Komplet wygranych w Młodej Lidze!

Po fantastycznym i niezwykle emocjonującym meczu,  SK Bank Legionovia po raz drugi w tym sezonie pokonał Budowlanych Łódź. Choć tym razem nie było łatwo, a w zasadzie był to jak dotąd najcięższy mecz, drużyna pod wodzą Wojciecha Lalka kontynuuje fantastyczną passę w Młodej Lidze…5 meczów bez porażki! W tym spotkaniu do gry, na dłuższym dystansie, powróciła Malwina Smarzek. Najwartościowszą zawodniczką spotkania została juniorka LTS Legionovia – Katarzyna Jędrzejewska

            Na trudy narzekać nie ma co, bo wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz. Pokazało to już poprzednie starcie, w którym goszczące nas wtedy łodzianki, prowadzone przez ekspresyjnego trenera Jacka Pasińskiego, poprzeczkę powiesiły nam niezwykle wysoko. Wobec ważących się losów awansu (pomiędzy Budowlanymi a Developersem Rzeszów) dążenie ku wygranej, u łodzianek musiało być jeszcze większe. My natomiast cel mieliśmy jeden, gry grupowe zakończyć z kompletem wygranych, a szczególnie z tymi przeciwnikami, których awans nadal jest bardzo prawdopodobny.

Jeszcze w przeddzień meczu, trener Wojciech Lalek, ze składu drużyny seniorskiej miał do dyspozycji Natalię Gajewska, Igę Chojnacką, Krysię Pietraszkiewicz i Klaudię Alagierską. Jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy na rozgrzewce pojawiła się Malwina Smarzek! Obawy oczywiście były, bo miał to być pierwszy jej pełnowymiarowy mecz po kontuzji, ale jak się okazało – Malwina była dla zespołu wielką wartością dodaną i bez niej historia tego meczu mogła być bardzo różna…

Zaczęło się dla nas bardzo dobrze! Wynik 7:1 mówi sam za siebie! Cóż z tego jednak, jeśli po przerwie na żądanie, goście błyskawicznie powrócili do gry (9:9 i 14:14). Choć fakty są takie, że do końca seta goście ani razu nie wyszli na prowadzenie, na boisku trwała niezwykle wyrównana gra. Dopiero po kilku silnych atakach Malwiny Smarzek i Igi Chojnackiej wyszliśmy na prowadzenie 24:20. Seta zakończył błąd serwisowy Budowlanych.

Pierwsza partia dała odpowiedź na kilka pytań i pokazała kilka wyraźnych ścieżek, którymi  potem podążały losy meczu. Po pierwsze Budowlani postanowili sprawdzić Igę w przyjęciu (i dobrze, bo miała dziewczyna okazję dobrze ten element potrenować). Po drugie,  forma Malwiny nie wskazywały na przebytą kontuzję, więc blok i obrona Budowlanych miały co robić! Po trzecie, goście pokazali, że w tym meczu bardzo aktywne będą ich środki, a my mieliśmy poważne problemy z ich zablokowaniem. Jak się okazało, szczególnym zagrożeniem w tym elemencie miała być Joanna Pacak. Po czwarte wreszcie, zaskakiwała duża ilość błędów własnych w zagrywce i ataku. Problem ten dotyczył niestety obydwu zespołów i miał znaczący wpływ na przebieg meczu.

Drugi set miał bardzo zbliżony przebieg do inaugurującego. Tu także wyszliśmy na znaczne prowadzenie (10:5 po bloku Mileny Paszyńskiej), ale jak poprzednio, tak i tym razem, Budowlane bardzo szybko odrobiły stratę (12:11). Można powiedzieć, że goście kontynuując ową passę, zasmakowawszy agresywnej gry, najpierw wyrównali, a potem wyszli nawet na prowadzenie (16:17). Na tym etapie bardzo pozytywnie zaprezentowała się Kasia Jędrzejewska posyłając z lewego skrzydła kilka mocnych ataków. Główną postacią końcówki tego seta była Malwina. W pozytywnym znaczeniu tego słowa (skończyła seta asem serwisowym, kilka razy silnie atakowała) ale i negatywnym, bo na wyczyszczonej siatce przestrzeliła kończącą seta piłkę (lepsze wrogiem dobrego- chciała wbić gwoździa ale trafiła tuż za linią boczną).

Początek trzeciego seta to znowu nasze prowadzenie (9:6) ale i skuteczna pogoń (12:12). Wydaje się, że w tym secie w nasze szeregi wkradło się zdenerwowanie, a najlepszym (najgorszym) jego przykładem była próba wystawienia przez naszą środkową piłki sytuacyjnej, na tyle jednak niedokładne, że oddanej na druga stronę… Taka niby niegroźna sytuacja, przy równowadze punktowej zrobiła jednak różnicę: goście przejęli inicjatywę! Pomimo dramatycznej walki i widocznych wysiłków (kilka boków i trudnych zagrywek) przegraliśmy jednak własnymi słabościami. W samej końcówce, przy stanie 20:20 zawiodła nas bowiem precyzja zagrywki oraz dobre dotąd przyjęcie. Co ciekawe, ze statystyk wynika, że 65 proc.  przyjęcie naszych zawodniczek, Budowlane zrównoważyły podobną skutecznością ataku! Co jednak bardziej interesujące, statystyki wskazały też kolejną składową porażki – 30 proc. skuteczność naszego ataku!

W początkowej fazie kolejnego seta, wydawało się, że sprawdzi się stara siatkarska maksyma mówiąca, że kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3. Budowlane, głównie jednak za naszą sprawą wyszły bowiem na trzypunktowe prowadzenie. Szczęśliwie jednak, po szybkiej interwencji Wojtka Lalka, jego podopieczne podkręciły tempo, wyrównując oraz wychodząc na prowadzenie (a wszystko po asach serwisowych Malwiny!). Trzeba oddać sprawiedliwość, że przyjezdne walczyły jak lwice! Zniwelowały stratę (14:12) i po niezwykle emocjonującej akcji, pełnej obron z obydwu stron, wyszły na prowadzenie 14:16. Dość długo przegrywaliśmy (na szczęście nieznacznie (2-3 pkt)), lecz kiedy przyszły decydujące akcje, pokazaliśmy kto rządzi w grupie C! A w zasadzie zrobiła to (dotąd mało widoczna) Klaudia Alegierska– wyrównała asem (21:21), po czasie dla Łodzi, poprawiła serwując po taśmie (22:21) oraz doskonale pokazała się w obronie, podbijając piłkę, potem pięknie skończoną przez Kasię Jędrzejewską. To był właśnie oczekiwany przełom, bo choć w kolejnych trzech punktach główną rolę grali goście, to jednak dwa z nich zapisano jako błędy serwisowe. Wystarczyło to do wygrania seta 25:23 i meczu.

Warto odnotować jeszcze jedną sprawę: MVP meczu została juniorka- Kasia Jędrzejewska. Za jakość przyjęcia! Za ataki w ważnych momentach! Za serwy! Kompilacja niezwykłej solidności w tych wszystkich elementach zdecydowała o wyborze. I słusznie, bo Kasia w tym meczu  była tego tytułu warta.

 

Sytuacja jest więc taka, że w chwili obecnej, po wygranej Developersa w Ostrowcu Świętokrzyskim (3:1) to ten zespół jest głównym kandydatem do awansu z II miejsca w grupie. I znowu będziemy musieli bić się o wygraną, by II rundę zaczynać z przewagą! Co za los! Po tym jednak, co dotychczas pokazuje nasza drużyna, o rezultat wyjazdu do Rzeszowa możemy być chyba jednak spokojni.


Pan Sieczychowy


SK Bank Legionovia – Budowlani Łódź 3:1 (25:21; 28:26; 21:25; 25:23)

SK Bank Legionovia : Katarzyna Jędrzejewska, Natalia Gajewska, Iga Chojnacka (k), Magdalena Dąbrowska,  Natalia Nowak, Krysia Pietraszkiewicz (l), Karolina Sidor, Klaudia Alagierska, Milena Paszyńska, Ola Omelaniuk, Marta Owusu, Malwina Smarzek. trener – Wojciech Lalek

Budowlani Łódź: Joanna Pacak, Emilia Kajzer (k), Julia Brzezińska, Magdalena Woźniczka, Martyna Grajber, Aleksandra Sikorska, Zuzanna Berkowska, Kinga Wysokińska (l), Agata Gwarecka, Maria Woźniczka, Joanna Gruszka.  trener- Jacek Pasiński. 

Chytry plan…

Rozbiegany wzrok, nerwowe tiki lewej nogi i nadmierna ilość alkoholu we krwi. I nawet cienia innego niż siwizna koloru  na potarganej chaotycznymi dłońmi głowie… Jeszcze kilka takich meczów i nasz biedny trener Wojciech Lalek, tak właśnie skończy.
Nasze dziewczyny, po horrorach z MOS Wola i Nadarzynem zafundowały nam kolejny z serii „LTS gra pieciosetówkę”. A mogło być tak łatwo i przyjemnie…po pierwszych dwóch setach wystarczyło tylko nie stracić koncentracji. Dwie pierwsze partie meczu kadetek przebiegały wg scenariusza napisanego jakiś czas temu w Legionowie, kiedy to łatwo pokonaliśmy zespół Ósemki Siedlce. W dwóch pierwszych setach rewanżu  całkowicie kontrolowaliśmy przebieg gry. Dość powiedzieć, że gospodarze prowadzili w nich tylko w pierwszej partii, i to tylko do pierwszych trzech punktów! Dominowaliśmy całkowicie, w międzyczasie wygrywając inaugurującą mecz partię 25:15, oraz kończąc ten czas mocnym uderzeniem: II set zamknęliśmy serią trudnych zagrywek Natalii Mazurkiewicz, demolującą przyjęcie gospodyń oraz dającą nam pięć ostatnich punktów (25:17).
Aby powiedzieć, że miłe to były złego początki, to to, co się działo w tych partiach musiałoby być miłe, a czy było – to już jest wątpliwe. Szczęście z wygranych mąciła bowiem przerażająca liczba błędów własnych. Po obu stronach! Niestety, element ten dominował do końca meczu. Tak jak błędy własne nie pozwalały Siedlcom nawiązać równorzędnej walki na początku, tak w dwóch kolejnych partiach ten problem zaczął dotykać nas. Mnożyły się błędy serwisowe i błędy ataku. Niedokładne przyjęcie zmuszało wystawiać (a nie rozgrywać!) piłki z 4-5 metra boiska. Stąd też w całym meczu mieliśmy może 5-6 ataków ze środka. Brakiem koncentracji, sami sobie wyrwaliśmy zęby… Nie mogło się to skończyć inaczej jak wyrównaniem stanu meczu na 2:2.
A decydujący set (?), no cóż – ten po raz kolejny dostarczył nam wielkich emocji. Zaczęło się doskonale, bo trener Ósemki interwencyjny czas brał przy stanie 2:6! Ale po tej przerwie sytuacja uległa całkowitej zmianie: jej początkiem była Marta Orzyłowska, która posyłając nam dwa asy zburzyła naszą pewność siebie, dając jednocześnie nadzieję swojej drużynie. Ileż to już razy pisałem o początkowo niegroźnej sytuacji, która oceniana z perspektywy czasu urasta do początku katastrofy!! Z wyraźnego prowadzenia, po trzech kolejnych błędach własnych, zrobiło się 8:8! Dwa kolejne oznaczały stratę! Na 3 pkt. przewagi goście wyszli po katastrofalnym nieporozumieniu po naszej stronie siatki. 10:13!
Bohaterki meczu mamy dwie – Paulinę Sobolewską oraz Kasię Piłatowicz. Dotychczas trzymająca poziom w przyjęciu ale rzadko i nieskutecznie atakująca Paula, wykonała przepiękny atak, jednocześnie wprowadzający w pole zagrywki Kasię. Ta z zadania wywiązała się doskonale! Nie dość, że nie zepsuła zagrywki, to wykonywała ją na tyle agresywnie i dokładnie, by odrzucić siedlczanki od siatki i dołożyć jednego asa na 14:13! Dwa ostatnie punkty zdobyła wcześniej wspomniana Paula: atakiem oraz (kończący) bezpośrednio z zagrywki. 16:14!
Gratulując wygranej chciałoby się jednak powiedzieć : „Dziewczyny nie słyszę Was!!!!!”. Sam jednej Pan Janusz – jak juz krzyczy- jest głośniejszy od całej Waszej grupy! O potrzebie samomotywacji była mowa nie raz…
Mam nadzieje, że w nadchodzącym czasie grupa duetu trenerskiego: Kamila Kalki i Wojciecha Lalka da popis motywacji. Bo meczów będzie dużo i niełatwe: 24.11. godz. 18.00 Młoda Liga z Budowlanymi Łódź, 25.11 wyjeżdżamy do Płocka (kadetki), 27.11 godz. 17.30 gościmy juniorki Sparty Warszawa, 1.12 w Legionowie gość będziemy Spartę Warszawa (kadetki – godz. 18.30 – będzie trudno!!!), 2.12 juniorki jadą do Nowego Dworu Mazowieckiego (gramy o 19.30). (Uff, na razie wystarczy !) Zapraszam do kibicowania!
Dziewczyny, jeśli uknułyście potajemny plan wykończenia trenera kilkoma jeszcze tie-breakami, to wiedzcie, że choć byłyście blisko, to zostałyście przejrzane! Porzućcie spisek i zacznijcie wygrywać pięknie i na krótszym dystansie. Wierzę w Was!

Ósemka Siedlce -LTS Legionovia 2:3 (15:25,17:25,25:16,25:21,14:16)
LTS Legionovia : Katarzyna Piłatowicz (k), Milena Montowska, Kasia Niderla, Ola Omelaniuk, Monika Oleszczuk, Michalina Sochaczewska, Aleksandra Krzywańska, Katarzyna Salamonik, Natalia Mazurkiewicz, Ania Machnacka,  Paulina Sobolewska, Anna Maziopa (l).

Pan Sieczychowy

Nominacje dla naszych trenerów.

Przekazujemy miłą informację:


Do Dyrekcji Gimnazjum
nr 4 w Legionowie

W imieniu zarządu Siatkarskich Ośrodków Szkolnych mam zaszczyt poinformować Państwa, iż nauczyciele: Krzysztof Kuna i Aleksander Miętek zostali nominowani do prowadzenia kadry województwa mazowieckiego na regionalnym Turnieju Talentów Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, który odbędzie się w dniach 21-22. 11.2014 w Kętrzynie. Jednocześnie pragnę poinformować, że 13 uczennic z Gimnazjum 4 w Legionowie zostało wyselekcjonowanych i będą reprezentować nasze województwo na w/w turnieju. Gratuluję i proszę o umożliwienie udziału w imprezie nauczycieli i uczniów.

Lista w załączniku.
Koordynator wojewódzki S.O.S.
Robert Kupisz


Gratulacje dla Panów trenerów!

Dla uporządkowania dodam tylko, że Trener Aleksander Miętek będzie trenował odpowiednik młodziczek natomiast Krzysztof Kuna odpowiednik kadetek.

Poniżej lista wszystkich powołanych zawodniczek:

1

Grzegorzewska Wiktoria

libero

2000

2

Margalska Klaudia

rozgrywająca

2000

3

Mazurkiewicz Natalia

przyjmująca

1999

4

Parzydło Zofia

Przyjmująca/środkowa

2000

5

Sochaczewska Michalina

środkowa

1999

6

Wałek Julia

atakująca

2000

7.

Nowak Aleksandra

Przyjęcie

2001

8.

Kempfi Aleksandra

Przyjęcie/środek

2001

9.

Misztal Aleksandra

Środek

2001

10.

Ratowska Alicja

Rozegranie

2001

11.

Ciejka Julia

Przyjmująca

2000

12.

Sikora Emilia

Środkowa

2000

13.

Rojecka Aleksandra

Środkowa

2000

SKSquad

Juniorki wygrywają kolejny trudny mecz

Szczerze mówiąc, bardzo trudno było mi siąść do pisania tej relacji. Choć przeciwnik zacny (MOS Wola) i choć kontekst powinien gwarantować emocje (w meczu pierwszej rundy rozgrywek bardzo dotkliwie obiliśmy MOS), to jednak przebieg meczu znowu znacznie odbiegał od oczekiwań. Refleksji tej nie zmieni nawet nasza wygrana, odniesiona po kolejnej pięciosetówce, ani też walka toczona na bardzo bliskim dystansie punktowym.

Przystępując do meczu z juniorkami MOS Wola Warszawa mieliśmy świadomość, że poprzedni mecz wygraliśmy ze znaczną przewagą. Wiedzieliśmy jednak także, że wydatnie pomogły nam w tym dziewczyny normalnie grające w drużynie seniorskiej. Wczoraj w hali przy ul. Rogalińskiego ich nie było (oprócz libero). Mogło to spowodować dodatkową mobilizację gospodarzy.

Z przebiegu meczu trudno wywnioskować, czy tak się stało, bo MOS po raz kolejny nie zagrał niczego zasługującego na uwagę. Tak jak w poprzednim meczu dało się wyłuskać perełkę (libero), tak wczoraj ani ona, ani zasilające zespół kadetki nie pokazały niczego nadzwyczajnego. Zostawmy jednak MOS, bo ich problemy nie są naszymi. My wczoraj mieliśmy własne. Nie za duże i nie tak straszne, jak widział je trener Wojciech Lalek. Ale były i to głównie za ich sprawą zamiast krótkiej trzysetówki mieliśmy mecz w pełnym wymiarze. Rzecz w tym, że wczoraj nieco przygasły dotychczas niezawodne liderki. Nie chodzi oczywiście o wyciąganie nazwisk…- wczoraj było po prostu troszkę gorzej w przyjęciu i gdzieniegdzie w ataku. Mieliśmy za to rewelacyjne środki! Wspomniany miks solidności i słabości wystarczył jednak na wygranie ważnego meczu – a to jest w tej chwili najważniejsze.

Sam przebieg gry nie był nadmiernie emocjonujący i porywający. W pierwszym secie, po długim okresie wyrównanej gry,  w samej końcówce dzięki błędom MOS-u oraz kilku silnym atakom Oli Omelaniuk, Kasi Niderli i Kasi Jędrzejewskiej, zdobyliśmy kilkupunktową przewagę, która wystarczyła do wygranej trzema oczkami. II set rozpoczął się dla nas doskonale, bo na pierwszy czas MOS schodził przy wyniku 8:4 dla LTS. A miał o czym trener MOS-u ze swoimi podopiecznymi rozmawiać: grały bowiem katastrofalnie! Szalę goryczy przelała zapewne piłka, która (choć wcześniej ładnie podbita w obronie) wpadła między kilka zawodniczek (w całym meczu zdarzyło się to jeszcze kilka razy!!).

Gdyby ktoś pomyślał, że to koniec emocji – ten bardzo by się pomylił. Wtedy bowiem przyszedł jeden z gorszych okresów naszej gry, co zaowocowało wyrównaniem (13:13) a potem stratą 16:19! Choć sama końcówka seta była bardzo wyrównana, to jednak dwa nasze błędy (nieprzyjęty serw oraz atak w out) dały wygraną gospodarzom. Trzeci set, w naszym wykonaniu, był  najlepszym ze wszystkich rozegranych: całkowicie kontrolowaliśmy jego przebieg, grając dokładnie i konsekwentnie. W sukcesywnym powiększaniu przewagi bardzo wydatnie pomagał nam MOS, popełniając bardzo dużo błędów własnych (ataki w siatkę i w out oraz zagrywka). Wszystko to razem wzięte dało nam wygraną 25:18.

W czwartym – dość wyrównanym – secie, to jednak my podaliśmy rękę gospodarzom, w decydującym momencie (21:21) psując zagrywki! Błędy własne miały też decydujące znaczenie dla przebiegu tie-breaka, w którym obie strony miały jednakowe szanse na wygraną. Mimo wszystko jednak, było by bardzo niesprawiedliwe, gdyby to ostatecznie MOS wygrał. Walczył, starał się, ale wychodząc z definicji siatkówki, opisywanej jako gra błędów, to gospodarze popełnili ich zdecydowanie więcej. Tak jak w decydującym secie właśnie, który MOS zakończył dwoma outowymi atakami na 18:16.

W całej tej historii pocieszająca jest doskonała postawa naszych środkowych: Mileny Paszyńskiej (jaka dynamika ataku i bloki!) oraz Kasi Niderli (obecni na trybunach rodzice mogli podziwiać najlepszy z dotychczasowych występów córki w barwach LTS-u (!) – Kasia była bardzo skuteczna w ataku, w drugiej części meczu doskonale grała zagrywką, a zdarzało się także, że świetnie broniła i bezbłędnie wystawiała piłki sytuacyjne). Wielką wartością były też zmiany dokonywane przez naszego trenera. A mieliśmy ich sporo, bo w zasadzie w każdym secie Wojtek Lalek podwójnie zmieniał rozgrywające (Karolina Sidor za Natalię Nowak) i atakujące (Natalia Mazurkiewicz za Olę Omelaniuk). Za każdym razem wychodziło to naszemu zespołowi na dobre, a na wyrazy szczególnego uznania zasłużyła Sisi! Brawo! Bardzo pozytywną postacią, po raz kolejny była też Ola Omelaniuk, której ataki siały spustoszenie po drugiej stronie siatki. Widać bardzo dobrze podział na nią osobisty sukces odniesiony w rozgrywkach Młodej Ligi (MVP meczu z KSZO Ostrowiec). Jak widać, wiele w grze Omi zależy od jej wiary we własne możliwości, ale zdaje się, że ta wiara nareszcie przyszła…

Cóż, na razie jesteśmy raczej niezagrożonym liderem ligi i nic nie wskazuje  na zmianę tej sytuacji. Mamy wprawdzie jeszcze do rozegrania trudne mecze ze Spartą II Warszawa i Volleyem Płock, ale jestem przekonany, że będziemy na nie gotowi ze wszystkimi zawodniczkami w optymalnej formie!

Kibice, czekamy na Was!

Pan Sieczychowy


MOS Wola Warszawa – LTS Legionovia  2:3 (22:25, 25:23, 18:25, 25:23, 16:18)

LTS Legionovia: Ola OMELANIUK, Kasia NIDERLA, Krysia PIETRASZKIEWICZ (l), Milena PASZYŃSKA, Paulina SOBOLEWSKA, Natalia NOWAK (k), Kasia JEDRZEJEWSKA, Monika  OLESZCZUK, Karolina SIDOR, Natalia MAZURKIEWICZ, Jowita KACZYŃSKA Magda DĄBROWSKA

 

 

Rewanż młodszych w Ostrowcu Świętokrzyskim

W ostatnim czasie kibice legionowskiej siatkówki, skupieni wokół LTS Legionovia i SK Bank Legionovia na brak pozytywnych wrażeń ostatnio narzekać nie mogą. Na tym polu dzieje się bowiem ostatnio bardzo dużo dobrego. Młody zespół seniorski- uważam- z powodzeniem prezentuje się na parkietach najwyższej grupy rozgrywkowej, juniorki, kadetki i młodziczki nie schodzą z pierwszych miejsc wirtualnych tabel ligowych. Nawet zespoły wystawione do rozgrywek jedynie z zamiarem zdobywania doświadczenia, co do których oczekiwania wynikowe są bardzo ograniczone (pierwszoroczne młodziczki rocznika 2001, zespół rezerw kadeckich czy też flagowe młodziczki gromiące w II lidze kadeckiej wszystko co popadnie) – nie zawodzą.

Na styku owych światów: seniorskiego i młodzieżowego, funkcjonuje jeszcze jeden zespół, który owych sukcesów jest doskonałym przykładem. Chodzi o kierowaną przez trenera Wojciecha Lalka drużynę uczestniczącą w rozgrywkach Młodej Ligi kobiet. Wspaniały to przykład na to, jak doświadczenie seniorek współgra z entuzjazmem siatkarskiej młodzieży.  Dlaczego tak to podkreślam? Ano dlatego, że w ostatnim meczu tego zespołu to właśnie owa młodzież wyszła na czoło i była tego zespołu największą wartością.

Mecz z KSZO Ostrowiec był dla nas niezwykle ważny. Wchodziliśmy nim w rundę rewanżową, decydującą o ewentualnym awansie do najlepszej szóstki tych rozgrywek. Zdobycie kompletu punktów, wobec doskonałej postawy zespołu w poprzednich meczach,  pozwalałoby nam bardzo śmiało myśleć o tym awansie.  Podtrzymanie zwycięskiej passy stanowiłoby także nieocenione źródło optymizmu dla zawodniczek, których normalnie aż takiej jego ilości nie doświadczają (obserwowanie meczu z perspektywy kwadratu może być dołujące…).

Kłopot był jednak taki, że nasi przeciwnicy, dotychczas pokonani we wszystkich rozegranych spotkaniach, temu meczowi nadali najwyższy priorytet. Okazało się, że przeciwko nas KSZO wystawiło wszystko, co miało najlepsze! O powadze sytuacji i poziomie mobilizacji niech świadczy fakt, że w składzie była nawet zawodniczka dość poważnie kontuzjowana w jednym z ostatnich meczów. Jak się także szybko okazało, KSZO było też doskonale przygotowane taktycznie – sztab trenerski pod wodzą Wojciecha Gawrona   a nuty rozpisał naszą grę. Dla gospodarzy to był przecież mecz o zachowanie twarzy (szczególnie po zupełnie nieudanym spotkaniu z Budowlanymi Łódź).

Nasze zawodniczki uśpione poprzednio łatwo odniesionym zwycięstwem, nie były chyba świadome tego co je czeka. A z przeciwnikiem walczącym o honor czujnym trzeba być ja ważka! I otrzeźwienie nie przyszło wcale szybko! Zanim się bowiem ktokolwiek spodział, pierwszy set zakończył się dla nas porażką. Nieznaczną (25:23), ale jednak! Cóż można powiedzieć o naszej grze? Lakonicznie rzecz ujmując – bardzo odbiegała poziomem od tego, do czego dotychczas byliśmy przyzwyczajeni. Szczególnie w oczy rzucało się kulejące przyjęcie. Jako, że nie od dziś wiadomo, że gra w siatkówkę, rozumiana jako system naczyń połączonych, sypie się szczególnie szybko, jeśli zawodzi najważniejszy jej element – przyjęcie właśnie. I u nas się to na jakiś czas posypałao… Na szczęście jednak różnica poziomów umiejętności i potencjałów obydwu zespołów była tak duża (niestety dla gospodarzy), że w końcu przyszły lepsze czasy.

W dwóch następnych partiach byliśmy górą, bardziej (jak w secie II wygranym do 16) lub mniej (set III, wygrany do 22). W wygranych partiach, oprócz ogólnej poprawy gry, zdecydowały mniej dynamiczne elementy gry, tj. blok i zagrywka. Na uwagę w tym ostatnim elemencie zasługuje postawa Klaudii Alagierskiej (poprawa z meczu na mecz!) oraz Kasi Jędrzejewskiej i Oli Omelaniuk. Inna sprawa, że KSZO popełniało bardzo dużo niewymuszonych błędów- jak więc się okazuje problem mnogości błędów serwisowych we własnej hali jest nie tylko naszym udziałem…

Jak to zwykle bywa, to co najlepsze, przychodzi na końcu. Set czwarty miał bowiem niezwykle dramatyczny przebieg. Do połowy seta, napór KSZO był tak wielki, a nasza nieporadność tak wielka, że stanęliśmy pod ścianą. I tego chyba było trzeba, bo od tego momentu (7:15!!!) nastąpił zwrot właściwy bardziej minisiatkówce i młodziczkom, niż tak poważnym parkietom! Otóż w drugiej części tego seta pozwoliliśmy ugrać KSZO zaledwie 7 punktów!

Na to co się stało można patrzeć w dwójnasób. Jako optymista, nie przyłącze się do tych którzy będą psioczyć na poziom, wytykać błędy i znajdować samozadowolenie w krytyce. Za trenerem powtórzę: jestem dumny z zespołu, który pomimo widocznej słabości, dysponując tym co w danym dniu miał, stając naprzeciw tak zmotywowanemu przeciwnikowi, wygrał! Co więcej, potrafił się wygrzebać z grobu, do którego już został złożony! Za to właśnie naszym zawodniczkom należy się szacunek, bo to się nazywa mieć charakter! Brawo laski!

Osobne wyrazy uznania szczególnie należą się jednak jednej zawodniczce. Historia zaczyna się w chwili podawania składu wyjściowego. Trener ogłasza: Omi, wchodzisz na atak. I Ola Omelaniuk, zupełnie zaskoczona takim obrotem spraw, pomna niezadowalających ją doświadczeń z ostatnich występów, w zastępstwie dziś nieobecnych Moniki Bociek i Justyny Antosiewicz,  wchodzi na atak…i gra zachwycające zawody! Nie dość, że jest absolutnym numerem jeden w naszym ataku, pierwszoplanową postacią w zagrywce, to jest także motorem napędowym i emanacją motywacji. Trener kilka razy wspominał o akcji, w której Ola poszła do obrony niemożliwej do uratowania piłki – poszła bez chwili zastanowienia,  poszła dwoma rękoma, w padzie spotykanym na męskich boiskach…jak powiedziałby klasyk poszła jak dzik w żołędzie!!. Kto inny zauważył, że w jednym z setów to tylko jej ataki i błędy serwisowe KSZO stanowiły naszą zdobycz punktową. A czy w ogóle wiecie o kim mowa? Czy wiecie, że to jeszcze kadetka – nasza wychowanka!? Przyznany jej tytuł najwartościowszej zawodniczki meczu trafił więc w najgodniejsze ręce! Jeśli Młoda Liga ma być miejscem ogrywania talentów, poligonem doświadczalnym dla przyszłych poważnych zawodniczek, to Ola właśnie powiedziała JESTEM!. Oby dało to jej jeszcze większą motywację i ochotę do gry!

Po tym meczu jasne już jest, że o awansie do najlepszej szóstki inauguracyjnego sezonu Młodej Ligi możemy myśleć z prawdopodobieństwem bliskim pewności. Co więcej, z taką samą pewnością możemy też wskazać drugiego kandydata z naszej grupy. Choć to sport, i niczego wykluczyć nie można, to wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że będzie do zespół Budowlanych Łódź. A taka wiedza oznacza dla nas jedno – na ten mecz musimy wystawić absolutny top legionowskiej siatkówki! A przecież wiadomo, że mamy dotychczas nienaruszone możliwości…. Wyniki spotkań rozegranych w grupach eliminacyjnych przenoszą się do zmagań finałowych. Jeśli awansujemy wraz z Budowlanymi, a do uprzedniego triumfu dołożymy (ewentualny) odniesiony w najbliższy poniedziałek (ZS Nr 1, ul.Zakopiańska 4, godz. 18.00), na wejściu jesteśmy bardzo do przodu!  Cóż można więc powiedzieć (?) WSZYSTKIE RĘCE NA POKŁAD!

Zawodniczki, trenerzy, kibice i działacze! Mamy do wykonania zadanie- pokonać  Budowlanych! A więc do dzieła!

Pan Sieczychowy 


KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – SK Bank Legionovia  1:3 (25:23; 16:25; 22:25; 22:25)  

SK Bank Legionovia : Katarzyna Jędrzejewska, Natalia Gajewska, Iga Chojnacka (k), Magdalena Dąbrowska,  Natalia Nowak, Krysia Pietraszkiewicz (l), Karolina Sidor, Klaudia Alagierska, Milena Paszyńska, Ola Omelaniuk, Marta Owusu, Katarzyna Niderla.

KSZO Ostrowiec: Mazur, Tobiasz, Stefańska, Grzelak, Nowak, Urbańska, Semeniuk (l), Stefańska