Afera finansowa w LTS. Wielki skandal!

Moi drodzy rodzice, działacze, kibice.

Muszę się z wami podzielić tymi szokującymi informacjami. Robię to z przykrością, jednak czuję się w obowiązku ponieważ ten skandal musi ujrzeć światło dzienne.

Wielu z was zapewne wie, że od ponad roku LTS Legionovia ma nowego Prezesa. Jest nim Pan Konrad Ciejka. Służbowo Prezes Klubu a prywatnie również prezes firmy ABC Direct Contact i tata dwóch naszych zawodniczek. Przez wielu z was osoba znana i ciesząca się zaufaniem i szacunkiem. Niestety jednak właśnie jego dotyczy ta afera, którą postanowiłem wyciągnąć na światło dzienne.

Sprawa dotyczy ogromnych pieniędzy!

W grę wchodzą setki tysięcy złotych!

Wielu z was zastanawia się ile nasz Prezes zarabia w klubie. Wiele razy słyszałem jak ludzie plotkują i spekulują o korzyściach jakie ma w związku z pełnioną przez siebie funkcją. Takie same pytania nurtują wielu z nas i dotyczą również działaczy klubowych między innymi Pani Magdaleny Nartowskiej jednej z bliskich współpracowniczek Pana Prezesa i całej tej „sitwy”.

Dzisiaj pora ujawnić te horrendalne kwoty!

Wyliczmy kilka faktów.

Czy ktoś z was zastanawiał się skąd klub ma: 2 samochody 9 osobowe Mercedes Vito o łącznej wartości ok. 160 000zł do dyspozycji? Albo jakim cudem klub stać na ok. 10 000zł na paliwo rocznie + koszty utrzymania = ok. 15 000zł? Albo mieszkanie w bloku (ponad 80m2) przeznaczone na mini internat dla zawodniczek spoza Legionowa o wartości ok. 400 000zł (strzelam)? Albo jakim cudem na wszystkich turniejach i wyjazdach dzieciakom niczego nie brakuje? Skąd klub wziął pieniądze na to, żeby pomóc rodzinom ubogim lub wielodzietnym (TAK MAMY TAKIE!!!) w finansowaniu wyjazdów na obozy? Jak to się dzieje, że odkąd Pan Konrad Ciejka jest Prezesem na wszystko jakoś nam wystarcza???? Jak to się dzieje, że kasy nie przybywa a mamy coraz więcej trenerów? I to takiej klasy!!!

Prawda was zszokuje…

TO PAN KONRAD ZA WIĘKSZOŚĆ TYCH RZECZY PŁACI!!!

TO JEGO FIRMA ABC DIRECT CONTACT JEST TYM OGROMNYM SPONSOREM!!!

Możecie zacząć zbierać szczęki z podłóg…

I piszę to w szczególności do tych ludzi złej woli, którzy mają czelność, samemu nie kiwając przy tym palcem, obrażać innych ludzi i opowiadać o nich, że czerpią jakieś korzyści z tego, że są Prezesem LTS!!

Mało tego! Powiem wam więcej! Chociaż nie wiem tego na pewno, to jestem przekonany, że każdy poprzedni Prezes tego klubu tylko do niego dokładał i musiał dawać z siebie więcej, niżby niektórzy z was mogli sobie nawet wyobrazić.

Ilość pieniędzy jaką w ten klub włożył Konrad jest niestety już nie do policzenia, ponieważ wbrew moim namowom i moim wręcz nakazom nie zawsze chciał to dokumentować…

Wielokrotnie powtarzał mi: Norbert, mi nie zależy na tym, żeby ktokolwiek wiedział ile wkładam w to pieniędzy. Mi to sprawia przyjemność i daje satysfakcję.

Ilość pieniędzy jakie są potrzebne do normalnego funkcjonowania naszego klubu jest ogromna! Aby umożliwić dalszy jego rozwój oraz rozwój naszych zawodniczek poprzez granie w ligach trzeba niestety słono za to płacić. Wyjazd jednej grupy na ćwierćfinał Mistrzostw Polski to koszt ok 6000zł! Taką mamy rzeczywistość. Ogromną pomocą są dla nas dotacje. Co roku wielkim sponsorem klubu jest Pan Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski. Bardzo pomaga nam również Pan Starosta Jan Grabiec oraz inni sponsorzy prywatni, których nie bęðę tu wymieniał a są publicznie wymienieni na naszej stronie. Jednak pomimo tych nakładów to bez pomocy strategicznego sponsora jakim jest forma Konrada Ciejki nie udało by się funkcjonować na takim poziomie. Na jakim poziomie?

LTS – faworyt w sezonie 2014/2015 (opinia z innych klubów)

– do mistrzostwa mazowsza w kategorii Młodziczek

– do mistrzostwa mazowsza w kategorii Kadetek

– do mistrzostwa mazowsza w kategorii Juniorek

Przez wielu wymieniany w gronie faworytów to podium Mistrzostw Polski w każdej z tych kategorii!!!

Mało kto się zastanawia nad tym, że jesteśmy chyba jedynym klubem w Polsce, który był na tyle głupi (z finansowego punktu widzenia) aby w rozgrywkach wystawić aż 3 (słownie TRZY) drużyny młodziczek. To są duże koszty dla klubu. Ale ktoś, kto wykłada na to pieniądze, postawił sobie taki cel punkt honoru, aby wszystkie dziewczynki dostały szansę na uczestniczenie w rozgrywkach – chociaż będzie to kosztowało…

Oczywiście, Konrad nie jest wyjątkiem. Żeby ktoś sobie nie pomyślał, że jest to jakaś laurka… Większość klubów jest w taki czy inny sposób wspomagana przez takich ludzi jak On. On jest po prostu jednym z wielu. Co nie zmienia faktu, że robi to z własnej nieprzymuszonej woli!

Tak… To Konrad za większość rzeczy płaci… On i jego firma ABC Direct Contact.

I to jest SKANDAL!!!

Skandal i szok, że pomimo tego są ludzie, którzy mają czelność zadawać pytania: ciekawe ile on tu zarabia? Ja nie wiem jak takich ludzi nazwać. Nazwijcie ich sobie sami, bo ja nie znam aż tak brzydkich zwrotów…

Dodatkowo działacze klubowi to ZŁODZIEJE!

Ponieważ okradają nasze dzieci z…

… z czasu. Nasze wychowanki zamiast spędzać miło czas siedząc przed telewizorem, lub pisząc z koleżankami na tabletach i komputerach chodzą na jakieś „idiotyczne” treningi dodatkowo narażając swoje zdrowie… No normalnie kryminał…

Ogłaszam więc wszem i wobec!

Konrad Ciejka za pracę dla Klubu otrzymuje (od niektórych): niesłuszne oskarżenia i plotki, ból głowy, utratę zdrowia, że już nie wspomnę ile tracą na jego zaangażowaniu jego najbliżsi…

WSZYSCY działacze klubu: Magdalena Nartowska, Lidia Mituniewicz, Artur Nowak i wielu innych poświęcają swój prywatny czas i pieniądze, tylko po to żeby nasze dzieci miały wszystko czego potrzebują. Większość z was nie ma zielonego pojęcia ile jest rzeczy do załatwienia i ile to kosztuje prywatnych pieniędzy i czasu!!!!

I nikt im za to nie płaci!!!

Ci wszyscy działacze robią to dlatego, że taka jest ich pasja. Są straceńcami bo wpadli w ten wir. Są zakładnikami tego uczucia, które towarzyszy tworzeniu czegoś wielkiego. Które towarzyszy pomaganiu innym i radości z oglądania uśmiechów na twarzach naszej młodzieży. To się nazywa SATYSFAKCJA.

Mam nadzieję, że wszyscy inteligentni ludzie, do których kieruję swoje słowa zrozumieją aluzję i karykaturalny ton moich wypocin. Mam też nadzieję, że nie obrazicie się na mnie za wstęp i tytuł tego artykułu. Mam też nadzieję, że wybaczycie mi takie posunięcie i sami zrozumiecie jak mogą boleć słowa niektórych ludzi jeśli się wie wszystko to co tu umieściłem. A niestety takie słowa padają i stąd moja reakcja.

I pomimo tego, iż takie kłapanie jęzorem przez niektórych złych ludzi, nie jest w stanie zachwiać zapałem i zaangażowaniem, to oznajmiam, że jeśli się dowiem że ktoś posądza Konrada Ciejkę lub jakiegokolwiek działacza o zarabianie na klubie, to osobiście go odszukam i zelżę go publicznie.

Tak mi dopomóż Bóg!

Stary Kisiela

Dzwońcie do Wojtka!!!!

Mamy dzisiaj w klubie wyjątkowy dzień. Dzień niezwykły, bo związany z niezwykłym człowiekiem.

Gdybyście mieli wymienić jedną osobę związaną z naszą legionowską siatkówką, która budzi w Was najczystszej próby szacunek – kogo byście wskazali? A gdybyście mieli wskazać tylko jedną osobę, dla której profesjonalizmu nie znajdujecie porównania, a który  doceniany jest równo przez kibiców, zawodniczki i kolegów po fachu- kto by to był? Ja nie mam wątpliwości…. Wojtek Lalek.

I nasz Wojtek obchodzi dziś urodziny. I z tej okazji w imieniu całego naszego środowiska składam Ci Wojtku najszczersze życzenia, najszerzej pojętego szczęścia: szczęścia w życiu osobistym, szczęścia w życiu zawodowym, szczęścia w wyborach i zaniechaniach. W imieniu wszystkich związanych z LTS Legionovia życzę Ci przyszłego uwielbienia zawodniczek, które zakończyły zabawę w siatkówkę, a które miały szczęście spotkać na swej drodze Ciebie.  Uwielbienie obecnych podopiecznych już przecież masz…. Wszyscy życzymy Ci zdrowia, spokoju i zachowania pogody ducha.

Wszystkiego najlepszego, nasz Przyjacielu.

 

 

 

Pan Sieczychowy

Sztuka wygrywania.

Ostatni weekend września stał pod znakiem turniejów rozstawieniowych do Lig Młodziczek w nadchodzącym sezonie zasadniczym 2014/2015.

W sobotni ranek w dwunastu mazowieckich miejscowościach odbyły się eliminacje do niedzielnych finałów. A w nich w hali Białołęckiego Ośrodka Sportu, jak co roku, o miejsca w ligach I-IV rozegrali swoje mecze zdobywcy pierwszych i drugich miejsc poprzedniego dnia.

A jest o co walczyć, bowiem dobre miejsce w rozstawieniu a następnie start w wysokiej lidze dają dużo punktów potrzebnych do walki o półfinał i finał Mistrzostw Mazowsza. Jak pokazują przykłady poprzednich lat awans drużyny, która rozpoczęła zmagania od trzeciej ligi jest bardzo trudny i nie można sobie pozwolić na żadne wpadki. I-ligowców stać na porażki, byle nie zdarzały się zbyt często.

Ponieważ, Drogi Czytelniku, ostatnio zostałem posądzony o pretensjonalny ton relacji z Konstantynowa Łódzkiego, tym razem ograniczę się do suchych faktów oraz subiektywnego podsumowania.

Relację dotyczącą występów LTS Legionovia w tegorocznej Mazowieckiej Lidze Młodziczek należy rozpocząć od informacji o rekordzie. Wystawiliśmy do walki trzy zespoły – dwa składające się z zawodniczek urodzonych w 2000 roku, prowadzone przez trenerów Kunę i Ciejkę oraz jeden skład tegorocznych pierwszoklasistek gimnazjum pod opieką Olka Miętka. Historyczny moment dla Klubu, ponieważ stanowi o szerokiej kadrze i zapleczu organizacyjnym. Żaden inny ośrodek szkoleniowy nie wystawił trzech zespołów.

Wszystkie trzy zespoły przeszły przez sobotnie eliminacje zwycięsko i zakwalifikowały się do niedzielnej walki o pierwszą ligę. Kolejny sukces, który wskazuje na jakość szkolenia w LTS.

Drugiego dnia zawodów wszystkie trzy drużyny zagrały na miarę oczekiwań. LTS I, czyli pierwszy skład młodziczek r. 2000, zwyciężył swoją grupę, oddając przeciwniczkom zaledwie 40 punktów w sześciu setach. LTS II – zawodniczki rocznika 2001, po trzech dramatycznych tie breakach, zajęły II miejsce. Natomiast LTS III, na który składały się dziewczęta drugiego składu rocznika 2000, wygrały jedno spotkanie, co pozwoliło im wywalczyć awans do III ligi.

W ten sposób Legionowskie Towarzystwo Siatkówki Legionovia posiada reprezentację w każdej z najwyższych lig rozgrywkowych. I żaden ze składów nie jest pozbawiony szans na wygranie swojej grupy i awans.

Przyszedł czas na subiektywne podsumowanie turnieju i postawy naszych dziewcząt. Na wstępie należy wskazać na olbrzymią różnicę w umiejętnościach i warunkach fizycznych między rocznikami 2000 i 2001. W pierwszej lidze, nie licząc Rosario Lubowidz grającego mieszanym składem, w całości meldują się drużyny starszych młodziczek. Kolejne ligi zostały podzielone między młodsze adeptki. W tym wieku różnica rozwoju dziewcząt oraz nabrane rok wcześniej doświadczenie stanowią przepaść.

Dlatego za olbrzymi sukces należy uznać wynik osiągnięty przez Miętówki. W turnieju eliminacyjnym okazały się być jednym z najlepszych zespołów młodszych młodziczek. A należy podkreślić, że zagrały bez głównej strzelby – kontuzjowanej Oli Kempfi.

Trzeci skład, skazywany początkowo na pożarcie, pokazał pazur w sobotę eliminując między innymi Dębinę Nieporęt. Eksperymentalny skład, cztery „świeże” dziewczyny, brak kilku zawodniczek oraz niemal zerowe doświadczenie wspólnej gry, wprowadziło nerwowość i niedokładność w szeregi legionowianek. Pojedyncze błędy zespołu zdarzały się w kluczowych momentach. Brakowało zimnej krwi i spokojnej głowy. W spotkaniach z Plas Warszawa oraz Rosario Lubowidz nie było jednak blamażu. Dziewczyny grały i walczyły głównie ze swoimi słabościami. Nie położyły głów pod topór i pozostawiły po sobie bardzo pozytywne wrażenie. Jestem przekonany, że nie powiedziały ostatniego słowa i po pierwszym spotkaniu ligowym, na stałe zagoszczą na zapleczu ekstraklasy. Być może nawet do niej zapukają.

Co można napisać o pierwszym składzie? Dziewczęta udowodniły swoją wartość na zawodach w Konstantynowie Łódzkim oraz Mielcu. W pierwszym spotkaniu II ligi kadetek zmiotły zespół NIKE Ostrołęka. Dlatego widzowie spodziewali się po nich spokojnego marszu do najwyższej kategorii Mazowieckiej Ligi Młodziczek. I nie rozczarowali się. LTS I nie oddał w żadnym meczu seta, a punkty zdobyte przez przeciwniczki w zdecydowanej większości zostały przekazane w postaci darowizny błędem własnym. Kunki pokazały siłę, umiejętności i poziom, które stawiają je w roli faworytek do zdobycia wojewódzkiego złota.

I tutaj właśnie „z tyłu głowy” rośnie moja obawa. Zwycięstwa przychodzą zbyt łatwo i nie są okupione litrami potu. Przeciwniczki widząc trzy literki – LTS, niemal oddają mecze walkowerem. Dla 14-letnich legionowianek to bardzo niebezpieczne zjawisko. Przyzwyczajają się do „mistrzostwa wszechświata i okolic” i szybko tracą koncentrację. Nie starają się grać na wysokim poziomie. Nie szlifują umiejętności. Nie mają nawet motywacji, by cieszyć się po kolejnym zdobytym punkcie. Przyjmują postawę „bo mi się to należy”.

Dziewczęta! Tak jak przegrywać, tak i wygrywać trzeba umieć. Dekoncentracja może Was kosztować przegraną wygranego już spotkania. Przypominam spotkanie sprzed dwóch lat w finale Kinder+Sport Drzonków 2013. Prowadziłyście 24:17 i przegrałyście spotkanie. Efektem braku „ostatniej piłki” była utrata awansu do najlepszej szesnastki Mistrzostw Polski.

Za Miętówki trzymamy kciuki. Ich czas nadejdzie w przyszłym roku. W tym niech zbierają godziny boiskowych doświadczeń. W trzeci skład wierzymy i wiemy, że namieszają w planach wielu trenerów przeciwnych drużyn. A na szyjach Kunek pragniemy widzieć medale i puchar wzniesiony przez kapitan Julkę Ciejkę. To nie są marzenia na wyrost. To realne cele na ten i następny sezon. I z tego, nas Drogi Czytelniku, rozliczaj za rok.

DP

Świetne otwarcie sezonu kadetek

Wiadomo, że nie będę pisał o każdym meczu – bo  i mnogość występów naszej młodzieży w tym sezonie poraża, a i zasób słownictwa autora stanowi pewną przeszkodę w zapewnieniu choćby minimalnego stopnia oryginalność kolejnego przekazu… W każdym bądź razie, nieważne co by się działo, w kalendarzu znajda się mecze, co do których od razu wiadomo, że będą ciekawe i które – niejako z urzędu – stanowią doskonałe źródło ekscytacji. Dlatego też zawsze możecie liczyć na szersza relację z każdego meczu z MOS Wola Warszawa. Tak było i tak będzie. Po prostu. Choć klub ten jest dla mnie symbolem sportowego przeciwnika, to darzę go także nieskrywanym szacunkiem, wynikającym z lektury dotychczasowych osiągnięć. Każdy klub chciałby mieć tyle tytułów co MOS. My też. Od zawsze. W tym roku nasz klub dziarsko ruszył ku realizacji tego celu. Ruszył szeroką ławą.

Chcieć, a móc – to jednak zupełnie różne sprawy. Przed meczem otwierającym tegoroczny sezon ligowy kadetek, wierzyliśmy, że możemy. Kiedy więc w czwartek (25 września), w sali rozgrywkowej MOS Wola stanęły naprzeciwko siebie -wydaje się- główni kandydaci do walki o triumf w rozgrywkach wojewódzkich – nastał czas weryfikacji.

MOS Wola wyszedł na nas w zupełnie nieznanej nam konfiguracji, z zupełnie nowymi zawodniczkami dotychczas kojarzonymi z występów w zespołach z Opinogóry, Radomia i Ostrołęki. I zespół tez zaczął doskonale. Warszawianki siadły na nas od samego początku i niebezpiecznie odskoczyły na kilka punktów (0:4). To już taka coraz bardziej irytująca mnie tradycja – wychodzimy na mecz bez koncentracji! Walczcie z tym dziewczyny, bo w końcu traficie na zespół, który nie pozwoli Wam wstać z kolan. Bałem się, że będzie tak i tym razem. Na szczęście jednak okazało się, że kiedy motywacja wróciła (po natychmiastowej reakcji trenera Wojtka Lalka na czasie), nasze zaczęły grać swoje. Świetny początek zanotowały obchodząca tego dnia urodziny – Ola Omi Omelaniuk oraz Kasia Baba Salamonik. Na pierwsze prowadzenie wyszliśmy przy stanie 12:11 po asie serwisowym Kasi Piłatowicz. Do samej końcówki seta trwała bardzo wyrównana walka (16:14, 18:18, 18:20, 21:20), ale  na szczęście -głównie dzięki doskonałej grze Pauliny Pauli Sobolewskiej-  pierwszego seta zakończyliśmy przepięknym: 25:23.

Drugi set miał niezwykle wyrównany przebieg. Właściwie do stanu po 22 przewaga żadnej z drużyn nie była wyższa niż dwa oczka. Działo się tak głównie dzięki REWELACYJNEJ  postawie obydwu libero. Zarówno w pierwszym, jak i tym secie Ania Maziopa miała PERFEKCYJNE przyjęcie pozwalające naszej rozgrywającej na wielką swobodę wyboru opcji  ofensywnej. I to działało, i ataki były ładne ale…MOS przeciwstawił nam swoją libero. Świetne libero! W mojej skromnej ocenie, głównie jej gra pozwoliła gospodarzom, w samej końcówce wypracować przewagę. Choć przegraliśmy, to muszę zwrócić Waszą uwagę na pewna sprawę. Sytuacja jest taka, że przegrywamy 21:24. MOS ma więc kilka piłek setowych. Zdobywamy punkt 22:24 Na zagrywkę wchodzi Paula. Nie pęka – zagrywa silnie. To nie był as, ale zagrywka bardzo odrzuciła MOS i pozwoliła wyprowadzić kontrę. 23:24. Paula znowu staje na zagrywce i znowu nie wstrzymuje ręki. I sprzedaje MOS-owi asa w s a m i u s i e n i e c z k ą linię końcową!! Remis! Wygląda na to, że Pauli ktoś potajemnie wszył wyłącznik stresu. Kto go jednak obsługuje?! (mam swoje przypuszczenie….na meczu byli jej rodzice….ale niczego udowodnić nie mogę…. :). W każdym razie, tak na moje oko, ona tych potajemnych urządzeń ma wszytych więcej. Z pewnością ma gdzieś jakiś moduł walki… Co ona wyprawiała w obronie – przechodzi ludzkie pojęcie. Od jej właśnie akcji zaczęła się nasza świetna pasja w kolejnym secie. Ten, tak jak poprzedni, zaczął się dość równo i stan ten trwał, aż do połowy seta. Przy stanie 14:13 dla LTS Paula dostała bardzo niedokładną i wyrzucającą piłkę na lewe skrzydło. Inna pewnie by się ratowała, zrobiła błąd…nie wiem ile jest zawodniczek zdolnych wykonać akcję, jakiej mogliśmy być świadkami….Paula ekwilibrystycznie wypchnęła piłkę po bloku MOS-u. Trybuny oszalały! Operatorzy tajemnych chipów uruchomili wszystkie! Całej drużynie! Kilka następnych akcji obronnych pozwalała sądzić, że na boisku nie gra LTS ale jacyś Japończycy!! Tak broniły! Tak walczyły! Skutek? 25:17. Jak widać- takie zagranie dla motywacji drużyny jest nieocenione. Pani Profesor Paulo- w imieniu wszystkich zebranych kibiców- dzieki!

No właśnie (!) – dlaczego dotychczas o tym nie wspomniałem? Uwielbiam kibicować na MOS-ie. Uwielbiam się tam drzeć na całe gardło! Tego tam się nauczyłem i panujące tam okoliczności przyrody najlepiej służą rozwijaniu tego talentu. Ale nie tylko mi jest tam dobrze. Wierzcie- grupa 13 kibiców całkowicie zawładnęła halą! Obok mnie wrzeszczał Janusz Żbikowski, troszkę dalej (na szczęście dla mojego lewego bębenka) opętańczo wrzeszczała Magda (ta to dopiero ma głos…). Do tyłu nie patrzyłem, ale jestem pewien, że od krzyku wszyscy byli spoceni, jak ja. No…. Pan Baba – nie był… on się na meczach nie poci…(pozdrawiając Janusza serdecznie, ma  nadzieję, że wybaczy mi ten wredny żarcik).

W takich to właśnie nastrojach przystąpiliśmy do czwartego seta. Cóż…jakby to ująć….MOS lekuchno zachwiał nasza wiarą. Ale tylko lekuchna, i tylko na chwilę, bo nasze dziewczyny zaczynając od stanu 1:6 ruszyły do odrabiania start, doprowadzając do 10:12. Wtedy dał o sobie znać sędzia. Niestety. Ta niezwylke istotna dla przebiegu meczu osoba, z założenia neutralna, w tym okresie seta stała się pierwszoplanową jego postacią. I zepsuła je. Sędzia mylił się straszliwie! Pal jednak licho błędy- to się zdarza. Z mojego punktu widzenia najgorsze było niezdecydowanie emanujące od sędziego głównego. Jeśli akcja dzieje się pod nogami arbitra, a ten ją doskonale widzi i nie wydaje werdyktu, tylko patrzy na asystenta – to jest to karygodne! Klika takich sytuacji dość mocno zdekoncentrowało nasze dziewczyny. MOS znowu niebezpiecznie odskoczył na 6 pkt. (11:17). To, co jednak nastąpiło potem, po doskonałej – jak sie okazało- zmianie na pozycji rozgrywającej (Milena Montowska za Kasię) będzie długo wspominane i zapewne stanie się źródłem zgryzot po stronie warszawianek. Do końca seta oddaliśmy bowiem gospodarzom zaledwie TRZY (!!!!) punkty. Seta wygraliśmy blokiem i zagrywką. W końcówce seta na naszą stronę na czysto nie przeszłą ŻADNA piłka. Prawdę mówiąc było to ukoronowanie rewelacyjnej gry naszych blokujących. To jest jedna z naszych najsilniejszych stron. A trzeba pamiętać, że w meczu nie grała Michalina. Jeśli więc uświadomię sobie, że w tym elemencie mamy jeszcze rezerwy – ciarki mnie przechodzą. Drugim elementem, którym zdobyliśmy tak znaczną przewagę w końcówce decydującego seta, była zagrywka. Natalia Mazurkiewicz, wchodząc z kwadratu, za każdym razem była zagrożeniem. W tym secie siadła jednak na MOS ze straszliwym dla niego skutkiem. Jeśli Mazur nie zdobywała punktu bezpośrednio, to serwowała na tyle mocno, że odrzucone od siatki gospodynie miały problem z wyprowadzeniem skutecznego ataku. A wtedy czekał juz blok. Proste? Proste! Skutek znacie- 25:20.

Tytułem podsumowania: nasz zespół świetnie otworzył sobie sezon, sprawdził się w prawdziwym boju, sprawdził też najgroźniejszego rywala, ponadto doskonale zagrał blokiem, w przyjęciu i zagrywce. Mieliśmy kilka udanych ataków ze środka (brawo Kasia Niderla!). Drużyna zanotowała też jednak powtarzającą się wpadkę, która w decydującym momencie może spowodować katastrofę. Dziewczyny, jeśli chcecie coś osiągnąć – gdzieś wyżej niż na Mazowszu –  musicie wyeliminować początkowe roztargnienie. Natychmiast!

I na tym kończę. Ale przyjdę sprawdzić jak sobie z tym radzicie (!), do Konopa, 3 października o 18.30 w starciu z Ósemką Siedlce. A czy Wy przyjdziecie?

 

Pan Sieczychowy

 

 

Nasz skład: Kasia PIŁATOWICZ (K), Milena MONTOWSKA, Ania MAZIOPA, Kasia NIDERLA, Paulina SOBOLEWSKA, Natalia MAZURKIEWICZ, Ola KRZYWAŃSKA, Kasia SALAMONIK, Patrycja JÓŹWIAK, Ola OMELANIUK, Marysia KROŚKIEWICZ, Ania MACHNACKA 

LTS – najwierniejsi kibice!

Byliśmy wczoraj świadkami jednego z najpiękniejszych momentów w historii polskiej siatkówki. Wszyscy, którzy to czytają wiedzą, że nasi siatkarze, po 40 latach przerwy, ponownie zostali Mistrzami Świata. Warto to jednak powtarzać, bo wydarzenie to, może ukochany przez nas sport wynieść na jeszcze wyższy poziom sportowy. Naszym Orłom kibicowaliśmy od samego początku – zaczęło się od grupowego wyjazdu na otwarcie mistrzostw, a zakończyło w zorganizowanej przez włodarzy naszego miasta, strefie kibica w Ratuszu.  Kibice SK Bank Legionovia SA i LTS Legionovia, mogli więc wspólnie z mieszkańcami miasta, świętować ten wielki triumf! I było głośno, było radośnie, było emocjonalnie – było super!  

Niech nasze młode siatkarki, swiętując i ciesząc się z tytułu starszych kolegów pamiętają, że oni zaczynali tak samo. Oni też musieli ciężko trenować, oni też musieli zmagać się ze zwątpieniem, oni też czasami przegrywali. Dla nich – tak samo jak dla Was (tyle że kilkanaście lat wcześniej) perspektywa tytułu była zupełną abstrakcją. A jednak się ziściło! A jednak można! Pamiętajcie więc, że dzięki uporowi, dzięki ciężkiej pracy, dzięki sile charakteru – możecie osiągnąc dużo!

Naszym Mistrzom Świata, jeszcze raz gratulujemy z całego serca! I DZIĘ-KU-JE-MY !!! 

 

Pan Sieczychowy

 

 

Owocny weekend

Okres przygotowawczy mamy teraz w pełnym rozkwicie. Po obozach letnich przyszedł czas na zgrywanie zespołów i układanie w całość wyuczonych zagrań, schematów i ustawień. Jak dotąd nikt ku temu nie wymyślił lepszego sposobu, jak mecze. Nie sparingi z koleżankami- ale twarde gry z nieznanymi zespołami! Wszyscy to wiedzą i wszyscy się do tego stosują. W ostatni weekend tj. 13-14 września, wierni utartym przez lata schematom szkolenia, zaserwowaliśmy więc naszym zespołom prawdziwy siatkarski maraton. Lećmy więc po kolei.

Juniorki brały udział w VII edycji corocznie organizowanego przez MUKS Volley Płock Ogólnopolskiego Turnieju Piłki siatkowej o Puchar Prezydenta Miasta Płocka. Jak zwykle też, organizator zapewnił mocną obsadę, pozwalającą rozpoznać siły swoje i innych. W pierwszych dwóch meczach tj. z Wisłą Kraków oraz GLKS Nadarzyn, w wykonaniu LTS-u mieliśmy na boisku do czynienia z pernamentym poszukiwaniem dokładności… Nie sposób zliczyć błędów własnych jakimi aczyły nas zagrywające, przyjmujące i atakujące. W te obfitował szczególnie pierwszy set turnieju. Tym bardziej cennym jest, że obydwa mecze nasze dziewczyny wygrały (odpowiednio 2:0 i 2:1).  Podobnie z resztą jak i dwa następne, z tą tylko różnicą, że naszych kolejnych przeciwników (Nike Ostrołęka i Atena Warszawa) pokonaliśmy bez straty seta, już bez takiego ciśnienia i nerwów.  Ów spokój opuścił jednak nas w finałowym starciu z gospodarzami – Volleyem Płock. Do naszej gry powróciły bowiem niedokładność, nerwowość i niefrasobliwość. Volley wygrał zasłużenie i triumfu naszym przyszłym ligowym przeciwnikom z całego serca należy pogratulować. Jasnym się stało, że w trakcie sezonu, będzie to zespół trudny do pokonania i jest niewątpliwym kandydatem do medali mistrzostw województwa. Proszę jednak moich słów nie odbierać jako krytykanctwa czy wstępu do czarnowidztwa! O nie! Jestem wielkim optymistą, i mam ku temu podstawy. Po pierwsze, nie jest to jeszcze czas na wygrywanie – prawdziwa forma ma przyjść troszeczkę później i jestem pewien, że trener Wojtek Lalek już niedługo poskłada ten zespół w jeden niezawodny mechanizm. Po drugie, pojedyncze trybiki owej maszyny funkcjonują już należycie: rozegranie Natalii Nowak jest dokładne i szybkie, środek Mileny Paszyńskiej mocny i dynamiczny, a przyjęcie i obrona Asi Wrońskiej (MVP naszej drużyny w całym turnieju!!!) dokładne i regularne. Na szczególne słowa uznania zasługuje Kasia Jędrzejewska, której mądrość gry jest porażająca- siłę uderzenia przeplata z technicznymi zagraniami, w sposób odbierający przeciwnikom chęć i zaangażowanie. Bardzo więc się cieszę, że Kasia wreszcie miała możliwość dołączyć do naszego zespołu. Witaj!

Wróćmy jednak do tłumaczenia mojego optymizmu. Trzeci element tkwi w upływającym czasie,  jaki niezbędny jest dla scementowania i ostatecznego zgrania zespołu. Nie jest bowiem tajemnicą, że w tym sezonie dołączyła do nas spora grupa zawodniczek z UKS Victoria Rosario Lubowidz oraz pojedyncze z innych klubów (min. MOS Wola Warszawa i Sparta Warszawa). Znalezienie i zaakceptowanie nowych ról w zespole, porzucenie niektórych nawyków i adaptacja do nowego środowiska wymaga czasu. Po czwarte, nie wolno zapominać o czekających nas wzmocnieniach, które objawią się w najważniejszym momencie sezonu. Jeśli zdrowie i brak powołań do kadry narodowej pozwolą, na czas Mistrzostw Mazowsza i późniejszych gier, do zespołu dołączą dziewczęta na co dzień trenujące w ekipie seniorskiej – Krysia Pietraszkiewicz, Monika Bociek, Klaudia Alagierska i Malwina Smarzek.  Nadziei na wynik nie można oczywiście upatrywać wyłącznie w nich. Pozostałe zawodniczki muszą trenować i walczyć na meczach tak, jakby szans na owe wzmocnienie w ogóle nie było! Los jest przewrotny i pisze różne scenariusze… W ten sposób płynnie dochodzimy do ostatniej podstawy optymizmu autora. W kontekście oczekiwanych przyszłych wyników tej grupy, dobrze się stało, że ta porażka przydarzyła się nam właśnie teraz. Nie można grać niechlujnie, nie można się poddawać, nikogo nie wolno lekceważyć! Nikogo nie interesuje, kogo mamy w składzie – im bardziej znane nazwiska- tym gorzej dla nas, bo każdy będzie nas chciał zlać ! Na każdy mecz wychodzi się by go wygrać szybko i sprawnie, prezentując najlepsze co się ma w repertuarze siatkarskim.  Zdaje się, że nasze zawodniczki o tym wszystkim zapomniały. Oby ostatni raz.

Jak twierdzi nasz trener, wszystko jednak idzie zgodnie z planem. Takie wpadki, jak z Volleyem Płock mają się prawo zdarzyć. Niech więc rodzice nie przejmują sie finałową przegraną (a na meczach wspierała nas liczna grupa mieszkańców Lubowidza i okolic z trenerem Markiem Zielińskim na czele) i niech nikt nie popada w zwątpienie. Tak naprawdę nie ma ku temu żadnych podstaw. Początki zawsze są trudne, ale będzie dobrze!

O kadetkach była już mowa, w zeszłym tygodniu, kiedy to nasz zespół wygrał turniej w Ostrołęce, jednocześnie zgarniając nagrodę dla najlepszej zawodniczki turnieju (Paulina Sobolewska). W tym tygodniu kadetki, osłabione brakiem Pauliny i kilku innych, pojechały zdobyć Esperanto Cup. To jest także cykliczny turniej, co roku perfekcyjnie organizowany przez zaprzyjaźniony klub UKS Esperanto Warszawa. Cóż rzec (?): że straciliśmy tylko jednego seta (?), że po drodze ograliśmy min. Amber Kalisz i Ósemkę Siedlce (?), że udany debiut w roli prowadzącego zaliczył Kamil Kalka (?), że kadetki potwierdziły potencjał tkwiący w tej drużynie (?), że rewelacyjnie zagraliśmy blokiem i zagrywką (?). To wszystko prawda! A może interesuje Was, że nasza rozgrywająca Milena Montowska siała postrach w przeciwnych szeregach, seriami zdobywając punkty? Z pewnością zainteresuje Was także osoba Michaliny Sochaczewskiej.  Jakby dobrze poszukać, to w relacji z Ostrołęki znajdzie sie kilka ciepłych słów o tej zawodniczce. Nie jest dobrze chwalić za dużo, jednak akurat ją warto i można to robić bezpiecznie (bo sodówka jej z pewnością nie odbije). A za co – Michalina została uznana MVP turnieju! W opinii naszego trenera, była absolutnie wyróżniającą się zawodniczką na tle wszystkich uczestników – świetnie blokuje, zagrywa i atakuje! W osobie Michaliny, w elemencie zagrywki, rośnie poważna konkurencja dla absolutnego hegemona – Natalii Mazurkiewicz. Pełen uznania dla rozwijającego się talentu, jej twarz ustanawiam symbolem opisywanych sukcesów. Brawo Miśka!

Jeśli natomiast chodzi o młodziczki, to w tej kategorii startowaliśmy ze zmiennym szczęściem. Dokonania rocznika 2000 startującego w turnieju w Konstantynowie Łódzkim, brawurowo opisane zostały już w innym artykule (odsyłam i zachęcam do lektury). Ostatecznie podopieczne trenera Krzysztofa Kuny, w turnieju zajęły II miejsc, ulegając w finale znacznie starszym (!!!!) Litwinkom. Ten występ uważam za ogromny sukces, tym bardziej, że nadal jest to drużyna w budowie, do której niektóre zawodniczki dołączyły całkiem niedawno. Brawo więc, brawo, brawo.

Młodziczki z rocznika 2001, rozpoczynające dopiero zabawę w poważnej, 6-osobowej siatkówce zagrały w jednodniowych, towarzyszących turniejowi kadetek, rozgrywkach w ramach Esperanto Cup. Ostatecznie zajęły w nim VI miejsce. Oceniając ten występ trzeba wiedzieć, że występowaliśmy bez Oli Kempfi oraz, że dziewczyny są w okresie adaptacyjnym do zupełnie zmienionego systemu treningowego. Człon zespołu, od tego roku rozpoczął bowiem naukę w klasie sportowej o profilu siatkarskim, a to wiąże się ze zwiększeniem objętościowym czasu treningowego. Młody organizm potrzebuje się do tego przyzwyczaić. Trener Olek Miętek z pewnością jednak wyciągnie wnioski z tego występu, i w następnych relacjach będzie można wrócić do bardziej optymistycznego tonu.

Fajny to był weekend. Nieprawdaż?   

 

Pan Sieczychowy