego przebić jest się bardzo ciężko. Stad tez pomysł od „dogłoszeniu” ich do rozgrywek już po turnieju rozstawieniowym. Dlatego też dziewczyny, choć ich umiejętności plasują je znacznie wyżej, wylądowały w najniższej lidze. Kłopot jest tez taki, że z przyczyn regulaminowych zamknięta maja drogę do dalszych awansów. No, co by nie mówić – wielka szkoda, bo dziewczyny wygrały wszystkie swoje mecze po 2:0, z: UKS Atena Varsovia II, Plas Warszawa i UKS Polonez Wyszków.
Jak donosi obecna na turnieju kierownik grupy mini, jedynie Atena w jednym secie potrafiła przeciwstawić się naszej żądnej wygrywania ekipie. Wszystkie pozostałe sety kończyły się w okolicach 14 punktu.

Sytuacja troszkę odmiennie kształtowała się w drugiej ekipie. Wynika ona głównie z tego, że dziewczynki nie potrafią się jeszcze odnaleźć w pełnym dystansie w troszkę obcym dla nich systemie gry. Dlatego też momenty wyśmienite przeplatają …mniej wyśmienitymi. J  Nie jest łatwe przejście z mini do poważnej siatkówki. Dlatego tez wcale jakoś mnie nie martwią przegrane mecze i spadek do niższej ligi. Najważniejsze jest „siatkarskie dorastanie” i nabywane doświadczenie. Przypomnę tylko, że dwa lata temu, dziś brylujące w lidze młodziczko trenera Miętka zaczynały w bardzo podobny sposób. Warto więc skupić się na pozytywnych sygnałach i wspierać oseski a nie wrzucać im na plecy bagaż nadmiernych oczekiwań i wymagań.

Przyjmijmy więc do wiadomości przegrane z Olimp Mińsk Mazowiecki 0:2, UKS Rosario Lubowidz 0:2 i UKS Esperanto Warszawa II 1:2 a na następne zawody zaopatrzeni we flagi, bębny i mocne gardła, jedźmy gotowi tymi flagami machać do bólu ramion, bez pamięci tłuc w bęben i zdzierać gardła! Bo to zaowocuje w przyszłości!

 

Pan Sieczychowy

 

Ale dzień!

Muzyczka, szklaneczka napoju, kominek…i opowieść o sporcie. Czyż nie wspaniały jest to  wieczór? Aż mnie trzęsie by zajrzeć do notatek z pierwszego dnia turnieju ligowego młodziczek, rozgrywanego w ten weekend w Legionowie. Bo wiem co mnie w nich czeka! Emocje, emocje, emocje!! I zwycięstwa, zwycięstwa, zwycięstwa!!!

Wymyśliłem sobie, że relację z pierwszego dnia poukładam w mini opowieści, a te wymagają przecież tytułów. A tak się świetnie składa, że mam takowe! J

LTS-SMS Warszawa „Czy wszyscy będą na nas tak wychodzić?”

Z bielańską ekipą potykamy się od zawsze. Ostatnio, drużynie trenerskiego duetu Państwa Jagusiak, zamknęliśmy drogę do I ligi na turnieju rozstawieniowym. Żądza rewanżu była więc zrozumiała i oczywista. I co by nie mówić to SMS argumenty ma jak mało kto – zespół to rosły i silny, z Kamilą Zakrzewską na czele. I Kama właśnie była dla nas w tym meczu największym zagrożeniem. Oba zespoły zaczęły z jednakowym animuszem (6:6). Sygnał do odjazdu dała Ola Misztal, która dwukrotnie punktując na środku dała nam prowadzenie 9:7. Chwilę potem Misztalek zrewanżowała się naszej rozgrywającej Magdzie Piłatowicz wystawiając jej do skończenia piłkę na prawe skrzydło. A, że Madzia miała dziś ewidentny ciąg na punkty – atak w i strefę dał jej (i nam) masę radości. A potem przyszły dwa asy Oli Nowak (no nie wiedziałem córciu, że jesteś „Królową zagrywki”… 🙂 !) na 15:8, dwa asy Misztalka na 18:9 i dwa (a jakże!) piękne skróty serwisowe Marysi Woźniak na 25:13.

Drugi set zaczał się bardzo energetycznie: Ala Ratowska natchniona przed meczem energią i spokojem partnera rozgrzewkowego (jam ci on :D!! ) ofiarnie podbiła wydawało by się straconą piłkę, co w konsekwencji dało nam punkt! Odjechaliśmy na 5:1 z czego dwa punkty Marysi Woźniak i Ali Ratowskiej jako żywo przypisać można by pierwszej armacie juniorek – Oli Rasińskiej, tyle w nich było mocy i dynamiki! W kilku kolejnych akcjach SMS pokazał pazur, a konkretnie kilka razy drapnęła nas Kama Zakrzewska (oj, ma dziewczyna uderzenie!) 7:5. I kiedy tak nie idzie, od czegoś zespół ma przecież kapitana! Nasz – Ola Nowak  obiciem bloku dała sygnał i poszło! Wspaniałe momenty w obronie miała Wera Mituniewicz, znowu skuteczne były Ala i Mery a środkowe cały czas stanowiły wielkie zagrożenie. Przy stanie 20:10 coś się na pięć piłek zacięło (fajny okres gry Mai Pękały z SMS-u) ale wtedy właśnie miała miejsce niezwykle symboliczna akcja: Misztalek pojedynczym blokiem łapie Kamę! Akcje później Madzia Piłatowicz w pojedynkę blokuje Pękałę, by chwile później skończyć seta kiwą w środek boiska! A nie mówiłem, że ma ciąg na punkty?! 25:15.

I kiedy już tak sobie dziewczyny siedziały i odpoczywały jedna zadała mi to tytułowe pytanie, odnosząc je oczywiście do SMS-u. Odpowiedź mogła być tylko jedna- tak jak SMS wyszedł na LTS zmotywowany ponad miarę, tak wychodzić będzie każdy. Bo uchodzicie za faworyta, bo jesteście z klubu zgarniającego tytuły – i to jest normalne i tak być powinno! Bo na tym polega sport, że każdy chce być tym najlepszy!

LTS – Nike Ostrołęka „Przeklęte 15:11 – a żeby cię…!!!!”  

Uuuu! Wiedziałem, że to będzie straszliwy bój, nie wiedziałem jednak jak bardzo. I aż współczuję wychowawczyni klasy sportowej, w której uczy sie większość ‘miętówek’ – Pani Ewie Sobol-Zagajewskiej, że zdecydowała się przyjść to oglądać. Że jej serce nie wysiadło – szacunek dla serca! J Przypomnę tylko, że Nike to ekipa, z którą na poprzednim turnieju mieliśmy największe kłopoty, i która jako jedyna urwała nam seta.
Zaczęło się źle. 0:3. Trener uspokaja – „Nic się nie dzieje!”. Pewnie, że nie! Na zagrywkę wchodzi Marysia Woźniak. Trzy asy, z czego dwa po taśmie dają nam trzypunktowe prowadzenie! To jest lider! Ładnie to się tak wszystko toczyło aż do dwóch asów serwisowych Misztalka i stanu 15:11. Wtedy trener Nike bierze czas, my psujemy zagrywkę (po co zmieniać kierunek, po co – grzecznie pytam?!) i zaczyna się popis ostrołęczanek. Gabriela Lędzioszek (środkowa, rocznik 2002) i Natalia Mierzejewska dały popis! Głównie za ich sprawą, kwestia wyniku była otwarta aż do samego końca. Choć przegrywaliśmy 22:23 wygraliśmy bo: Nowaczek w najważniejszym momencie skutecznie trzepnęła w czwartą strefę (24:24), Madzia znowu kiwnęła (25:24) a Misztalek posłała asa na 26:24!
W drugiej partii Natalia Mierzejewska zagrała najlepszą siatkówkę w jakiej ją kiedykolwiek widziałem – dynamiczną, pewną i mądrą. Na nic się to jednak zdało, bo jej zespół popełniał sporo błędów a my zagraliśmy bardzo mądrze. Na początku znowu było równo( 9:9). Znowu było 15:11 i znowu był to wynik zapowiadający emocje! Bo znowu pojawił się głupi błąd zaczynający serię punktową przeciwnika (16:15)! Ehh, dziewczyny… W tym secie z najlepszej strony pokazała się Marysia –  do niej trafiały piłki ważne i krytyczne (piękny skos omijający podwójny blok przy stanie 19:18 i dwa kolejne ataki na 22:19). I kiedy wydawało się, że koniec jest bliski i powinno być spokojnie (24:19) Nike ponownie pokazała klasę – Ostrołęka odrobiła cztery punkty! Na swoje jednak nieszczęście, ich liderka popsuła najważniejszy serw meczu. 25:23!

LTS-MOS Wola Warszawa „Skupcie się – wejdźcie w mecz!”

Och, jak strasznie brakowało skupienia – nam i warszawiankom też. Wynik falował – od 8:3 do 9:10! Nie lubię tak!!Nie lubię też błędów własnych, a te właśnie dały MOS-owi kilkupunktowe prowadzenie (10:13). I wtedy znowu zabłysła gwiazda Marysi – obija blok oraz posyła całą serię druzgoczących przyjecie serwisów! 20:14!! Wiele z nich umożliwiało nam wyprowadzanie kontr, w których bezlitosne były Misztalek, Luta i Nowaczek! Co do Oli Misztal, to mam taką refleksje, że jeszcze klika lat temu pląsała po parkiecie w różowych tiulach z cekinami i welonikiem (bo Misztalek jest wielokrotną mistrzynią Polski w tańcach), a teraz ten parkiet demoluje straszliwymi atakami ze środka! Taka wizerunkowa rewolucja! A trener zapowiada, że to wcale nie koniec! Olek, ja to już chyba nie chcę, że by ona tłukła mocniej niż robi to obecnie – ja się będę bał…
Starczy żartów (choć z tym Misztalkiem-zwierzakiem to nie żart wcale 😉 ) wracajmy do meczu, bo w nim szykuje się najlepsze – ostatnia piłka pierwszego seta (jaka obrona Ali…no palce lizać – dobrze, że ma dwa naksy, a nie jak niektóre – jeden- co to za chora moda?) i druga partia!
A ta miała jedną królową – Agnieszkę Feliksiak! Trener miesza naszymi środkowymi i na każdy set wychodzi inna para. W tym grały Aga i Julia Szymańska. Obydwie wyśmienicie ale pozwolę sobie skupić się na Agnieszce. Zaczęła cudownym obróceniem w lewo – no, parkiety świata po prostu! A potem przyszła seria straszliwych zagrywek: kąśliwych, szczurkowanych takich, nad taśmą, wyrzucających z szóstej strefy… Cztery asy i zejście z zagrywki przy stanie 14:2 coś Wam mówią?! …???!! Bardzo było to dla niej ważne! I dla nas też! I dla mnie osobiście, bo długo czekałem na taki wybuch jej umiejętności!
Nie powinno być dla Was zaskoczeniem, co działo się później – dominowaliśmy straszliwie! Na moment tylko MOS doszedł do głosu – kilka punktów zdobyła Ada Wełna, ale było to stanowczo za mało na tak dysponowane „miętówki”. Wyniku 25:8 nikt się nie spodziewał. I niech o poziomie gry świadczą słowa kilku obecnych juniorek (Mistrzyń Polski w końcu – helooooł!!), które były pozytywnie zaskoczone poziomem gry. „No, No!” – chwaliły elokwentnie… 😉

Wydaje się, że najtrudniejszych przeciwników mamy już za sobą. Jutro czekają na nas Esperanto Warszawa i Atena Warszawa.  Wierzę jednak, że nikomu nie przyjdzie do głowy być nieskoncentrowanym! Do jutra! A teraz do łóżek!

LTS – SMS Warszawa 2:0 (25:13,25:15)

LTS – Nike Ostrołęka 2:0 (26:24,25:23),

LTS – MOS Wola Warszawa 2:0 (25:18,25:8)

 

Pan Sieczychowy

LTS – Ala Ratowska, Ola Misztal, Julia Szymańska, Agnieszka Feliksiak, Marysia Woźniak, Magda Piłatowicz, Ola Nowak (k), Marysia Macioch , Ola Misztal, Weronika Mituniewicz (l).

 

 

 

“Gra jak z nut!” “Mecz sezonu!” – juniorki pokonują MOS

Przez tyle lat byłem świadkiem hegemonii MOS-u Wola na Mazowszu. Zespół z Rogalińskiego zawsze miał dużo zawodniczek, to tam zwykle trafiały najzdolniejsze.  Tak strasznie pragnąłem z nimi wygrywać! I przez tyle lat to marzenie się odwlekało. Ale jakiś czas temu coś zaczęło się dziać -nastały zmiany niosące ze sobą wyrównanie poziomów i pierwsze wygrane. Aż w końcu nastał wczorajszy mecz. 3:0 dla LTS-u przy niespotykanej dotąd przewadze!       

Od razu wyjaśnię, że nie mam zamiaru jakkolwiek źle wyrażać się o naszych rywalach! Mam dla nich szczery szacunek, wynikający nie tylko z 50-letniej historii klubu, ale także z dotychczasowych emocji, wspólnych przeżyć, znajomości i wspólnej (siatkarskiej) pasji. Warszawianki pokazały wczoraj serce do gry – bardzo podobała mi się gra libero (Klaudia Kucharska), szczerze klaskałem po udanych atakach Weroniki Brzuzy, Ada Cichosz i Julii Chadały. Zaimponowała mi waleczność zespołu w chwilach naszej nieuwagi. Problem MOS-u był jednak taki, że to my wczoraj na niewiele pozwoliliśmy!

Tak, jestem znany z tego, że czasami przesadzam z pozytywnym przedstawianiem spraw. Ktoś nawet kiedyś ironicznie nazwał mnie “najlepszym w Polsce komentatorem wydarzeń swojego klubu“, lecz jeśli nie chcecie wierzyć mi- niech gwarantem wypowiadanej właśnie prawdy będą uśmiechy, brawa i radośnie unoszone ręce Wojciecha Lalka!

Aż nie wiem od czego zacząć…

Już pierwsze piłki stanowiły zapowiedź, tego co miało trwać aż przez dwa sety – przy stanie 9:2 naliczyłem aż pięć (!!!) punktowych bloków! Co więcej, każda nasza zagrywka była pewna, mocna i trudna. Graliśmy na najwyższej możliwej koncentracji. Nie popełnialiśmy żadnych błędów własnych. Wyobraźcie sobie, że pierwszy punkt oddaliśmy dopiero przy stanie 15:4! Nie raz widzieliście Laleczki mordujące się same ze sobą – wczoraj wychodziło wszystko i wszystkim. Od początku wspaniałą dyspozycję zaprezentowała Ala Grabka– piłki rozrzucała mądrze i dokładnie, jej pojawienie się w polu zagrywki, za każdym razem wiązało się z zagrożeniem posłania asa. I tak od samego początku aż do ostatniej piłki (o której zresztą będzie jeszcze mowa).
Wspaniale grały nasze środkowe. W pierwszym secie trener grał Mileną Paszyńską i Kasią Niderlą. Oj- pokazały dziewczyny klasę! Takiego natężenia bloków w jednym secie nie widziałem chyba nigdy, a w każdym udział miała jedna albo druga! Co więcej- dziewczyny (szczególnie środkowe właśnie) zachwyciły mnie opanowaniem. Ani razu nie zdarzyło się by którakolwiek spaprała przechodzącą piłkę- można było uderzyć mocno- tłukły, trzeba było grać spokojnie- pyk (!) w wolne pole! Żadnego dotykania taśmy, żadnej nerwowości… A wynik rozjeżdżał się coraz bardziej: 15:4, 19:6…25:9!!!
A w międzyczasie mieliśmy okazję zobaczyć akcję meczu- świetne przyjęcie, Ala Grabka zamieniła w błyskawiczny przerzut na lewe skrzydło, z którego Ola Rasińska trzepnęła bez bloku z siłą właściwą tylko jej. PRZE-PIĘ-KNE!!

A wiecie jak zaczęliśmy drugiego seta? Obicie bloku z prawego skrzydła, gwóźdź na lewym, blok i as! 4:0 Opisując tego seta, w zasadzie mógłbym skopiować poprzedni akapit, bo nadal było uważnie, dokładnie, mądrze i silnie. Nie mogę jednak pominąć zmienniczek – na boisku pojawiły się Julia Skowron (środek) i Basia Zakościelna (przyjęcie). I co? Znowu brawa! Lekko zmienił się wprawdzie akcent punktowy, bo bardziej byliśmy skuteczni z kontry niż na bloku, ale zespół nadal funkcjonował rewelacyjnie.
W tym secie kilka razy dała o sobie znać Ola Omelaniuk. Jakże prawdziwe jest określenie jednego z kibiców, że piłka kierowana do Oli jest jak szachowy “mat”! Ola to walczak wyrosły z buntownika i to widać w każdym jej ataku, słychać w każdym okrzyku! Kombinacja na środku…nie waham się stwierdzić, że Omi w tym jest najlepsza…druga linia?…proszę bardzo (!)…podwójny blok na prawym? …Omi wtedy pyta ile centymetrów przed linią boczną ma uderzyć. Nie przesadzam – ten dzieciak od dłuższego czasu jest w nieprawdopodobnym gazie! Tytuł MVP meczu Młodej Ligi Kobiet nie był przypadkiem!
Przy stanie 24:8, MOS odrobił trzy oczka ale cóż to znaczyło? Seta skończyła Julka Skowron grając bardzo mądrze na siatce. Pac (!) z przechodzącej. Julka zrobiła i nadal robi zadziwiające wręcz postępy! Żadne to chwalenie jej na wyrost! Przyjdźcie i zobaczcie sami.

W trzecim secie nasze dziewczyny – i tu będzie troszkę ryzykowne stwierdzenie- miały wszystko pod kontrolą. Nieważne, że warszawianki przez moment wyszły na prowadzenie 8:11. Należało im się za waleczność, za prezentowany hart ducha, za mądre trzy obicia bloku Weroniki Brzuzy na lewym skrzydle. Za radość i żywiołowość! Cieszyły się z każdego punktu – nawet wtedy, gdy wynik nie był już dla nich tak korzystny. Nasze bowiem szybko zniwelowały stratę (14:13), troszkę pograły na kontakcie (19:19), a pod sam koniec wyszły na prowadzenie i skończyły mecz (25:21). Przy tej okazji padną dwa nazwiska – Ola Rasińska i Kasia Jędrzejewska. Pierwsza z nich jest naszym liderem, zawodniczką skupiającą uwagę przeciwnika i doskonałym egzekutorem. Ola w mecz weszła bardzo spokojnie – w dwóch pierwszych setach nie grała mocno – nie musiała, ale w trzeciej partii (wtedy kiedy zespół tego najbardziej potrzebował) wyprowadziła kilka straszliwych ataków. Nie do obrony! Druzgoczących linie defensywne MOS-u. Robiła to w najważniejszych momentach! O to chodzi – taką ją lubię! Silną gdy można – mądrą, gdy potrzeba! A Kasia Jędrzejewska? No cóż, dla niej gra na MOS-ie, od czasu zmiany barw klubowych zawsze jest wyzwaniem (ach te wspomnienia!) ale co by nie mówić Ogór dostała co chciała- skończyła mecz w charakterystyczny dla siebie sposób – ze skrzydła (o dziwo – prawego) omijając blok po zewnętrznej i pakując piłę w czwarty  metr po prostej!

I to by było na tyle- relację zakończę nieśmiertelnym “Żałujcie, że Was tam nie było!”

Pan Sieczychowy

MOS Wola-LTS 0:3 (9:25,11:25,21:25).

LTS: Ala Grabka, Adrianna Wysocka, Julia Skowron, Kasia Niderla, Milena Paszyńska, Asia Wrońska (l), Ania Maziopa (l), Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik,  Basia Zakościelna, Ola Rasińska, Magda Dąbrowska (k), Kasia Jędrzejewska, Ola Krzywańska

 

Marysia Woźniak jedzie na kolejny camp…

Całkiem niedawno pisaliśmy o powołaniu dla Marysi Woźniak. Był wywiad, były zachwyty, była radość i duma. Teraz wywiadu nie będzie ale wszystkie pozostałe reakcje- jak najbardziej. Nasza przyjmująca otrzymała bowiem kolejne powołanie, na camp w którym weźmie udział dwanaście najbardziej perspektywicznych zawodniczek rocznika 2001.

Co ciekawe, Marysia w tym zacnym gronie znalazła się w towarzystwie dwóch innych mazowszanek: Patrycji Obierek z Wrzos Międzyborów i Natalii Mierzejewskiej z Nike Ostrołęka. Co jeszcze ciekawsze – cała trójka sprawdzana będzie na pozycji rozgrywającej…

Serdecznie gratulujemy i czekamy na wieści!

Prezes o naszych planach

Gazeta Powiatowa znowu nas pozytywnie zaskoczyła 🙂 Wyręczyła nas w odkrywaniu planów na przyszłość. A wszystko przy współudziale Prezesa  LTS – Konrada Ciejki.  

Ludzie legionowskiej siatkówki: Konrad Ciejka – Dla Legionovii zostawił Legię

Zdradził piłkę nożną dla siatkówki. Tata zawodniczki LTS. Przez nią trafił do LTS, bo chciał pomóc w opiece nad dziećmi. Aktualnie z trenerami LTS, kierownikami grup, na bazie SOS-u i legionowskich szkół tworzy siatkarską akademię.

Tomasz Uchman: LTS Legionovia. Matka Legionovii S.A., drużyny z najwyższej klasy rozgrywek, która sama odnosi sukcesy w rozgrywkach młodszych dziewcząt . Spokojnie może Pan powiedzieć – chwilo trwaj!

Konrad Ciejka:  Pozornie. Nie wszystko jest poukładane. Wciąż szlifujemy elementy składowe organizacji.

Czyli co?

Sposoby naboru dziewcząt do mini siatkówki. Temu głównie chcemy się poświęcić w tym sezonie. Dlatego przy Siatkarskim Ośrodku Szkolnym powstaje akademia, która zrzeszy szkoły podstawowe z Legionowa i okolic. Na razie tworzymy to w samym mieście, ale chcemy zaangażować w to sąsiednie gminy: Jabłonnę, Wieliszew, może Nieporęt i Nowy Dwór Mazowiecki. Z działaczami z NDM rozmawiamy też o czymś więcej, niż tylko lokalnym przedsięwzięciu. Bo Legionowo jest za małe, by dało się z tej populacji wyławiać siatkarskie perełki. Dlatego do SOS-u ściągamy dziewczęta z całej Polski. Mamy warunki ku temu – świetną bazę, doświadczonych trenerów, jednych z najlepszych w kraju, także tych z młodego pokolenia. Chodzi o to, by mieli kogo trenować. Musimy szukać diamentów, by zrobić z nich brylanty. A szukać musimy w najmłodszych grupach wiekowych 7 -8 lat.

To plan, czy już rzeczywistość?

Mamy plan i prowadzimy rozmowy. Rozmawialiśmy w szkole na Piaskach, gdzie w SOS-ie trenują Dawid Michor i Aleksander Miętek. Przedstawili pani dyrektor i plan, i konkretny program działań, cały harmonogram szkolenia i w najbliższych dniach zorganizujemy tam lekcję pokazową, a potem w kolejnych szkołach podstawowych Legionowa. Z udziałem naszych „złotych” kadetek i „brązowych” młodziczek oraz Igi Chojnackiej, twarzy naszej akademii oraz innych dziewcząt pierwszego zespołu z udziałem trenerów Roberta Strzałkowskiego i Piotra Olenderka. Oni mają przygotować tzw. pakiet merytoryczny, czyli zestaw ćwiczeń dla dziewczynek, żeby poznać ich sprawność, motorykę i ogólne predyspozycje. To ma stanowić podstawę kwalifikacji do zespołów siatkówki. Poza tym ważny jest jeszcze wzrost, czyli centymetry. I to coś, co tworzy dobrą siatkarkę. Słabsze motorycznie teraz mogą zabłysnąć później, w kadetkach lub juniorkach.

Mówi pan lekcje pokazowe. Żonglerka piłką nogami może być ciekawa, ale odbijanie piłki rękami?

Zapraszam. Chcemy pokazać dziewczynkom, co można zrobić z piłką. To będą ćwiczenia w dwójkach trójkach, przemieszczenia, ćwiczenia na ciągłość, elementy gry – krzyże, przejścia itd. Sposoby zmylenia przeciwniczki, przejście jednocześnie czterech stref do ataku. Mnóstwo się dzieje w tej grze. Są rzeczy dziwne, a ciekawe dla laika.

Rozmawialiście już w sąsiednich gminach?

To trudne, bo każdy ma swój interes. W NDM mają drugą ligę, chcą walczyć o pierwszą i każdy chce promować swoje miasto. Ale zawsze warto dobrze współpracować. Dopóki tamta drużyna nie gra w Orlen Lidze, my moglibyśmy przejąć najzdolniejsze które mają. W zamian dziewczyny, które u nas nie przebiłyby się do pierwszego składu, mogłyby zasilać pierwszą drużynę z NDM. Nie mogąc grać w Orlen Lidze, grałyby w pierwszej, co jest ważne dla całego cyklu szkoleniowego. Były już takie rozmowy. Trzeba zagwarantować interes obu stron. W tej chwili są cztery dziewczęta wypożyczone do NDM, a jedna młodziczka z NDM jest w naszym SOSie. U nas się szkoli, a tam gra w klubie.

A gminy?

Muszą w to wejść, bo to jest wymagane przy tworzeniu akademii. Gmina musi wyrazić wolę i chęć współpracy. Czekamy na spotkanie z wójtem Wieliszewa, bo w Łajskach nauczycielem jest p. A. Miętek. Ta szkoła jako pierwsza spoza Legionowa ma dołączyć do akademii. Chcielibyśmy, żeby to zaczęło funkcjonować. Potem wyjdziemy do następnych. W ramach akademii mają być spotkania, turnieje międzyszkolne między poszczególnymi grupami wiekowymi. Będzie dużo pracy. Jak to okrzepnie, pójdziemy dalej. Ale w granicach rozsądku, bo nikt nie będzie dojeżdżał z odległości 20-30 km. W bursie są dziewczęta z Międzyborowa, Nadarzyna, Warszawy.

Proszę wyjaśnić, co to jest ta akademia.

To jest wynik współpracy PZPS i Ministerstwa Edukacji. Jest to ogólnopolski projekt dla dzieci i młodzieży, dla dziewcząt i chłopców. Przystąpiliśmy do tego jako LTS. Na tworzenie akademii otrzymaliśmy już z ministerstwa sprzęt o wartości 80 tys. zł. Nie stać byłoby nas na takie wyposażenie. Ten sprzęt trafił do legionowskich szkół. Rozmawiamy też m.in. z dyrektor Wagner z Liceum im. M. Konopnickiej. Niebawem dojdzie do spotkania ze Starostą i podpisania umowy w tej sprawie. Akademię siatkarską będą tworzyły liceum, dwa gimnazja i szkoły podstawowe. Taka piramida szkolenia. Szczególnie zależy nam na udziale szkół podstawowych, bo tam są diamenty, które oszlifujemy w brylanty.

Skąd tyle zapału?

Zajmuję się siatkówką dopiero 4 lata. Przez córkę. Byłem kibicem Legii, chodziłem na wszystkie mecze. Teraz piłki w ogóle nie oglądam – interesuje mnie tylko siatkówka. Na pierwsze zajęcia poszła namówiona przez kuzynkę. Spodobało jej się gra. Trafiły na Piaskach do trenera Janusza Patriaka. Miał na sali wszystkie grupy wiekowe – od najmłodszych do juniorek. Po kilku treningach powiedziała, że chce buty. Woziłem je tam i widziałem, co się działo. Zacząłem pomagać, bawiłem się z najmłodszymi dziećmi w gry i zabawy, odbijanki. Chciałem to jakoś organizacyjnie poukładać. A kiedy córka zdecydowała się na grę w siatkówkę, miałem sprzeczki w domu. Mówiła mi, żebym nie zabierał głosu, bo się nie znam.

Autorytet ojca cierpiał bardzo.

Dlatego ukończyłem kurs instruktorski, co okupiłem kontuzją kolana. Nie działa jak należy. Dwie artroskopie nie pomogły.

Szybko się to wszystko toczy.

Sam jestem przerażony. Kiedy córka zaczynała był jeden trener, teraz jest sześciu. Każda grupa wiekowa ma swojego trenera. Jest, jak powinno być. Po ukończeniu określonego wieku przechodzą do następnego, który je uczy kolejnych elementów, bo każdy jest inny. Wojciech Lalek, jako ostatni, doskonali, dopracowuje ostanie elementy w grupie juniorek. To było moje marzenie – tak poukładać klub, by niezależnie od tego, kto aktualnie pracuje czy sprawuje władzę w klubie, działał system, procedury itd. Bo jeśli nadal będziemy osiągali sukcesy, a liczę na to, trenerzy będą powoływani do szkolenia na szczeblu centralnym. Wtedy, ktoś musi ich zastąpić. Jeśli przyjdzie ktoś następny, nie będzie trzeba budować systemu od początku. To się udało i z tego jestem dumny. Ale to także zasługa córki, czyli Legionovii SA, bez której byłoby to niemożliwe. Żyjemy w symbiozie. W kolejnych latach będą nowe dziewczyny w pierwszym zespole SK banku. Terasz jest pięć w szerokiej kadrze: Iga Chojnacka, Krysia Pietraszkiewicz, Ola Rasińska, Ala Grabka i Basia Zakościelna.

Co w tym sporcie jest wyjątkowego?

To gra drużynowa. Dużo się dzieje, nie ma brutalności, jest inny rodzaj zaangażowania. Czystość gry wyzwala inny rodzaj emocji niż w sportach kontaktowych.

We środę było duże spotkanie z trenerami. Co się stało?

Co jakiś czas spotykamy się w gronie kierowników grup i trenerów, by omówić aktualne problemy. To taka burza mózgów – szukamy sposobów na eliminację problemów, poprawiamy, ustalamy, wdrażamy i są efekty. Potrzebna jest wizja i plan realizacji, żeby do czegoś dojść. Chcemy powtórzyć sukcesy z ubiegłego sezonu i być na stałe w czołówce klubów w Polsce. Sopot, Impel, Police… Tam nie ustaną, a mają więcej środków. Pałac Bydgoszcz też szkoli młodzież. I jest centralne szkolenie w Szczyrku. Do tego my. Te ośrodki mają sprawić, że żeńska siatkówka będzie się rozwijała w Polsce.

 

Weekendowe święto młodziczek w Legionowie i Mińsku Mazowieckim

Miło nam poinformować, że w najbliższy weekend do Legionowa przyjedzie 5 najlepszych na Mazowszu drużyn młodziczkowych.  LTS zyskał bowiem prawo organizacji drugiego  turnieju I ligi młodziczek. Co więcej, dwie pozostałe ekipy grające w tej samej kategorii wiekowej, w tym czasie walczyć będą o awanse w Mińsku Mazowieckim.  

Sobotnio-niedzielny turniej w hali ZS przy ul. Zegrzyńskiej 3, bez choćby cienia wątpliwości, nazwać można szlagierowym. Rywalizacja w tej kategorii wiekowej, w przeciwieństwie do rozgrywek juniorskich i kadeckich, w których bezapelacyjnie dominuje LTS – jest niezwykle wyrównana. W młodziczkach drużyna trenera Olka Miętka też – jak na razie- wygrywa wszystko ale każdy mecz jest dla nich wielkim wyzwaniem. Przypomnijmy, że po pierwszym turnieju ligowym, do elity awansowały (absolutnie zasłużenie) Esperanto Warszawa i SMS Warszawa. W ten sposób wykrystalizowała się elita, która będzie nadawać ton rywalizacji, i która z pewnością między sobą rozstrzygnie sprawę tytuły mistrzowskiego:

  1. LTS Legionovia I
  2. Nike Ostrołęka
  3. MOS Wola Warszawa
  4. Atena Warszawa
  5. Esperanto Warszawa
  6. SMS Warszawa

Poniżej przedstawiamy harmonogram meczów.

21-11-2015-SOBOTA

9:00 LTS Legionovia  I : SMS Warszawa

10:00 NIKE Ostrołęka  : Esperanto Warszawa

11:00 MOS Wola Warszawa : ATENA Warszawa

12:00 LTS Legionovia I : NIKE Ostrołęka

13:00 Esperanto Warszawa : MOS Wola Warszawa

14:00 SMS Warszawa : ATENA Warszawa

15:00 MOS Wola Warszawa : LTS Legionovia I

16:00 NIKE Ostrołęka : SMS Warszawa

17:00 ATENA Warszawa : Esperanto Warszawa

 22-11-2015-NIEDZIELA

9:00  NIKE Ostrołęka :  MOS Wola Warszawa

10:00 LTS Legionovia :  ATENA Warszawa

11:00 SMS Warszawa :  Esperanto Warszawa

12:00 Atena Warszawa :  NIKE Ostrołęka

13:00 MOS Wola Warszawa :  SMS Warszawa

14:00 Esperanto Warszawa : LTS Legionovia I

Rozgrywki młodziczek prowadzone są na Mazowszu w dziewięciu ligach. LTS uczestniczy w nich w sile trzech zespołów Drugi zespół, kierowany przez Mariusza Wojtyniaka, składający się z zawodniczek roczników młodszych, w sobotę zagra w piątej lidze. W dziewiątej lidze zagrają natomiast podopieczne trenera Miętka, które stanowią bezpośrednie zaplecze pierwszego zespołu. Czy mamy się martwić, że ligi niskie? Wcale (!), bo po pierwsze LTS II (ten młodszy) ma się zapoznać z 6 osobowym systemem gry a po drugie – LTS III z różnych względów, do rywalizacji  dołączył dopiero teraz – nie mógł więc wylądować wyżej…

Gdyby ktoś z kibiców przez przypadek (ale wolałbym aby było to działanie celowe 🙂 ) w sobotę był w Mińsku Mazowieckim, to serdecznie zapraszam na halę  Zespołu Szkół Miejskich nr 1 przy ul. Kopernika 9 (wejście od strony ul. Okrzei)!

Nasze dziewczyny grają w następujących godzinach:

10.45 – LTS III:Atena Varsovia II

11.45 – LTS II:Olimp Mińsk Mazowiecki

14.00 – LTS II:Rosario Lubowidz

14.00 – LTS III:Plas Warszawa

15.15 – LTS II:Esperanto Warszawa II

Pan Sieczychowy

KOLEJNE ZWYCIĘSTWA KADETEK …!!!

Kadetki trenera Dawida Michora miały bardzo pracowity okres i zanim zdążyliśmy napisać o jednym meczu, one już grały kolejny. Tak więc idąc wzorem z poprzedniego tygodnia, dokonania I ligowych kadetek przedstawiamy w wyjazdowym “dwupaku”.  

Pierwszy mecz odbył się w świątecznej – niepodległościowej oprawie. Niektórzy biegali, inni strzelali a my 11 listopada pojechaliśmy do Ostrołęki na mecz z miejscową Nike. Zapewne nie wszyscy pamiętają, ale relacja z pierwszego meczu obydwu drużyn, który się odbył w Legionowie pełna była opisów dziwnej nerwowości zawodniczek LTS-u. A wszystko wina Dariusza Piersy (serdecznie pozdrawiamy 🙂 ), który funkcję trenera klubowego łączy ze stanowiskiem selekcjonera kadry Mazowsza rocznika 2000. Każdy chce do kadry, więc nerwowość musiała się pojawić! Od tamtego czasu, niewiele się zmieniło – Pan Darek nadal kompletuje kadrę, a naszym dziewczynom nadal do niej tęskno… Nerwy więc pojawiły się także w tym spotkaniu. To oczywiście takie lekkie żarty. Niemniej jednak prawdą jest, że przez większość spotkania nasze kadetki nie mogły „wejść na właściwe obroty”. Oczywiście wszyscy pamiętamy, że to nie czas i miejsce na świeżość…zgodnie zapowiedziami trenera, ta ma przyjść w najważniejszym momencie sezonu.

Przez to wszystko, dwa pierwsze sety stały pod znakiem wyrównanej walki punkt za punkt. Jednak w końcówkach więcej zimnej krwi zachowywały legionowianki i obydwa sety wygrały w takim samym stosunku 25:18. Natomiast trzecia partia stanowi osobny rozdział tej ostrołęckiej opowieści, tak na płaszczyźnie emocji jak i pierwszoplanowych postaci. Przez większość seta gospodynie prowadziły. Zawodniczka NIKE Magdalena Piersa „nękała” nas straszliwie! – każdą kierowaną do niej piłkę zamieniała w punkt. Przy wyniku 20:17 jej koleżanki, ona sama a zapewne także licznie zebrani kibice uwierzyli w zwycięstwo. Na szczęście (dla nas 🙂 ), w tym momencie na scenę wkracza nasza bohaterka – Paulina Sobolewska, która serią zagrywek odebrała ostrołęczanom nadzieje. Końcówka seta należała do podopiecznych Dawida Michora i zwycięstwo 25:23 w secie oraz 3:0 w całym meczu stało się faktem.

Drugi mecz odbył się w dniu 14 listopada na jakże trudnym i gorącym terenie MOS WOLA Warszawa. Rywal to nasz odwieczny, wielce utytułowany i na swoim terenie (sportowo) niezwykle niegościnny. Podopieczne trenera Jacka Banasika były bardzo zmotywowane do walki i koniecznie chciały pokazać, że porażka w poprzednim meczu był zaledwie wypadkiem przy pracy a nie normą. Z kolei podopieczne Dawida Michora nie zamierzały schodzić z obranego kursu i chciały potwierdzić swoją dobrą dyspozycję. Zwłaszcza, że po przerwach spowodowanych drobnymi kontuzjami powróciły do gry  Paulina Sobolewska i Michalina Sochaczewska. Co więcej – w tym meczu na środku zagrała (na co dzień trenująca w juniorkach)  Katarzyna Niderla.  Gdy dodamy do tego Emilię Sikorę,  Zośkę Parzydło, Milenę Montowską oraz Wiktorię Grzegorzewską, otrzymamy pełen skład wyjściowy LTS-u. Mecz zapowiadał się bardzo interesująco i wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością na pierwszy gwizdek.

No i zaczęło się. Było naprawdę elektryzująco. Tak jak przypuszczaliśmy zawodniczki MOSu wzięły się mocno do pracy i do stanu 7:7 były równorzędnymi przeciwniczkami. Wtedy jednak coś w nich pękło –   kilka nieudanych zagrań MOS-u pozwoliło LTS-owi przejąć pełną kontrolę nad tym spotkaniem. Zawodniczki MOS-u nie mogły w żaden sposób sforsować bardzo dobrej obrony naszego zespołu a z kolei nasze zawodniczki niesione głośnym dopingiem licznie przybyłych z Legionowa kibiców, z sukcesem kończyły niemalże wszystkie akcje. Dzięki takiej postawie, nadspodziewanie wysoko wygrały dwa pierwsze partie (do 15 i 14).

W secie trzecim aż do stanu 14:5 trwała fantastyczna passa naszych zawodniczek. Przy stanie 12:4 nasz trener zdecydowała się na kilka zmian i…. maszyna do zdobywania punktów zacięła się! Traciliśmy punkt za punktem. Takie serie nieczęsto się trafiają – 11 piłek z rzędu! Dopiero czas wzięty przez trenera Michora pomógł. Punkt “zdobyty” przez Dawida (zagrywka posuta przez MOS po jego czasie) zapoczątkował istną wymianę ciosów – nikt nie miał zamiaru ustąpić pola! MOS-ianki tak bardzo nabrały ochoty do walki, że wyprowadziły swój zespół na prowadzenie 24:20 i miały bardzo zadowolone miny myśląc już zapewne o kolejnym secie. Wtedy to na zagrywce pojawiła się Zosia Parzydło. Każdy jej błąd oznaczał koniec seta, ale set trwał i trwał… Zośka wytrzymała presję i nie zepsuła kolejnych 4 zagrywek! Drugim wojownikiem (dlaczego mnie to w ogóle nie dziwi…?) była nasza kapitan – Paulina Sobolewska, która była nieomylna w ataku. Przy stanie 24:23 dla MOS-u kiedy wszystkim zawodniczkom i zgromadzonym na widowni kibicom wydawało się że piłka spadnie na parkiet po stronie LTS-u, perfekcyjną obroną popisała się Klaudia Margalska, (pierwszy raz w roli libero). Po naszym błędzie zagrywki w kolejnej akcji, MOS wyszedł na prowadzenie 25:24. To był jednak ostatni punkt zdobyty w tym meczu przez  warszawanki ponieważ kolejne trzy zdobywaliśmy już my. LTS wygrał 27:25.

Podsumowując te mecze cieszy nas powrót na boisko Pauliny Sobolewskiej i Michaliny Sochaczewskiej, które pokazują młodszym koleżankom, że tak łatwo nie oddadzą miejsca w składzie. Na wyróżnienie zasługuje Klaudia Margalska, która wystąpiła w nowej dla siebie roli i to jakże efektownie i skutecznie. Co więcej, naszej drużyny w takiej sytuacji, w tym sezonie jeszcze nie oglądaliśmy. Byliśmy w tarapatach ale się z nich wygrzebaliśmy w pięknym stylu.

Witaj pozytywna sportowa złości! Witaj rządzo wygrywania!

G.A. LTS

NIKE Ostrołęka – LTS 0:3 (18:25, 18:25, 23:25)

MOS Wola Warszawa – LTS  0:3 (15:25, 14:25, 25:27)