Co będziemy pamiętać?

Od krajowego Wielkiego Finału rozgrywek Kinder+sport 2014 r minęło juz troszkę czasu. Wspomnienia, zrazu żywe i wyraźne, lekuchno przyblakły, a opinie i oceny zmiękły. Na moje szczęście. A także ku radości czytelników, szczególnie tych, których drażni objętość a także nazbyt emocjonalny ton moich relacji. Gdybym miał bowiem wpaść we właściwy mi słowotok, do końca dotrwaliby jedynie najwierniejsi. Spokojnie (!) – turnieju w Drzonkowie nie da się ująć w ulubione przeze mnie ramy – działo się tam zbyt wiele, a sama impreza była na to zbyt wielka.

W każdym razie, po okresie letniej niemocy, dodatkowo zmotywowany okazywanym zainteresowaniem, a także wyrażanymi obawami dotyczącymi stosunku klubu do osiągniętych wyników – wracam i niniejszym wszystkich zainteresowanych informuję co nastąpiło i co w mojej pamięci z owego Wielkiego Finału pozostanie. 

Do rozgrywek finałowych w tym sezonie awansowaliśmy w kategoriach dwójek (Julia Sobalska, Julia Polak, Iza Dąbrowska) oraz czwórek (Ola Nowak, Ola Kempfi, Magda Piłatowicz, Ala Ratowska, Weronika Mituniewicz). W historii naszego klubu jest to wydarzenie bez precedensu, bo nie pamiętam byśmy na tym etapie rozgrywek byli obecni w więcej niż jednej kategorii wiekowej. Przypomnę także, że jest to drugi z rzędu sezon, w którym LTS do Mistrzostw Polski wprowadza drużyny minisiatkówki. Dla rozwoju naszych dzieci, a także dla przyszłości naszego klubu rokuje to wspaniale!

Nasza reprezentacja, dodatkowo wzmocniona szerokim gronem bliskich i sympatyków (BRAWO KIBICE!!!) miała więc okazję posmakować atmosfery imprezy mistrzowskiej, zmierzyć się z reprezentantami innych województw i z ich potencjałem porównać swój. Nie jest żadną tajemnicą, że w wyścigu o puchar uplasowaliśmy się w połowie stawki – dwójeczka zajęła 17 miejsce, a czwóreczka 25. Dobrze to, czy źle? Wszystko kwestia nastawienia i kontekstu. Najbliżej mi do tych, którzy do szans naszych drużyn podchodzili z rozwagą i rezerwą. Pamiętać bowiem trzeba, że w turnieju brał udział kwiat krajowej minisiatkówki – najlepsze składy poszczególnych województw, mistrzowie i medaliści poprzednich mistrzostw Polski – wyjadacze! A każdy z nich do Drzonkowa przyjechał w jednym celu – wygrać!

W obecnym sezonie zdarzało nam się pokonać możnych świata minisiatkówki – w czwórkach wygrywaliśmy przecież z ubiegłorocznym medalistą – ŁKS Łódź, wygrywaliśmy z BAS Białystok, dominowaliśmy na Mazowszu. Już na miejscu zdaliśmy sobie jednak z jednej prawdy, którą znaliśmy ale którą staraliśmy się bagatelizować – bez względu na kategorię wiekową, warunki fizyczne mają ogromne znaczenie! Różnice były szczególnie widoczne w czwórkach, gdyż jest to wiek w którym niektóre dziewczęta już urosły, a inne jeszcze nie. Nasze zawodniczki na razie są w tej drugiej grupie. Niestety, była to determinanta ostatecznych wyników, bo analizując tabele końcowe turnieju, w czołowej 10-16 każdy z zespołów kat. czwórek dysponował co najmniej jednym tłuczkiem – zawodniczką wzrostu co najmniej 180 cm, dającą drużynie punkty z ataku! Co Wy na to? Przyznam, że przeżyłem szok, gdy na parkingu zobaczyłem zawodniczkę MUKS Joker Świecie o wzroście powyżej 190 cm!!! W dwójeczkach wzrost, choć istotny, to jednak nie miał aż takiego znaczenia.Inna sprawa , że Julia Sobalska wcale warunkami od najroślejszych rywalek nie odstawała.

Dochodzimy tu do następnego zagadnienia – odporności psychicznej. Na początek kilka suchych faktów:

·         25000 – tyle butelek wody zostało wypitych przez uczestników turniejów finałowych,

·         5000 – tyle pamiątkowych kartek zostało podpisanych przez Sebastiana Świderskiego i Piotra Gruszkę,

·         1608 – tyle spotkań zostało przeprowadzonych w ciągu trzech dni,

·         1500 – to łączna liczba zawodników i trenerów, którzy przyjechali do Drzonkowa na finały,

·         244 – tyle drużyn wzięło udział w finałach,

·         45 – tylu sędziów prowadziło mecze finałowe,

·         35 (lub więcej) – temperatura powietrza na zewnątrz i wewnątrz hali,

·         12- liczba rozegranych meczy przez każdą z drużyn,

·         4-5 godzin – czasami trwały przerwy między meczami,

·         4 – liczba rozgrzewek przeprowadzonych przed jednym ze spotkań naszej czwórki (!!!!),

·         3- na tylu halach odbywały się mecze.

Zaprezentowane dane dają wyobrażenie ogromu tej imprezy. Nie obrazują jednak najważniejszego – atmosfery podniosłości, niepowtarzalności…dotyku Wielkiego Sportu! Tu wielokrotna mistrzyni świata, tam Świderski i Gruszka… Można się było w tej atmosferze zatracić. A gdybym dodał, że po pechowym losowaniu, już w pierwszym meczu nasza czwórka miała grać z ubiegłorocznym triumfatorem (w kategorii czwórek) – Pogodno Szczecin. A gdybym dodał, że do zawodów przystępowaliśmy niezwykle osłabieni, gdyż nasze czwórkowe działo – Ola Kempfi wychodziła dopiero z kilkudniowej gorączki? Z tym wszystkim musiały sobie poradzić nasze 11 i 13-latki…. Kto z Was dałby radę? Odpowiedzcie sobie szczerze, kto z Was byłby na tyle mocny, by przytłoczony tym wszystkim wyjść na boisko i grać najlepsze co umie?

            O nie (!), to nie jest tłumaczenie wyniku! Teraz bowiem dochodzimy do najważniejszego – uważam, że nasze dzieci z tym wszystkim dały sobie radę doskonale! Można powiedzieć, że wywalczyliśmy to co w tych warunkach dało się wywalczyć!  A dziewczyny zaprezentowały się pięknie! Czwórka, choć bardzo osłabiona, w każdym spotkaniu pokazywała co miała najlepszego – Madzia była królową serwu, Nowaczek – rządziła w przyjęciu, Weronika była superrezerwową, Aluta-  najlepszą punktującą i do tego nie do przejścia na bloku (przy minimalnej liczbie błędów) a Kempiaczek (choć skutki choroby widać było na pierwszy rzut oka) popisywała się ładnymi atakami (Och jaka szkoda, że Ola nie byłą w pełni sił!!!). Taki to właśnie zespół w nie przestraszył się ani późniejszego mistrza – MOSM Tychy, ani  vicemistrza – Pogodno Szczecin, ani MKS Dwójka Zawiercie (12 miejsce). Ten turniej to jednak nie tylko porażki. Czwórka łącznie wygrała 6 spotkań, a rozgrywany ostatniego dnia finał C przeszła jak burza, pozostawiając w tyle min. lokalnego rywala SMS Warszawa (wielkie dzięki za wsparcie i doping!).

Dwójki w żadnym względzie nie odstawały od starszych koleżanek. One również pomimo niewątpliwego stresu, prezentowały się doskonale. Można rzec, że im dalej w turniej, tym było lepiej: Julia Polak była genialna w polu a Julia Sobalska szalała na siatce. Co ciekawe, w ostatnim dniu zmagań, prowadzący zespół trener Krzysztof Kuna (w zastępstwie Ani Przybysz) dokonał zmiany ustawienia, które owe proporcje bardzo zmieniła. Otóż, aby w pełni wykorzystać wzrost i potencjał ataku Julii Sobalskiej, trener przesunął ją na przyjęcie. Efekt (?) – KONCERTOWA GRA! Gdyby turniej kończył się – powiedzmy- za dwa dni, dziewczyny byłyby na podium! Niech za przykład nagłej metamorfozy świadczą wyniki spotkań z Czwórką Aleksandrów Łódzki. Z tym zespołem spotykaliśmy się dwukrotnie. Pierwsze spotkanie, w starym ustawieniu, przegraliśmy, ale w meczu o wygraną w finale B, nie pozostawiliśmy przeciwniczkom żadnych złudzeń (18:5!).  

A że inne zespoły były lepsze? Cóż, taki jest sport. Jak mówi wszystkim dobrze znany trener kadetek i juniorek Wojciech Lalek: W siatkówce częściej się przegrywa niż wygrywa. Trzeba więc sobie ów egzamin z przegrywania zdać pozytywnie. Nie przesadzać z rozpaczą, wyciągać konstruktywne wnioski i dalej ciężko pracować. 

            Jest to prawda generalna, odnosząca się do każdego i każdej sytuacji. W tym także do organizatorów turnieju. Jeśli bowiem moja relacja ma być pełna, nie sposób nie wspomnieć o straszliwej ich wpadce w pierwszym dniu zawodów. Otóż po rozegraniu pierwszej rundy, zakończonej ok. południa zaczął się niezrozumiały okres oczekiwania na rozpoczęcie następnej. Czekaliśmy więc …. czekaliśmy… czekaliśmy 6 (!!!) godzin …na to tylko, by organizatorzy ogłosili, że czasowo przerywają turniej ze względu na awarię systemu oraz brak możliwości odtworzenia wyników… Długotrwałe oczekiwanie oraz brak informacji wywołały gwałtowne reakcje trenerów, ale w efekcie przyniosły też oczyszczenie i mobilizację. Na prośbę organizatorów znaczna grupa kibiców (w tym także i my!) przystąpiła do pomocy organizatorom w sprawnym dokończeniu turnieju. Można rzec, że nasi kibice opanowali rynek przepływu informacji na dwóch największych halach rozgrywkowych. I z tego też możemy być dumni, że w naszym środowisku mamy ludzi tak chętnych do pomocy i gotowych zrozumieć złośliwość losu. Nasi kibice nie dość więc, że wierni i zapamiętali to jeszcze jakże mocnopomocni. Brawa za to wielkie!

            Moim zdaniem organizatorzy powinni też mocno popracować nad regulaminem rozgrywek (min. dokonywanie zmian składu początkowego) oraz rozważyć czy aby na pewno wielki finał rozgrywany w takiej formule (rekordowa ilość drużyn, wszystkie kategorie wiekowe, chłopcy i dziewczęta, w tym samym czasie i miejscu) to aby na pewno najlepszy pomysł. Mam jednak głębokie przekonanie, że turniej z roku na rok będzie lepszy.

            Niewątpliwie, XX turnieju KINDER+sport 2014 r. w Drzonkowie był wielkim świętem siatkówki, z w którym nasze zawodniczki, ich trenerzy oraz kibice godnie prezentowali markę klubu  LTS Legionovia.

Fajnie było być tego częścią. I to będę najbardziej pamiętał.

 

Pan Sieczychowy

 

Ps. Jeden z rodziców na portalu społecznościowym, o tej imprezie przepięknie napisał:

Drzonków – największy turniej na jakim byłam. Wybuchowa mieszanka nerwów, pecha ale i pięknych chwil szczęścia. Żegnaj siatkarskie przedszkole – witajcie szóstki !!!!!

 

 

Po co się produkować, jeśli Dorota potrafi to tak pięknie streścić?