Ola Omelaniuk MVP meczu Młodej Ligi Kobiet!

W ten weekend grały nie tylko młodziczki. Świetną grę seniorsko-juniorskiego mixu pod szyldem Młodej Ligi Kobiet mogliśmy podziwiać w sobotę. W hali przy ul. Zakopiańskiej gościliśmy PTPS Piłę.

Podopieczne trenera Wojciecha Lalka wygrały gładko 3:0, w setach do 13,15,19.
MVP meczu została nasza juniorka Ola Omelaniuk !
W składzie na ten mecz, oprócz zawodniczek SK bank Legionovii Legionowo, znalazły sie juniorki LTS-u:
Ola Omelaniuk, Ala Grabka, Ola Rasińska, Kasia Jędrzejewska, Milena Paszyńska, Basia Zakościelna, Asia Wrońska, Kasia Niderla i Adrianna Wysocka.

Brawooo!!

 

Zadowolony, po prostu zadowolony jestem!

W jednej z ostatnich scen fenomenalnej kreskówki, mały chłopczyk siedząc na małym rowerku z zachwytem wykrzykuje do Niemamocnego „No i właśnie o to mi chodziło!!”. Po weekendowym turnieju I ligi młodziczek w Ostrołęce czuje się ten malec właśnie i wykrzykuję dokładnie to samo! Źródłem mojego entuzjazmu nie jest jednak wyłącznie gra Miętówek – cieszę się bo wreszcie na Mazowszu mamy emocje ligowe najwyższej miary!

Po pierwszym dniu rozgrywek, a w zasadzie już po pierwszych meczach wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Przed rozpoczęciem tego turnieju faworytów było dwóch – LTS i MOS Wola. Serię niespodzianek – w meczu z Metro Warszawa, zupełnie niezamierzenie – zapoczątkowaliśmy właśnie my. Udręk nie było końca…każda akcja była wyrywana…każdy krok ku zwycięstwu ciężki… Udało się, ale styl był fatalny. Co by nie mówić – niespodzianka! Na sąsiednim boisku Nike Ostrołęka walczyła z MOS-em. Jakież było moje zdziwienie, kiedy nie przerywając relacji radowej wyskoczyłem na moment rzucić okiem na wynik, a tam…1:0 w setach dla Nike i otwarta droga do triumfu w meczu…(24:23…). Zadziwienie osiągnęło apogeum w ostatniej sobotniej kolejce spotkań, po której już jasne było, że do raczej spodziewanego spadkowicza Metro Warszawa dołączyć może Dębina Nieporęt i …MOS Wola Warszawa. Obydwa zespoły miały bowiem po dwa przegrane mecze i o spadku  zdecydować miał niedzielny, bezpośredni pojedynek tych ekip.

Analizując grę MOS-u w kontekście zaistniałej sytuacji stwierdzić musze, że niespodzianki jednak nie było. Spodziewaliśmy się wiele, ale MOS gra schematyczną, opartą o moc ofensywną wysokich środkowych (Ada Wełna i Martyna Pacuszka) siatkówkę – łatwą do rozszyfrowania i rozmontowania. Jak to się robi, pokazały Miętówki, które doskonałym blokiem i asekuracja, całkowicie zneutralizowały zagrożenie. Dość powiedzieć, że trener MOS Wola Janusz Patriak po kilku nieudanych akcjach zmuszony był zdjąć Adę z boiska.

Kompletnym zaskoczeniem była natomiast dyspozycja Dębiny. Choć nie, też zaskoczenia nie było – gra naszych bliskich sąsiadów-rywali opiera się na waleczności i sprawności Maryli Karczmarczyk. Z całego serca życzę Debinie powrotu do elity (bo ostatecznie decydujący mecz z MOS Wola, nieporęcianki zdecydowanie przegrały) ale obawiam się, że wobec postępów jakie poczyniły pozostałe mazowieckie ekipy, skazane będą na balansowanie miedzy I a II ligą.

Co poza tym? Kompletne pozytywne zaskoczenie turnieju – Nike Ostrołęka! W pierwszym dniu – trzy mecze-wszystkie wygrane…z MOS  Wola, Debiną Nieporęt i Atena Warszawa. W drugim dniu podopieczne trenera Tomasza Pakieły  miały przed sobą tylko jednego poważnego przeciwnika – LTS.  Z wielką satysfakcją donoszę, że nie dały rady! Ale widowisko jakie stworzyły obie ekipy godne było miana (nieoficjalnego) finału. W secie pierwszym równo było tylko na początku (4:4) bo potem istniała tylko Legionovia. Przewagę drużyny Olka Miętka oddaje wynik końcowy 25:17. Wobec takich a nie innych słów, jakich należałoby użyć dla określenia przewagi Nike w kolejnej partii? 25:15… a przez moment też było po 4… ehhhh… Prawdziwa siatkarska wojna rozgorzała na dobre w ostatnim secie. Zaczęło się równo (6:6), potem przewagę zdobyli gospodarze (6:9)…odrobiliśmy to (9:9). Od stanu 11:11 pozostałe cztery punkty padły naszym łupem: obicie bloku, atak ze środka Oli Misztal i dwa asy serwisowe Marysi Woźniak.

Można powiedzieć, że przedturniejowe przewidywania spełniły się tylko w odniesieniu do pierwszej i ostatniej ekipy – wszyscy stawiali nas w roli faworyta i wszyscy obstawiali Metro jako głównego kandydata do spadku. Spełniło się. Wszystko inne – nie!

A na koniec kilka uwag i spostrzeżeń dotyczących naszych zawodniczek i gry zespołu. Mieliśmy w tym turnieju jeden słaby mecz- inauguracyjny z Metro Warszawa oraz dwa nieudane sety – drugie w drugim dniu, w meczach z Ateną Warszawa i Nike Ostrołęka. Wpędzaliśmy się w kłopoty psując zagrywki i popełniając niewymuszone błędy własne. Zostawmy to jednak, bo znacznie w tym turnieju było pozytywów. Najpierw te ogólne – bardzo poprawiliśmy grę blokiem. Widac efekty pracy nad tym właśnie elementem. Nadal mamy też bezapelacyjnie najlepszą w województwie obronę. Świetnie zaprezentowały się nasze środkowe – wszystkie!! Ola Misztal, Julka Szymańska i Agnieszka Feliksiak zagrały naprawdę świetnie (!) – Ola w ataku, Szopen na zagrywce a Aga tu i tu! Szczególnie cieszy postawa Agnieszki, która mam nadzieję, tym turniejem podbudowała wiarę w swoje umiejętności – Odpaliło i teraz trzeba się tego trzymać! Doskonałe zawody zagrała Madzia Piłatowicz. Wspominam o niej bo zachwyciły mnie, do samego końca chowane kiwki (z MOS-em punktowała kilka razy!). Świetnie uruchamiała środki, a te odwdzięczały jej się wystawami, po których sama punktowała. Jeśli powiem, że obydwie nasze przyjmujące (Marysia Woźniak i Ola Nowak) doskonale wywiązywały się ze swoich ról obronnych a poza tym siały postrach w szeregach przeciwników – nie powinno to już chyba nikogo zaskoczyć. I Ala Ratowska, która ma w tej chwili małe zachwianie formy, ale niech się dzieciak nie przejmuje – to normalna w sporcie sprawa. Ala jest dla zespołu bardzo ważna a niektóre z pięknie zdobywanych przez nią punktów, są dla sukcesu kluczowe.  Rosnącą formę zaprezentowala też nasz libero – Weronika Mituniewicz. Weruś ma ze soba taki kłopocik, że jest bardzo cichutka i grzeczniutka (w domu podobno nie, ale to juz inna hisoria…). Co ciekawe, trener Olek chyba znalazł rozwiazanie. Przypatrzcie się zdjęciom – rytuałem stało sie przedmeczowe czochranei włosów naszego liberosa. Co dla kobiety znaczy fryzura w nieładzie – wiadomo – złość, agresja i wrzask. Trafione w punkt – potrzeba nam rozwrzeszczanej libero!   Wciąż, ale nadal z wielkim spokojem, czekam też na przebudzenie Madzi Rogalskiej i wiem, że na kolejny turniej ligowy Magda będzie gotowa! Aklimatyzacja do nowego otoczenia wymaga czasu – jakie to proste!

Trener Miętek ma teraz miesiąc na śrubowanie umiejętności i budowanie mistrzowskiej formy podopiecznych. A ta będzie potrzebna, bo kiedy do LTS-u, MOS-u, Nike i Ateny dołączą SMS Warszawa i Esperanto Warszawa (awanse z II ligi) i lidze nie będzie już nikogo pokroju Metra Warszawa – każde rozwiązanie będzie możliwe. Liga młodziczek jest w tym roku bardzo, bardzo wyrównana. I bardzo…ale to bardzo mnie to cieszy. Bez względu na ekipy jakie wyjdą z Mazowsza w Polskę, będą gotowe na walkę.

Ostateczna kolejność turnieju oraz wyniki poszczególnych spotkań:
1. LTS Legionovia Legionowo
2. Nike Ostrołęka
3. MOS Wola Warszawa
4. Atena Varsovia Warszawa
5. Dębina Nieporęt – spadek do II ligi
6. Metro Warszawa – spadek do II ligi
LTS Legionovia Legionovo – Metro Warszawa 2:0 (25:10, 25:20)
Mos Wola Warszawa – Nike Ostrołęka 0:2 (22:25, 24:26)
Dębina Nieporęt – Atena Varsovia 1:2 (25:15, 20:25, 11:15)
LTS Legionovia – Mos Wola Warszawa  2:0 (25:15, 25:20)
Metro Warszawa – Atena Varsovia 0:2 (10:25, 14:25)
Nike Ostrołęka – Dębina Nieporęt 2:0 (25:15, 26:24)
Mos Wola Warszawa – Metro Warszawa 2:0 (25:13, 25:11)
Dębina Nieporęt – LTS Legionovia Legionowo 0:2 (19:25, 18:25)
Atena Varsovia – Nike Ostrołęka 1:2 (23:25, 25:13, 5:15)
LTS Legionovia Legionowo – Atena Varsovia 2:0 (25:16, 28:26)
Metro Warszawa – Nike Ostrołęka 0:2 (17:25, 19:25)
Mos Wola Warszawa – Dębina Nieporęt 2:0 (25:8, 25:9)
Nike Ostrołęka – LTS Legionovia Legionowo 1:2 (17:25, 25:15, 11:15)
Dębina Nieporęt – Metro Warszawa 2:0 (25:21, 25:12)
Atena Varsovia – Mos Wola Warszawa 0:2 (14:25, 24:26)

A na koniec chcę byście zwrócili uwagę na zdjęcia…czy zauważyliście, że na jednym z nich wspólnie z naszymi zawodniczkami występuje UKS Dębina Nieporęt. Och jak bardzo pragnę, by ta fotografia była zapowiedzią nowego otwarcia we wzajemnych stosunkach! Wiecie jak to jest z nieodległymi klubami rywalizującymi na tym samym poziomie. Derby… W każdym razie z wielką satysfakcją donoszę, że nieporęcianki pięknie nam kibicowały w niedzielnych pojedynkach z Atena i Nike. Serdecznie za to dziękujemy i obiecujemy wspierać Was!

 

Pan Sieczychowy

LTS – Ala Ratowska, Ola Misztal, Julia Szymańska, Agnieszka Feliksiak, Marysia Woźniak, Magda Piłatowicz Magda Rogalska, Ola Nowak (k), Marysia Macioch , Ola Misztal, Weronika Mituniewicz (l). 

Kadetki nadal niepokonane

W tym sezonie robię to pierwszy raz, ale czynię to wielką satysfakcją. Bez względu nawet na zaobserwowane ułomności. Mam dziś bowiem przyjemność (i przywilej) napisać kilka słów o kadetkach. A wszystko to przy okazji meczu tychże, w II lidze juniorek z MTS Liderem Radom.

Na meczu podopiecznych trenera Dawida Michora w tym sezonie nie jestem po raz pierwszy. Ale po raz pierwszy postanowiłem sobie za cel uważniej niż zwykle obserwować trenera i zawodniczki w kontekście odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie o obecne i przyszłe źródła siły tej ekipy. Od razu zdradzę Wam pointę (puentę – tak bardzie z polska troszkę) że nie mam odpowiedzi ale mam tropy i nimi właśnie podążając, przedstawię opis meczu.

Mecz zaczął się dla nas rewelacyjnie! (nie można chyba inaczej określać wyniku 7:0, prawda?). Jak to u nas często jednak bywa, co piękne szybko się kończy. Popsuliśmy zagrywkę, inicjatywę przejęły przyjezdne i wykorzystując nasze błędy przyjęcia (i własne szczęście) – prawie nas dogoniły. 10:9.Na tym etapie seta żadnych tropów więc nie stwierdzono. Wraz jednak z upływem czasu i uporządkowaniem sytuacji na boisku pojawił się  TROP PIERWSZY, DRUGI i TRZECI! Wszystkie na raz! Rozegranie, to mój pierwszy typ.Milena Montowska od początku tego sezonu trenuje w grupie kadeckiej. Jak dotąd spisuje się tu znakomicie, co z pełną mocą potwierdziła w środę: świetnie współpracowała ze wszystkimi strefami, nie porzucając jednak prób samodzielnego punktowania. Grała przy tym bardzo czysto technicznie i kiedy mogła przyspieszała grę. Milena ma niezwykły potencjał. A wspomniałem, że doskonale broni? Nie? No to uwaga – nie wiem jak w innych meczach, ale w tym, nie wpadało jej nic! Miło było patrzeć.
Trop drugi to nasza siła ofensywna. I w tym miejscu chcę i musze wymienić Zosię Parzydło. Ma dziewczyna łapę i oko sprzężone w jeden mechanizm! Zabójczo skuteczny mechanizm! To ona właśnie kończyła w tym meczu najwięcej i najskuteczniej. Co więcej, oko i siła nie zawodzą  jej także w polu zagrywki.
To oczywiście nie tylko jej zasługa, ale w ogromnej mierze dzięki niej wyciągnęliśmy wynik na 18:10. Przewaga rosła jednak nadal. I tu mamy trop trzeci – środkowe. W tym meczu,Dawid Michor miał do dyspozycji jedną środkową– pełni sił i sprawności Emilkę Sikorę. Pozostałe tj. Ola Rojecka i Michalina Sochaczewska (choć akurat jej pozycja nie jest chyba do końca przesądzona…) albo nie mogły grać (Miśka coś tam symulowała z nogą…  ) albo dochodzą do siebie po kontuzji (Rojcia). I Emilka świetnie dała radę – doskonale pracowała w bloku  (punkty w samej końcówce meczu) oraz mocne ataki ze środka. Moc Emilki rośnie!!!
Zespół, łącząc w sobie te oto trzy atuty, wygrał seta do 12.

Ileż razy już to widzieliśmy?! Ileż można?! Po tak wysoko wygranym secie, na boisku pojawia się zupełnie inna drużyna. Nie chodzi bynajmniej o zmiany na pozycjach (Kasia Piłatowicz za Milenę Montowską i Paulina Kosewska za Wiktorie Grzegorzewską). Rzecz w niemocy ogarniającej zagrywające (łatwiej byłoby liczyć zagrywki udane, zamiast zepsutych), dogrywające (oj, niedokładności wiele…) i poruszające się w okolicy siatki (przypomina się – dotykanie zakazane!!!). 2:6, 5:9, 7:13… I w takich to właśnie okolicznościach chciałbym wspomnieć o naszym kolejnym atucie. O trenerze. Od zawsze miałem go za bardzo ekspresyjnego gościa: głośnego i szalonego (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). W środę też taki był i to głównie dzięki tym jego cechom dziewczyny wreszcie się ruszyły. Z wielka przyjemnością „kątem ucha” słuchałem jego rzeczowych uwag i spokojnych wyjaśnień. Kiedy trzeba było uspokajał, a kiedy można było – nakręcał. Dobry w tym jest! Moim zdaniem,  głównie dzięki jego energii dziewczyny wreszcie się podniosły. Kilka razy mocno i skutecznie uderzyły Julka Wałek, Natalia Dąbrowska i Julka Ciejka. Świetnymi serwami popisywała się Sandra Szczepańska. I zrobił się remis 16:16, a zaraz potem trzypunktowa przewaga. 19:16. O-błędne demony jeszcze na momencik się ujawniły (19:19), ale ku mojej radości nie opętały Zosi Parzydło. Zośka w samej końcówce seta posłała kilka asów, w tym setowy – na 25:21.

Set trzeci miał bardzo wyrównany przebieg: szala sukcesu  przechylała się z jednej na drugą stronę ale nie mieliśmy w tym secie jakiś straszliwych pogoni i wyraźnego zagrożenia. Za wyjątek od tej zasady uznać można by wynik 12:16 będący skutkiem niepotrzebnych strat czterech kolejnych piłek (które wyraźnie zagotowały Dawida – trudno się jednak dziwić – żaden trener tego nie lubi). Stratę jednak bardzo szybko odrobiliśmy (dwa asy Parzydło i atak Wałka nad blokiem), a potem wykorzystując przewagę techniczna i warunki fizyczne wywalczyliśmy piłkę setową (24:23). Skończyło się bardzo efektownie bo akcję na mecz wykonała Kasia Piłatowicz, która na ostatni punkt weszła na zagrywkę. Weszła, zagrała asa i wyszła… 25:23

Był to dla kadetek bardzo ciężki mecz. Rozgrywany w samiusieńkim środku bardzo ciężkiego treningu siłowego (dzień wcześniej, na własne, zadziwione oczy widziałem jak zawodniczki ciągały liny, machały hantlami,  skakały i pompowały…). W środę miały jednak w sobie tyle energii i samozaparcia, by wyjść i wygrać bardzo trudny mecz! Wcale więc nie dziwi mnie ich ospałość i brak dynamiki. To było obciążenie fizyczne i psychiczne (bo przecież wielu oczekuje nieustającej serii wygranych, bo w zmęczonych ramionach próżno szukać źródeł precyzji, bo tak trudno oderwać od ziemi betonowe nogi…).
I biorąc to wszystko pod uwagę, zdradzę Wam, że mimo obserwowanych ułomności zagościł we mnie spokój. Teraz już wiem, że pod wodzą Dawida, ta grupa nadrobi zaległości, nauczy się ciężko pracować, będzie słuchać i ufać. Już teraz mogę powiedzieć, że te dziewczyny zrobiły niebywały postęp. Jako grupa i jako indywidualności. I dlatego już na wstępie wspomniałem, że przekazanie wam moich spostrzeżeń było dla mnie wyróżnieniem.

Smyki, powodzenia!

Pan Sieczychowy

LTS –MTS Lider Radom 3:0 (25-12, 25-21, 25-23)  

LTS: Julia Ciejka, Ola Rojecka, Klaudia Margalska, Sandra Szczepańska, Julia Wałek, Paulina Kosewska (l), Zosia Parzydło, Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Kasia Piłatowicz (k), Emilia Sikora, Wiktoria Grzegorzewska (l), Julia Kuźmińska, Natalia Dąbrowska.

Miętówki wygrywają drugi mecz kadecki

Się w tej grupie C II ligi kadetek wyrabia! My bez straty seta wygrywamy z UKS Pułaski Warszawa, Pułaski w takim samym stosunku ogrywa UKS Polonez Pruszków, Polonez z kolei ogrywa MKS Olimp Mińska Mazowiecki a dzisiaj Olimp bardzo mocno stawia się nam… i bądź tu człowieku mądry…

Wszystko wskazywało na to, że Olimp skazany jest na pożarcie, że przyjezdne, przestraszone w trakcie rozgrzewki silnymi zbiciami naszych młodziczek, nie podejmą walki. Nasi goście podjęli jednak wysiłek i wspomagani naszymi słabościami, byli bliscy napędzenia nam stracha. Choćbym nie wiem jak się wysilał, z tego meczu nie da się wycisnąć wielu pozytywów. Wszystkie piękne ataki, obrony, bloki i zagrywki przykryte bowiem zostały błędami własnymi. Naszymi i Olimpu…

Od początku meczu, jego wynikiem (w większym lub mniejszym stopniu) rządził przypadek i niedokładności. Pierwszy mocny atak wyprowadziliśmy dopiero przy stanie 8:4. Wcześniej przerażały dotknięcia siatki, nieudane ataki i błędy serwisowe. Atak Ali Ratowskiej rozpoczął najładniejszy okres naszej gry: mocno ze skrzydła atakowała Ola Nowak, na środku cudooownie (stylowo i mocno) zaatakowała Ola Misztal, prawdziwy koncert gry dała Marysia Woźniak (skutecznie atakowała i pięknie broniła). I tak „żarło” aż do wyniku 22:12. Wtedy bowiem zaczęliśmy tłuc po outach, atakować w taśmę i źle przyjmować. Przewaga spadła do zaledwie trzech oczek!!! Na szczęście ów czarny okres niemocy, ładnymi atakami przerwała i zakończyła nasza kapitan – Ola Nowak. 25:21

Niesiony dobrą końcówką poprzedniej partii Olimp Mińsk Mazowiecki, wyszedł na drugi set bardzo zmotywowany. Myśmy podobnie – też wyszliśmy, tyle że złymi wspomnieniami ostatnich minut. Wynik tego „wyjścia” był taki, że nieznacznie, ale jednak – przegrywaliśmy. Psute przez nas zagrywki napędzały przyjezdne, które grając odważnie, w pewnym momencie  potrafiły odrobić cztery punkty straty (z 14:10 do 16:16) oraz …wyjść na prowadzenie 16:18. Na szczęście wtedy, ciężar gry znowu wzięła na siebieMarysia Woźniak a pozytywny wynik kilkoma asami serwisowymi przypieczętował Misztalek. 25:19

W trzecim secie trener zdecydowała się na zmianę rozgrywających: grającą świetne zawody Magdę Piłatowicz zastąpiła wracająca do formy Magda Rogalska. Była to zmiana bardzo udana – kierowana przez Magdę drużyna odskoczyła na osiem punktów (15:7) a ona sama mogła się cieszyć także z wyczynów indywidualnych (kilka asów serwisowych). W końcówce seta pięknym atakiem ze środka oraz pojedynczym blokiem popisała się Misztalek a ostatni punkt meczu wbiła w boisko Marysia Woźniak. 25:13

Z wyniku zadowoleni jesteśmy wszyscy, z gry raczej niewielu. Miejmy jednak świadomość, że te rozgrywki nie są dla nas priorytetem. Najważniejsza jest liga młodziczek, a tą zaczynamy w najbliższy weekend. W Ostrołęce nasz zespół będzie już wypoczęty i dynamiczny!

Pan Sieczychowy

LTS-MKS Olimp Mińska Mazowiecki 3:0 (25:21,25:19,25:13)

LTS – Klaudia Rokicka, Ala Ratowska, Ola Misztal, Julia Szymańska, Marysia Woźniak, Magda Piłatowicz Magda Rogalska, Ola Nowak (k), Paulina Kosewska (l), Marysia Macioch , Ola Misztal, Weronika Mituniewicz (l). 

DZIEŃ OGÓRA!!

Mam ważną wiadomość! Wczoraj, w hali przy ul. Stokłosy 3 poczułem stare, dobre czasy! Czasy rozgrzanych polików i zdartych gardeł! LTS grał ze Spartą Warszawa!!

Każdy kto się choć troszkę rozeznaje w mazowieckiej siatkówce, przed tym meczem musiał wiedzieć, że ten mecz jest absolutnym szlagierem. I nie chodzi o historię (bo poprzedni sezon, w tym medale to już przeszłość), obydwie ekipy zgodnie gromią bowiem mazowieckich rywali w sposób niezwykły. Co więcej, podopieczne trenera Piotra Najmowicza jak dotąd robiły to nawet efektowniej niż my – Sparta w dotychczas  rozegranych meczach nie straciła seta (my jednego) a ratio małych punktów także było małym policzkiem (1,6 my – 1,8 Sparta…) Do wczoraj był to jednak pojedynek korespondencyjny, z którego – jak wiadomo- nic nie wynika. Laleczki doskonale zdawały sobie sprawę prestiżowego charakteru bezpośredniego starcia. Musiały podnieść rzuconą rękawicę i ustalić hierarchię. Musiały przy tym zapomnieć o meczach wygrywanych mniejszą ilością oddawanych piłek – zapomnieć o siatkówce błędów. Mając w pamięci ubiegłoroczne juniorsko-kadeckie potyczki wiedzieliśmy, że wzmocniona kadrowo Sparta nasze słabości natychmiast wykorzysta.

Sparta świetnie weszła w mecz: z pierwszych czterech punktów, aż trzy warszawianki sobie wywalczyły (as, atak Dominiki Kęsik i podwójny blok). Odpowiedzieliśmy przecudnej urody i dynamiki zejściem Oli Omelaniuk do środka i obiciami bloku przez Kasię Jędrzejewską. Mieliśmy natomiast trudności z podbijaniem piłek rzucanych nam za blok i kiwanych w środek boiska – wszystkie chciały atakować…nikt nie bronił. Po jednej z takich akcji, zirytowany taką postawą Wojtek Lalek wziął czas, po którym odrobiliśmy trzy punkty straty. 9:9 Co charakterystyczne, cechą naszej taktyki były serwy kierowane w strefę  Oli Bator – libero świetnej w obronie (co wielokrotnie w trakcie meczu udowadniała) ale niepewnej w przyjęciu (co z kolei nam przyniosło wiele korzyści). Ala Grabka bardzo mądrze dystrybuując piłkę, badała dzisiejszą dyspozycję koleżanek, Kasia Niderla ciągle zmagająca się kontuzją palca reki atakującej, posłała serie trudnych zagrywek, Ola Rasińska cudownie zaatakowała nad blokiem – to był mądry i dobry początek… 12:10…ale wtedy się coś zacięło… Tak naprawdę zło zaczęło się od ataku Dominiki Kęsik po prostej na 12:13, a potem po naszej stronie zaczął się festiwal błędów przyjęcia! Z równowagi w niedlugim czasie zrobiło się 13:21 i tego nie dało się już wyciągnąć. Można było tylko minimalizować straty, dać odpocząć liderkom i budować drugi set. Pierwsza partie silnym atakiem skończyła, pozyskana z Tomasovii Tomaszów Lubelski wysoka przyjmująca – Dominika Kozyra. 17:25 nie nastrajało dobrze…

O powyższych wątpliwościach zapomniałem już w pierwszej akcji: Kasia Jędrzejewska przyjmuje w punkt, błyskawicznie się zbiera do ataku i przepotężnie atakuje z lewego skrzydła! Gdyby nie Asia Wrońska, która…o tym potem…byłaby to absolutnie akcja seta !!! Wspomniałem coś wcześniej o mądrej grze naszej rozgrywającej – Ala Grabka szukała i znalazła lidera na ten mecz!! Ogór była bowiem niesamowita! Choć testowana straszliwie, z reguły przyjmowała dokładnie (miała małe zachwianie w ostatniej partii ale zapominamy!), wspaniale serwowała, motywowała, cieszyła się. Taką ją uwielbiam po prostu!! I pozdrawiam!/

Ten set, choć został całkowicie skradziony przez Ogóra i od samego początku prowadzony przy kilkupunktowej przewadze (10:6,16:10,19:13,21:17…)  zaoferował jednak całe mnóstwo ciekawych zdarzeń (przedstawiam je wg. subiektywnej gradacji) Kasia Niderla kilkakrotnie wspaniale broniła, Ola Omelaniuk złapała spartanki na bloku (to jest wydarzenie – uwierzcie!) a Asia Wrońska zdobyła punkt. Dziwne? Niezwykłe!!! Asia, która normalnie jest naszym etatowym libero przyjmującym, na ten mecz ustąpiła miejsca Madzi Dąbrowskiej a sama w krytycznych momentach pojawiała sie na boisku by wspomóc zespół w przyjęciu. W takim właśnie ustawieniu Aśka, ku swemu zadziwieniu,  dostaje piłkę do ataku…konsternacja na trybunach i przerażenie w oczach zawodniczki…ale Asia podjęła się …i ku uciesze własnej, widowni oraz zespołu wyprowadziła skuteczny atak!!! Mocy w nim było niewiele ale skuteczności masa! Tuż przed linię końcową boiska! Stało się (!) pierwszy od czasów minisiatkówki oficjalny punkt atakiem stał się faktem!! / Punkt dający sześć  piłek setowych! 25:18 na koniec tej partii dało nam wiele optymizmu.

Jeśli chodzi o set trzeci, to wspomnę tylko, że ten zakończył się identycznym rezultatem. 25:18. Nic nie napiszę bo nic nie pamiętam – zachwycałem się możliwością komentowania. Wiecie jak jest, komentator słyszy co mówi, potem komentuje to co usłyszał i znowu komentuje co usłyszał…jak z tym zającem, co to siedział na kołku i nogami przebierając śpiewał sobie tak: …

Zamiast więc wracać do seta podziele się z wami refleksją, która niektórych może zadziwić a innych przerazic (co mu się na lbie lęgnie, to wiadomo, ale – o zgrozo- co się temu Sieczychowemu rodzi we łbie?!).

Refleksja dotyczy naszych przyszłych zwycięstw w kontekście dzisiejszej postawy Kasi Jędrzejewskiej. Jeszcze tego nie napisałem, ale Kasia nie czula się najlepiej – przespała cały dzień, jechała na tabletkach – chora była. Jeśli więc Ogór na niemocy gra z taka mocą, to może jak już się poczuje lepiej należałoby ją jakoś krótkoterminowo zaszczepiać…żeby na czas meczu ciągała tym nosem tak jak dziś? Ktoś ma jakieś pomysły? Może ktoś by nakasłał do jakiegoś słoika albo torebki…to by się później rozpyliło i…no wiecie…/

Dobra, zostawmy to… Czeka nas bowiem set czwarty- NAJLEPSZY!  Tu szedł cios za cios! Przewaga za przewagę! Nerwy były do samego końca! Otworzyliśmy wspaniałym środkiem Kasi Niderli! Tym samym odpowiedziała Zuza Florczak! Równo było do stanu 6:6 a wtedy po błędzie Sparty i asie Mileny Paszyńskiej wyszliśmy na dwu punktowe prowadzenie. Dwa punkty Ogóra i cudowna kiwka Ali Grabki przez plecy dały nam prowadzenie 13:8. I wtedy przyszło załamanie. Nikt nie wie jak i dlaczego, w kolejnych dwunastu akcjach zdobyliśmy tylko dwa punkty. Sparta- dziesięć…15:18!!! I wtedy bardzo, bardzo, BARDZO pomogły nam Kasia Jędrzejewska i Ola Rasińska. Pierwsza swoimi straszliwymi i ekwilibrystycznymi atakami podawała ciężko ogłuszonej drużynie tlen, a druga wspaniałym atakiem na 20:21 postawiła nas na nogi i wypchnęła na ring krzycząc „Do boju!!”. Przy stanie 22:22 dwoma piekielnej trudności zagrywkami uraczyła nas Kasia Niderla. 24:22…Sparta wyrownuje (brawo Paulina Niedźwiedzka) …gramy na przewagi… Piłkę meczową daje nam Ola Rasińska (atak po bloku) a mecz, spartanki – wywalając atak w out. 26:24!!

Nie chcę popadać w przesadę i nie będę pisał o mistrzowskiej grze mistrzyń. Nie był to bowiem perfekcyjny mecz! Był jednak najlepszym, co się w tym momencie sezonu mogło nam przytrafić. To było spotkanie z podtekstami (a nawet niemiłymi tekstami prezesów Sparty…), z aurą rywalizacji na najwyższym poziomie.  Mało w nim było jednak błędów własnych, atak był zbalansowany, liderzy pokazali swoją moc, powalczyliśmy w zwarciu, wygraliśmy w zwarciu! Wojtek Lalek wreszcie mógł dziewczynami pokierować w ulubiony przez siebie sposób – była taktyka, był odzew drużyny, widoczne efekty… Może dziewczynom znudziła się już bezbarwna gra…?

Poza tym  otworzyła nam się opcja gry z Magdą Dąbrowską w roli libero. Mało o tym wspominałem ale Madzia spisała się dzis bardzo dobrze. Troszkę wprawdzie kulała w pierwszej partii, ale w późniejszych – kiedy wyzbyła się już nerwowości – zagrała pewnie i dokładnie.       

 Co by już nie przeciągać- NA TO CZEKAŁEM!!!!!

Pan Sieczychowy

Espes Sparta Warszawa – LTS 1:3 (17:25, 25:18, 25:18 i 26:24) 

LTS: Ala Grabka, Natalia Nowak (k), Ola Rasińska , Kasia Jędrzejewska ,Ada Wysocka, Julia Skowron, Monika Oleszczuk, Kasia Niderla, Asia Wrońska , Ania Maziopa (l), Milena Paszyńska, Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik, Magda Dąbrowska (l), oraz Basia Zakościelna (na trybunach 🙂 )Marysia Krośkiewicz i Ola Krzywańska (na Lindego…) /

 

 

Co za mecz!!!

W piątej kolejce I ligi kadetek, odbyło się spotkanie dwóch drużyn od zawsze walczących ze sobą punkt za punkt. Wszystkie dotychczasowe pojedynki kończyły się walką do ostatniego punktu a zwycięstwa często były wyszarpywane w grze na przewagi. Ta przyjezdna drużyna to UKS SMS Warszawa z trenerem Michałem Jagusiakiem. Tym razem zwycięstwo odniosła drużyna LTS Legionovia. Wynik 3:1 wskazuje na zacięty mecz ale to nieprawda… Niniejsza relacja rzuci na ta sprawę nowe światło.

Trener Dawid Michor i jego podopieczna nadal musi sobie radzić bez kapitana i lidera zespołu Pauliny Sobolewskiej, która zmaga się z drobnym urazem. Czy to brak tej zjawiskowej przyjmującej, czy też inne nieznane nauce przesłanki …niewiadomo co , ale coś jednak się stało, bo jakież było zdziwienie zebranej publiczności, gdy na tablicy wyników pojawiały się wyniki 2:13, 6:16, 9:19 i końcowe 25:11. Można ten wynik podsumować tylko tak, że za sprawa fatalnego przyjęcia, seta podarowaliśmy przeciwnikowi i mecz zaczynaliśmy od wyniku 0:1.

Set drugi rozpoczęła nasza drużyna bez zmian. Kilka słów trenera i jakże WIELKA odmiana. Dziewczęta ruszyły z animuszem na przeciwniczki pewne swoich umiejętności i wiary w zwycięstwo. Prowadzenie 4:1 dała nam spokojna i precyzyjna kiwka Zośki Parzydło w 9 metr boiska. Teraz na boisku była już tylko jedna drużyna. Na pojedyncze próby ataku Kasi Maj,  natychmiast wyprowadzane dwa- trzy przez podopieczne Dawida Michora. Gdy w polu zagrywki pojawiła się Zośka a swoje ataki kończyły między innymi Ciejka i Dąbrowska to można powiedzieć że na boisku była tylko jedna drużyna a najlepiej odzwierciedlał to wynik 20:12. Do końca seta dziewczyny były skupione i czujne na siatce z Emilą Sikorą na czele. Set kończy się wygraną 25:14

W secie trzecim powtórzyła się sytuacja z seta drugiego i od początku podopieczne Dawida Michora  narzuciły przeciwniczkom swój styl gry. Bardzo dobre przyjęcie (nawet atomowe zagrywki Kasi Maj przestało robić na nich wrażenie), skuteczne ataki rozprowadzane przez Milenę Montowską i jej kiwki rozłożyły plan taktyczny jaki zapewne miał trener przyjezdnych. Zawodniczki SMS-u z każdą piłką przejawiały mniejszą ochotę do walki. Nawet potężne zamieszanie przy stanie 19:12 zakończone 3 minutową przerwą spowodowaną taktycznym zagraniem wprowadzenia do gry nieuprawnionej zawodniczki przez trenera przyjezdnych nie wybił z uderzenia Legionovianek, które grały jak natchnione. Set zakończył się zwycięstwem 25:16.

Set czwarty można podsumować słowem DOMINACJA. W każdym elemencie nasze kadetki były lepsze od drużyny przyjezdnej. Na prowadzenie 5:1 wyprowadziła nas Emila atakiem ze środka a na 8:2 Zośka ustrzeliła asa. Natala Dąbrowska atakami po prostej dała nam 10 i 13 punkt. Podsumowaniem tej przewagi niech będzie akcja która dała nam prowadzenie 16:4. Atomowym atakiem ze środka po fantastycznym dograniu i wystawie Mileny popisała się Michalina Sochaczewska. Cała zebrana publiczność nagrodziła ten atak gromkimi oklaskami a niektórzy nawet wstali z miejsc !!! Kolejne ataki Zośki dały nam prowadzenie 20:7 i trener Michor mógł pozwolić sobie na wprowadzenie na boisko zmienniczek. Dzięki bardzo dobrej zagrywce Kasi Maj przyjezdne ugrały jeszcze kilka punktów i cały set zakończył się naszym zwycięstwem 25:16

Postawa zespołu cieszy nas wszystkich (zwłaszcza postawa kadetek młodszych) i wygrana w takim stylu nad przeciwnikiem, z którym zawsze grało nam się bardzo ciężko.

BRAWO BARWO BRAWO… za podniesienie się po pierwszym secie i za walkę do samego końca.

G.A.LTS


LTS Legionovia Legionowo – UKS SMS Warszawa 3:1 (11:25, 25:14, 25:16, 25:16) 

Skład LTS Legionovia : Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Zofia Parzydło, Emilia Sikora, Julia Ciejka, Sandra Szczepańska, Julia Wałek, Wiktoria Grzegorzewska (L), Katarzyna Piłatowicz (K), Ola Rojecka, Natalia Dąbrowska, Kaludia Margalska.

 

Trenerzy: Dawid Michor

To już było.

Juniorki mają juz za sobą pięć meczów – wszystkie wygrały i straciły w nich tylko jednego seta. Z drugiej jednak strony setowy bilans 15:1 nie jest wcale oczywisty. Czasami nie wiadomo- cieszyć się czy złościć? I w dokładnie takim nastroju wróciłem z niedzielnego meczu z UKS Esperanto Warszawa.

Teraz, gdy juz wiadomo jaki był to mecz,  można powiedzieć, że za jego zapowiedź, perfekcyjnie wręcz służyć mogłaby pierwsza akcja. Tak jak w niej, tak i w całym meczu dużo było błędów naszego przyjęcia, masę oddawanych bezpańsko piłek (po obu stronach), bohaterskie obrony warszawianek, błędów oceny lotu piłki i… szczęśliwy dla LTS-u koniec. Dlaczego tak? Przyczyn zapewne jest wiele: nowa hala, rozkojarzenie, lekceważenie przeciwnika, oślepiające słońce…no nie wiem sam..? Ważne jednak, że następstwa zbiegu tych czynników natychmiast zauważył nasz trener- jakież było moje zdziwienie, gdy przy wysokim prowadzeniu (8:4) Wojtek Lalek bierze czas. Widowni prawie nie było, więc doskonale było słychać jak trener apeluje o skupienie i prosi o wejście na wyższe obroty.  Troszkę bez skutku, bo choć seta wygraliśmy (i to wysoko), ewidentnie nam nie szło. Z przykrością muszę stwierdzić też, że (delikatnie rzecz ujmując) największe rezerwy mamy w przyjęciu… Świetną dyspozycję zasygnalizowała natomiast Kasia Jędrzejewska – jej spokój w przyjęciu, pewność zagrywki i mądrość w ataku są dla zespołu nieocenione.

Nie mogła się jednak Ogór za bardzo rozwinąć w drugiej partii, bo trener prawie całkowicie wymienia skład.

Na drugi set, na parkiet wchodzą Natalia Nowak, Ada Wysocka, Magda Dąbrowska i Kasia Salamonik. Efekty początkowo były dramatyczne, bo Esperanto wytrzymując początek seta, od stanu 6:6 sukcesywnie powiększało prowadzenie. Doszło wręcz do tego, że przy sześciopunktowej stracie nerwowo zacząłem liczyć pojedyncze punkty. Esperanto poczuło szansę urwania nam seta! Miało przy tym niewiarygodne szczęście: podopiecznym trenera Krzysztofa Czarnołęckiego  piłki wpadały po siatce, zerwane ataki zupełnie nas myliły, nic nie mogliśmy poradzić na bite przed siebie piłki trącające ręce blokujących. Każda passa jednak się kończy i przy stanie 11:17 (!!) Kasia Salamonik wyprowadza przepiękny atak po skosie. Czy to był atak na seta? Tak przyjmijmy, bo od niego zaczął się nasz powrót: pojedynczy blok i punkt z przechodzącej piłki Julki Skowron, piękny atak Mileny Paszyńskiej z jednej nogi, as Magdy Dąbrowskiej i cała seria punktowych zagrywek Natalii Nowak dały nam remis (19:19) a potem dwupunktowe prowadzenie (23:21 po cudownym zbiciu z II linii Ady Wysockiej). I po tym cisie Esperanto juz się nie podniosło- 25:22.

Kiedy w trzecim secie na parkiet wróciły Ala Grabka, Ola Rasińska, Ola Omelaniuk i Kasia Jędrzejewska trybuny zastanawiały się nie nad wygraną, ale nad jej rozmiarami. I błąd był to straszliwy, bo Esperano od pierwszej piłki wyłaziło ze skóry by jej tanio nie oddać. Za nic waleczne warszawianki miały nasze piękne kombinacje, za nic atomowe zbicia Oli Rasińskiej (punkt Dużej na 10:6 do prawdziwa perełka!!), za nic takie cuda jak wystawa Ali Grabki na 13:9 (najpiękniejsze zagranie jakie dotąd w jej wykonaniu widziałem: z padu, przez plecy, dokładne, czyszczące siatkę…przepiękne!!!) – ona jak lwice walczyły o każdą piłkę! Podobała mi się bardzo determinacja warszawianek, tym bardziej, że uwolniła w nas głęboko dotychczas skrywane talenty – końcówkę zagraliśmy naprawdę dobrze! Było skupienie, moc, dokładność.  Tak jak w secie pierwszym, tak i teraz uważam, że na wyróżnienie zasłużyła Kasia Jędrzejewska. Znowu była nieomylna w zagrywce i ataku. Pięknie zresztą swój występ podsumowała – asem na 25:14. Brawo!   

Opisując ten mecz, przyznam się Wam, że momentami mam poczucie, że już to gdzieś widziałem. Bo tak faktycznie było i dwa lata temu i rok temu- początek sezonu był dla nas nieprzerwanym pasmem udręk. Coś nie grało, brakowało motywacji i skupienia, gdzieś umykały umiejętności…  Ten rok nie jest wcale inny – mecze piękne przeplatamy słabymi. Żyję jednak nadzieją w słowa trenera, który mówi, że na przełomie roku będziemy grać najpiękniejszą siatkówkę w Polsce. Niezachwianie wierzę więc w Niego i jego Podopieczne. I z chęcią poczekam.

 

Pan Sieczychowy

zdjęcie: Ryszard Glapiak


UKS Esperanto Warszawa-LTS 0:3  (15:25,22:25,14:25)

LTS: Ala Grabka, Natalia Nowak (k), Julia Skowron, Kasia Niderla, Milena Paszyńska, Asia Wrońska (l), Ania Maziopa (l), Ola Omelaniuk, Kasia Salamonik,  Ola Rasińska, Ada Wysocka, Magda Dąbrowska, Kasia Jędrzejewska

 

 

Mamy aż trzy powołania na Turniej Nadziei Olimpijskich!

Świetne wieści napłynęły do nas z Nieporętu. W weekend odbyło się tam bowiem zgrupowanie kadry województwa mazowieckiego, którego celem było wyselekcjonowanie najbardziej perspektywicznej dwunastki. Miło nam poinformować, że aż trzy zawodniczki LTS-u otrzymały bilety do Spały: Marysia Woźniak, Alicja Ratowska i Magdalena Rogalska.

Zgrupowanie kończyło wielomiesięczny proces selekcji. Trener wybrał dwunastkę spośród kilkudziesięciu zawodniczek. Warto przypomnieć, że o kadrę otarły się jeszcze Agnieszka Felisiak, Ola Misztal i Ola Nowak. Tym, które dostały powołania, serdecznie gratulujemy! A tym, którym nie będzie dane uczestniczyć w turnieju, mam słowa otuchy – TNO nie jest ostatecznym celem, brak powołania nic nie przekreśla! Dowód? Zapytajcie nasze złote Laleczki, która z nich była na TNO…

 

Kibiców chcących na żywo popatrzeć na zmagania młodziczek informuję, że Turnieju Nadziei Olimpijskich odbędzie się w Spale w dniach 14-16 października br.

Pan Sieczychowy

Kolejna wygrana w I lidze kadetek.

Na drodze do finałów mistrzostw Mazowsza naprzeciw naszym kadetkom w dniu dzisiejszym stanęła drużyna OTPS NIKE Ostrołęka. Drużyna, która zawsze walczy, a jej największym atutem (od zawsze) jest doświadczony trener Darek Piersa. Niestety drużyna nasza okazała się mało gościnna i zdecydowanie wygrała 3:0.

Mecz rozpoczęły dziewczyny w następującym składzie: Montowska, Wałek, Parzydło, Ciejka, Sikora, Sochaczewska i Grzegorzewska… w jakiejś dziwnie nerwowej atmosferze. Może to fakt, iż trener Piersa jest również trenerem kadry Mazowsza rocznika 2000, w którego to składzie na TNO było aż 5 LTS-iarek (Sikora, Rojecka, Parzydło, Ciejka i Dąbrowska).  Dziewczyny były jakieś spięte i nie mogły pokazać w pełni swoich umiejętności. Do stanu 16:15 mecz był wyrównany. Wtedy to trener Dawid zdecydował się na podwójną zmianę, do której już zaczęliśmy się przyzwyczajać (Piłatowicz-Wałek i Dąbrowska-Montowska) i która odmieniła losy tego seta. Wygrana 25:18 stała się faktem.

Końcówka pierwszej partii wprowadziła w szeregi naszego zespołu spokój i do drugiej przystąpiliśmy z pozytywnym nastawieniem. Efektem tego była coraz lepsza gra całego zespołu i szybkie prowadzenie 5:1. Trener Piersa próbował jeszcze ratować sytuację biorąc czasy (przy 12:5 i 18:7, ale na niewiele to się zdało – set zakończył się wynikiem 25:12.

Trzecią partię Dawid Michor rozpoczął się z jedną zmianą w składzie. W miejsce Michaliny Sochaczewskiej na boisku pojawiła się (rozgrzana w końcówce II seta Ola Rojecka). Set ten toczył się od samego początku pod dyktando legionowianek, a można wręcz mówić o dominacji naszego zespołu. Przy stanie 7:0 trener drużyny przyjezdnej wziął czas, ale niestety znów nie przełożyło się to na wynik. Dzięki efektownej grze i wysokiemu prowadzeniu (13:2; 19:5) szansę gry otrzymały Piłatowicz i Wałek oraz Szczepańska i Kuźmińska. Set zakończył się wynikiem 25:7.

Był to kolejny mecz w I lidze kadetek i kolejne bardzo pewne zwycięstwo 3:0. Drużyna robi stałe postępy w grze i to nas bardzo wszystkich cieszy. Nie mamy nic przeciwko by taki stan rzeczy utrzymał się do końca sezonu.

G.A. LTS

LTS Legionovia Legionowo – OTPS NIKE Ostrołęka 3:0 (25:18, 25:12, 25:7)

Skład LTS Legionovia : Milena Montowska, Michalina Sochaczewska, Zofia Parzydło, Emilia Sikora, Julia Ciejka, Sandra Szczepańska, Julia Wałek, Wiktoria Grzegorzewska (L), Katarzyna Piłatowicz (K), Ola Rojecka, Julia Kuźmińska, Natalia Dąbrowska.

Trenerzy: Dawid Michor, Wojciech Lalek.

 

 

 

 

“Miętówki” wygrywają w lidze kadetek. Tak na dobry początek!

Czy jeśli mecz wygrywa się bez straty seta, przeciwnik ugrywa łącznie 27 pkt a jeden z setów przegrywa do 2, to czy jest o czym pisać? Otóż zaskoczę Was- jak wiele!  Rzecz o ligowym debiucie młodziczek w II lidze mazowieckiej kadetek, wygranym przez podopieczne trenera Olka Miętka z UKS Pułaski Warszawa.

Od razu musze bardzo przeprosić naszych gości, ale –choć staram się jak tylko umiem- nie mogę znaleźć żadnych słów pochwały dla ich siatkarskich umiejętności. Z pewnością serca do siatkówki maja ogromne, ale warsztat marniutki… Przypuszczenie, co do przebiegu spotkania miałem już po obserwacji rozgrzewki, a te przerodziły się w pewność po trzech pierwszych piłkach meczu.  As, błąd przyjęcia, as, a potem wynik 6:1 kazały mi natychmiast szukać jakiegoś punktu zaczepienia. I znalazłem go – obserwowałem mecz głównie pod kątem gry rozgrywających (Magda Piłatowicz i Magda Rogalska) oraz licząc nasze błędy własne. Przyznac muszę z nieskrywana satysfakcja, że miałem nosa!

Aby nadac relacji tempa przejdźmy może od razu do wyniku 23:8, bo był to moment w którym warszawianki zdobyły swój pierwszy punkt. Warte odnotowania, bo był to pierwszy z …ośmiu w całym meczu… Wszystkie pozostałe sędzia zaliczał im po naszych outowych atakach, dotknięciach siatki i popsutych serwach. Czy jest to powód by się na UKS Pułaski pastwić – absolutnie nie! Czy robię z tego problem? Żadnego! Bo w tym secie i w całym meczu bez liku było w naszym wykonaniu przepięknej siatkówki! I na tym tylko chce się skupić i o tym chcę Wam powiedzieć.

Zacznijmy więc od wystawiających. W dzisiejszym meczu nasz trener postawil na MagdęPiłatowicz, która po raz kolejny zagrała genialny mecz. Rozumiem wszystko: że słaby przeciwnik, że trudno o mobilizację itd., ale dziś Magda już na zawsze (mam nadzieję) zatarła w nas wspomnienia ubiegłosezonowej zawodniczki niepewnej w polu serwisowym i monotematycznej w sposobie prowadzenia gry. Moi mili, Magda w tym sezonie na boisku myśli, obserwuje i szybko wyciąga wnioski! Kiedy trzeba grac środkiem – robi to (dziś wielokrotnie), kiedy można kiwnąć – wykorzystuje szanse (dziś, w pierwszym secie dwa razy, w tym punkt na partię ), kiedy widzi, że koleżanka ma „dzień konia” stawia na nią! I tak właśnie dziś było- Magda mądrze prowadziła zespół, a świetna Ala Ratowska była wielokrotnie uruchamiana.

W swoich relacjach bardzo często zachwycam się Marysią Woźniak, dziś też mógłbym, bo atak (podobnie jak zagrywkę) ma straszliwej mocy i zegarmistrzowskiej precyzji (kto nie widział punktu kończącego mecz, niech płacze i głośno rozpacza, a kiedy już wytrze opuchnięte oczy, to by zobaczyć podobnej mocy atak z VI strefy, niech szansy szuka na parkietach juniorskich. Piękne to było!). Ale dziś nie będę się zachwycał, bo bohatera mieliśmy innego- Alę Ratowską. Nasza atakująca po szczebelkach drabinki siatkarskiego wtajemniczenia przez lata pięła się powolutku, ale ostatnimi czasy brak mi słów dla określenia tempa jej postępów. Kto był na Piaskach, ten widział niezwykłą dziś precyzję i siłę ataków po prostej i po skosie. Kiedy można – gra mocno, kiedy trzeba – gra technicznie i cwanie. Dziś udawało jej się w zasadzie wszystko! Brawo!

Jeśli dodamy do tego bardzo pewną grę Oli Nowak (jaki atak z II linii na 6:1 w drugim secie!!!), świetne libero (przez większość meczu grała Paulina Kosewska ale to Weronika Mituniewicz zdobyła punkt   ), pewne w ataku i skuteczne w bloku środkowe (pojedyncze czapy wracającej po kontuzji Oli Misztal i Agnieszki Feliksiak)oraz świetne zmiany (serie doskonałych zagrywek Klaudii Rokickej i Marysi Macioch w trzeciej partii) otrzymamy obraz coraz bardziej kompletnego zespołu.

Miętówki przeważały zdecydowanie (inaczej być nie mogło), przez większa część meczu zachowały koncentrację (a przecież przy takim przeciwniku mogło być rożnie…), prowadziły mądrą grę ofensywna i obronną oraz były skuteczne w kontrze. Pozytywnego obrazu drużyny nie zaburzy nawet początek ostatniej partii, w której po serii sześciu błędów własnych pozwoliliśmy uciec gościom na 4:6. Bo był to bowiem jedyny moment harców UKS Pułaski i jednocześnie koniec naszej chwilowej dekoncentracji.

To był dla Miętówek debiut przed własną publicznością. Przyznam, że bardzo udany i pięknie rokujący na przyszłość.  

Pan Sieczychowy

LTS-UKS Pułaski Warszawa 3:0 (25:9,25:2,25:16)

 

LTS – Klaudia Rokicka, Ala Ratowska, Ola Misztal, Julia Szymańska, Agnieszka Feliksiak, Marysia Woźniak, Magda Piłatowicz Magda Rogalska, , Ola Nowak(k), Paulina Kosewska (l), Marysia Macioch , Ola Misztal, Weronika Mituniewicz (l).