Legionowianki w kadrze Polski

Obiecałem informować Was o doniosłych wydarzeniach dotyczących naszych zawodniczek. Dziś mam ku temu wspaniałą okazję, bo jak donosi jeden z portali związanych z tematyką siatkówki, dwie nasze wychowanki Ola Rasińska oraz Justyna Antosiewicz otrzymały powołanie do reprezentacji Polski juniorek. Na turniej kwalifikacyjny  do tegorocznych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 16 sierpnia w Estonii i Finlandii.

Oprócz wyżej wymienionych, powołanie otrzymały także zawodniczki, które od najbliższego sezonu Orlen Ligi będą rozgrywać mecze w barwach naszej seniorskiej drużyny – Klaudia Alagierska, Monika Bociek oraz Malwina Smarzek.

Wielkie gratulacje!

Szczególne słowa uznania pragnę jednak skierować do Oli, która pomimo tego, że nie weszła jeszcze w wiek juniorski – znalazła uznanie w oczach trenera tej właśnie kategorii wiekowej. Jak widać nauka w SMS-ie służy jej doskonale!

Przyznam, że w kontekście zbliżającego się sezonu, aż dreszcze mnie przechodzą na myśl o niezwykłym potencjale juniorskiego zespołu LTS Legionovia. Przypomnę tylko, że nasza drużyna – w większości zbudowana na młodszych zawodniczkach – w zakończonym już sezonie dotarła aż do ćwierćfinału MP, odpadając z dalszych gier po nieszczęśliwej serii kontuzji kluczowych zawodniczek. Ewentualne wzmocnienia kadrowiczkami dają nam prawo marzyć o poprawie tego wyniku…

Wracając jednak do eliminacji – awans do mistrzostw Europy wywalczą zwycięzcy grup oraz najlepsza drużyna spośród tych, które zajmą drugie miejsca. Nasza grupa w składzie z Rosją, Francją i Niemcami swoje mecze rozgrywać będzie na początku lipca w Moskwie. W drugiej grupie, która swoje mecze rozegra w Szwajcarii, zmierzą się Chorwacja, Grecja, Holandia i Szwajcaria.

Powodzenia!

 

Pan Sieczychowy.

Mistrz Mazowsza Gimnazjady: Gimnazjum Nr 4!!! Jedziemy na FINAŁ!

W poniedziałek w Radomiu została rozegrana Wojewódzka Gimnazjada w piłke siatkową dziewcząt, w której poza naszymi uczennicami Gimnazjum nr 4 (a na co dzień zawodniczkami klubu LTS Legionovia) brały udział drużyny dziewcząt z gimnazjów w Radomiu, Ostrołęce, Żurominie, Warszawie, Płocku, Międzyborowie i Siedlcach. W większości ww. drużyn grają znane nam składy lokalnych klubów. Znane nie tylko nam, bo przecież składy to mocne i niejeden zespół poczuł ich jakość i siłę na własnych plecach. W Gimnazjadzie grają reprezentacje szkół, czyli uczennice wszystkich 3 roczników. Właśnie dlatego zadanie nie jest łatwe, bo często trenerzy muszą posklejać w zespół dziewczyny, które na co dzień ze sobą nie grają, a jak duże znaczenie w siatkówce ma zgranie na boisku – wie chyba każdy z nas. Zadanie „sklejającego” Pani Dyrektor Agnieszka Jakubowska powierzyła trenerowi klasy sportowej (rocznik 2000) Krzysztofowi Kunie. Ruch Dyrekcji oczywiście zrozumie każdy, kto zna zdolności pedagogiczne Krzysztofa, oraz szacunek jakim darzą go wszystkie nasze zawodniczki jest podstawą do budowania zespołu. Był on niezmiernie potrzebny, bo nadmienić muszę, że sporo zawodniczek musiało „chcieć” zagrać na pozycjach, na których niekoniecznie wcześniej były wystawiane. Efekt pracy Krzyśka i dziewcząt? Zaskoczył chyba wszystkich a najbardziej naszych przeciwników…
            Wszystkie mecze odbyły się w hali sportowej PG nr 13 przy ul. 25 Czerwca 79. Osiem zespołów podzielonych zostało na 2 grupy po 4. My trafiliśmy do grupy z Ostrołęką, Żurominem i Międzyborowem. W grupie przegraliśmy jeden mecz, w tie break’u z Ostrołęką (mecz rewelacyjny) i do finałów weszliśmy z miejsca drugiego. Pozostałe 2 mecze wygraliśmy w dobrym stylu i bez większych problemów.

            Po wyjściu z grupy była radość, uśmiechy, gratulacje ale też pewna obawa, gdyż naszym przeciwnikiem w walce o finał miał być bardzo silny (i wysoki!) przeciwnik z Siedlec. Zawodniczki z Siedlec do tego momentu turnieju nie przegrały żadnego meczu i wygrywały w przygniatający sposób. Nie mam pojęcia co powiedział trener Kuna zawodniczkom przed tym meczem. Nie wiem też co one miały w głowach. Wiem za to co miały w rękach, plecach i nogach!! Szybkość, siła, zwinność, lekkość, i niesamowita wola walki! Walka o każdą piłkę, wszystkie (ale to WSZYSTKIE!) nasze zawodniczki zagrały chyba na szczytach swoich możliwości. Widać też było niesamowitą radość z każdego zdobytego punktu. I co? SENSACJA! Wygrywamy do 16! Obecni na Sali, trenerzy innych drużyn, którzy przed tym meczem rozmawiali o tym z kim Siedlce zagrają w finale, stali w wielkimi oczami i chyba nie do końca ufali swoim oczom… Nasze przeciwniczki zostały (zdaje się) całkowicie zaskoczone. Chyba nie do końca wiedziały dlaczego przegrywają seta! Chyba jeszcze myślami przebywały w snach o finale. Jeśli tak było to obudziły się w drugim secie. Dało się odczuć, że złapały oddech i zaczęły „grać swoje”, co nie znaczy, że miały lekko! Co to to nie. Jednak nasze „4”-ki jakby na chwilkę straciły rozpęd. Pomimo wspaniałej walki o każdą piłkę przegraliśmy tego seta. O zwycięstwie miał zdecydować tie break. Ten decydujący set był nerwowy. Obie strony zdawały sobie sprawę, że może to być ich ostatni set w Gimnazjadzie 2014. Bardzo często nasze zawodniczki fundują nam rodzicom i kibicom dreszczowce (pisze o nich często Artur, czasem Norbert). Ten dreszczowiec nie różnił się wiele od pozostałych. Jedno mogę wam powiedzieć z ogromną dumą, to z jaką determinacją, wolą zwycięstwa i zacięciem dziewczyny zagrały w tym secie było czymś wspaniałym i płakać się chciało z dumy jaka mnie rozpierała. A radość zwycięstwa była ogromna! I to po jak zaciętym meczu! 20:18! JESTEŚMY W FINALE! 4-ka Legionowo!

W środę czekał nas finał z dobrze nam znaną drużyną z Gimnazjum Nr 35 z Warszawy (trzon to zawodniczki MOS’u). Ten mecz mimo ze przeciwnik silny i dobrze nam znany okazał się jedynym mimo wszystko najbardziej spokojnym meczem, w którym wygrałyśmy w stosunku setów 2:0 ( 25:20, 25:19). Nie wiem dlaczego był spokojny, nie wiem też dlaczego dziewczyny grały na jakimś takim luzie, jakby niesione tą radością dnia poprzedniego, jakby spokojne i zrelaksowane, co pozwalało im zachować głowy do mądrej gry.

Wygraliśmy ten mecz i radość była „ogromniasta”!

 

Gimnazjum nr 4 jest MISTRZEM na Mazowszu!!!!! Jedziemy na finały do Kołobrzegu!!!!

            W całym turnieju jedna rzecz mnie mocno urzekła u naszych dziewczyn. Wszyscy wiemy, że są to zawodniczki klubu LTS Legionovia. Wszyscy też wiemy, że pozostałe reprezentacje gimnazjów to w zasadzie zawodniczki różnych klubów z tych miast, które uczą się w jednej szkole. Jednak była pewna różnica. Jako jedyne, nasze zawodniczki podczas śpiewania, kibicowania czy okrzyków „bojowych” zamiast tradycyjnego „LTS” lub „Legionovia” krzyczały „Czwórka!!” i „Legionowo!!”. Cieszymy się, że dziewczyny utożsamiają się nie tylko ze swoim klubem lecz w tych dniach przede wszystkim ze swoją SZKOŁĄ! Co i o tej szkole świadczy wyśmienicie!


            Podziękowania dla Prezydenta Miasta Legionowo Pana Romana Smogorzewskiego i Pana Starosty Jana Grabca za udzielone wsparcie finansowe.

            Wielkie gratulacje i podziękowania dla Pani Dyrektor Zespołu szkół Agnieszce Jakubowskiej za wspieranie inicjatywy klasy sportowej i sportu w Gimnazjum.

Podziękowania dla wszystkich którzy nam kibicowali i trzymali kciuki za nasze wyniki.

            Oraz WIELKIE gratulacje dla Trenera Krzyśka Kuny i całego zespołu dziewcząt z Gimnazjum Nr 4 w składzie:

Katarzyna Salamonik – przyjmująca /kapitan

Aleksandra Omelaniuk – atakująca

Anna Maziopa – rozgrywajaca

Patrycja Jóźwiak – środkowa

Emilia Sikora – środkowa

Julia Cieka – przyjmująca

Wiktoria Grzegorzewska – libero

Sandra Szczepańska – przyjmująca

Joneta Smolińska przyjmująca

Magdalena Cieszkowska – środkowa

Paulina Kosewska – libero

Aleksandra Gąsiorek – rozgrywająca


Juz za 2 tygodnie wyjeżdżamy na finały w Kołobrzegu!

 

Debiutująca: StaraKisiela

wiceMISTRZYNIE !

Czy wiecie, że można krzyczeć tak mocno i zapamiętale, że aż łapią skurcze? Czy kiedyś mieliście tak, że byliście biali z emocji? A czy zdarzyło się Wam kiedyś zaciskać powieki tak mocno, że aż bolało, tylko po to, by nie pozwolić płynąć  łzom szczęścia? A czy zdarzyło się to Wam kiedyś na meczu siatkówki? Nie? A ja tak miałem. W niedzielę, w Węgrowie.

Wszystko to przy okazji finału wojewódzkiego tegorocznych rozgrywek siatkówki dziewcząt rocznika 2001. Nasz klub do rozgrywek wystawił dwie czwórki, ale jak to w sporcie bywa, pomimo tego, że determinacja i chęci obydwu drużyn były jednako mocne, do finału Kinder +Sport awansowała tylko jedna (Ola Kempfi, Ala Ratowska,  Ola Nowak, Weronika Mituniewicz (k) i Magda Piłatowicz).

Wiele było przesłanek wskazujących, że traktowanie nas jako jednego z faworytów wcale nie było przesadą, jednak pomni złych doświadczeń innych klubów, w innych kategoriach wiekowych i innych dyscyplinach, jak ognia unikano przesadnie optymistycznych komentarzy, hurraoptymizmu i wynoszenia dziewcząt na piedestał. Wszyscy uznaliśmy, że lepiej mieć zawodniczki nawet przesadnie stonowane w oczekiwaniach, szanujące każdego przeciwnika a jednocześnie zmotywowane i waleczne, niż zapatrzone w siebie i przekonane o wyższości. Przedwczesne otwieranie szampana zwykle kończy się źle.

 Z takim też nastawieniem mieliśmy wychodzić na każdy mecz i jak się okazało, efekty były zadziwiające. Ale po kolei.

Naszym pierwszym przeciwnikiem początkowej fazy rozgrywek był SMS Warszawa. Drużyna tajemnicza, bo borykająca się ostatnio z szeroko ogłoszonymi    problemami kadrowymi. Cieszyłem się, że ostatecznie SMS gra, ale….o tym później, w innym artykule. Dla nas był to niezmiernie ważny mecz, gdyż stanowił kluczowy element układanki pt. „szerokim łukiem omijać  13 Radom !„. Zakładaliśmy, że wygrana z SMS da nam wygraną w grupie dającą szansę na oddalenie ewentualnego boju z 13 Radom, ale przede wszystkim pozwoli dobrze wejść w turniej. Udało się to doskonale, bo choć początek był bardzo nerwowy (do stanu 5:5 każdy punkt był efektem błędu własnego lub przeciwnika) to w dalszej części I oraz przez cały II set prezentowaliśmy się już zdecydowanie lepiej i mieliśmy wszystko pod kontrolą. Rezultat ? 2:0 w setach do 5 i 8 (graliśmy systemem dwóch setów do 11 pkt, plus ewentualny tie-break, także do 11 pkt, z 2 pkt przewagi). W tym meczu na uwagę zasługiwały doskonałe serwy Oli Nowak oraz punktowe kiwki Magdy Piłatowicz, które pozwoliły ciągiem zdobyć ostatnich 7 pkt!

Kolejny przeciwnik, Lider Radom, to kolejna wielka niewiadoma, bo choć radomianki to dziewczyny o doskonałych warunkach fizycznych, to jednak plasujące się – powiedzmy – „w środku peletonu”. Z takimi drużynami jednak nic nie wiadomo, mogą odpalić w każdym momencie. Tak jak np. Dębina Nieporęt, która na sąsiednim boisku w pasjonującym pojedynku pokonała Olimpię Węgrów! Trzeba więc było uważać. No i co? Ano to, że po koncertowej grze i wygranej w I secie do 6, w kolejnej odsłonie Lider zrewanżował nam się tym samym! No ale jeśli zaczyna się od 0:4 w secie granym do 11, to rezultat może być tylko jeden. Inna sprawa, że radomianki doskonale w walce na siatce  wykorzystały przewagę wzrostu nad Weroniką. Na szczęście w III secie wszystko wróciło na właściwe tory i skończyło się wygraniem seta 11:5. Na drodze do szczęścia stał nam już tylko Volley Płock. Prowadzeni przez doskonała w tym meczu Olę Kempfi, przeszkodę tą ominęliśmy szybko i sprawnie, wygrywając w setach do 5 i 2.

Jak już wcześniej wspomniałem, nasz sąsiad z Nieporętu,  Dębina, prezentując nadspodziewanie wysoki poziom, szczególnie zaskakujący w kontekście ostatnich „dokonań” na dwóch turniejach kwalifikacyjnych (drastyczny, aczkolwiek – jak się okazało-  chwilowy spadek formy) pokonał gospodarza turnieju Olimpię Węgrów. Dla gospodarza porażka ta miała tragiczne następstwa, bo w ostatecznym rozrachunku skutkowała wyrzuceniem poza burtę turnieju. W powszechnym odbiorze, była to absolutna sensacja, gdyż Olimpia przez wielu postrzegana była jako murowany kandydat do (co najmniej) pierwszej czwórki. Nie raz jednak przestrzegałem, że Dębina to bardzo trudny przeciwnik, w którym drzemie wielki potencjał. Sensacji to jednak nie koniec, bo najlepsze było dopiero przed nami.

Pierwsza runda gier wyłoniła najlepsza ósemkę, podzieloną następnie na dwie grupy: I – LTS Legionovia, SP 220 Warszawa, Atena warszawa, Dębina Nieporęt, II – 13 Radom, Esperanto Warszawa,  SMS Warszawa i Praska 30.  Plan został niezmienny – wygrywać  i omijać Radom.   

Pierwsze mecze II rundy zapewniły nam awans do bezpośredniej walki o medale, gdyż po wygranych z Ateną Warszawą (11:7 i 11:6) oraz Dębiną, w kontekście pozostałych rozstrzygnięć w naszej grupie, mieliśmy komfort w postaci gwarancji wygrania grupy. Okazało się także, ze ostatni mecz, także dla SP 220 ma tylko symboliczne znaczenie. Pomni dotychczas imponujących osiągnięć warszawianek , zapewne spodziewacie się, że w następnych słowach opisze ich kolejny triumf… Nic bardziej mylnego, a wszystko za sprawą „czarnego konia zawodów” – Dębiny Nieporęt. Zespół ten w pierwszym swoim meczu II rundy sprawił bowiem niespodziankę i  pokonał faworyzowaną SP 220! 2:1! A mecz był fascynujący, dziewczyny z Nieporętu agresywne i zabójczo skuteczne. W ich szeregach szczególnie wyróżniała się Maryla Kaczmarczyk. Kiedy wiec tak rozpędzona Dębina stanęła naprzeciwko LTS, już na wejściu mieliśmy gwarancję emocji. Nie zawiedliśmy się nic a nic. Wiadomo- derby powiatu. W I secie na pierwsze prowadzenie wyszliśmy (po pięknym ataku Ali Ratowskiej) dopiero przy stanie 5:4. Jak się okazało, punkt ten w połączeniu z następnym (tym razem będącym wynikiem błędu własnego przeciwnika) dał nam komfort i spokój, a to dało nam wygraną 4 punktami. Prawdziwy horror miał jednak miejsce w II odsłonie. Wzajemne wyrywanie punktów trwało aż do stanu, po 7. Wtedy Dębina wyszła na 2 pkt przewagi. Wydawało się, że koniec jest bliski, ale wtedy nasze zawodniczki pokazały odporność psychiczną godną mistrzyń. Sekwencja zdarzeń była następująca: odrabiamy 2 pkt (jest 9:9), Nowaczek popisuje się kiwką po której z trybun z grupowym rozległym zawałem mogłaby zostać odwieziona cała grupa zawałowców (gdyby taka grupa oczywiście na trybunach była), jest więc 10:9, popełniamy błąd ustawienia (jest remis), seria dwustronnych błędów (11:10, 12:11), Madzia kiwa w środek boiska…. Koniec! 13:11! To był mecz przed którym przestrzegałem i który podskórnie czułem, że nadejdzie – Dębina przeciwko nam zagrała wspaniale! Wielkie gratulacje! Oby takich potyczek miedzy naszymi klubami było jak najwięcej. Tylko takich i tylko na takim poziomie!

O ostatnim meczu grupowym nie chcę pisać, nie ze względu na wynik (przegraliśmy z SP 220) lub brak szacunku dla przeciwnika (bo ten jest ogromny!), ale ze względu na jego zerowe znaczenie dla dalszych rozstrzygnięć. My byliśmy w półfinale, SP 220– poza. Mam opisywać, jaki był poziom zaordynowanej przez trenera Olka zagrywki atakującej czy kierunkowych kiwek? Po co, jeśli na sąsiednim boisku Dębina toczyła bezpośredni bój o awans do strefy medalowej. To był kolejny pasjonujący pojedynek. Niestety (dla przyjaciół z Nieporętu) nieznacznie przegrany. Atena Warszawa półfinalistą! Kto by się spodziewał?!   

Skład półfinału uzupełniły 13 Radom i ….(uwaga!) SMS Warszawa. A gdzie jest Esperanto, gdzie Praska 30?! Nie to, że narzekaliśmy, absolutnie! Były to jednak całkowicie zaskakujące lecz dla nas szczęśliwe rozstrzygnięcia, gdyż oznaczały, że w walce o finał zmierzymy się z SMS-em właśnie. Niby już raz na tym turnieju pewnie wygraliśmy. Niby tak, ale stawka meczu była inna – inne okoliczności i nasza wiedza o składzie przeciwnika. To było wyzwanie.  Trzeba było zobaczyć twarze naszych zawodniczek, trzeba było posłuchać ich okrzyku… niczego dobrego to SMS-owi nie wróżyło. I set to potwierdził- od początku siedliśmy na przeciwnika nie pozwalając im na nadmierne podniesienie głowy. Aluta (Ala Ratowska), Nowaczek i Ola Kempfi z żelazną konsekwencją wykorzystywały szanse na atak, a Wera i Madzia cudownie czyściły siatkę. Było wprawdzie 9:9 ale kiwka Nowaczka i błąd własny SMS-u dały nam wygraną. II set nie był już jednak taki kolorowy – zaczęliśmy  go źle i źle się skończył – trzy pkt straty na początku (1:4) zaważyły na końcowym wyniku (7:11). Co się jednak  odwlecze, to nie uciecze. W decydującej partii po prostu zmiażdżyliśmy przeciwnika, pozwalając mu ugrać zaledwie 2 (!) punkty. Nieoceniona w tym zasługa Weroniki Mituniewicz, która w tym secie ukoronowała jak dotąd najlepszy ze swoich turniejów (z tych jakie widziałem) i raz za razem zdobywała punkty asami serwisowymi. Choć Wera (jak na razie) jest malutka to w tym decydującym o awansie secie była nasza największą wartościa. Brawo, brawo, brawo! 

Spełniło się marzenie!  Mieliśmy medal! Mieliśmy awans do Mistrzostw Polski! Radość była przeogromna! Radość rodziców, (którzy wtargnęli na boisko), radość zawodniczek (które utonęły w objęciach wcześniej wspomnianych zapaleńców), radość  trenera (znaczy …z pewnością jego radość była, ale jej nie widziałem w całości, bo byłem w grupie owych obściskujących obłąkańców). Z twarzy znikła bladość stresu, puściły nerwy, prawie popłynęły łzy … takich emocji nie zaznaje się często…

Przed rozpoczęciem turnieju taki wynik braliśmy w ciemno, bo niewiadomych i zagrożeń było co nie miara. Wiecie takie gadanie…, ale teraz w obliczu realnej szansy na osiągnięcie największego od wielu lat sukcesu naszego klubu w tej kategorii wiekowej, …..chcieliśmy więcej. Jak na razie udało się wszystko : byliśmy w finale, ominęliśmy absolutnego  faworyta  z Radomia, byliśmy świetnie przygotowani. A co do 13 Radom- zespół, jak zespół – ktoś powie, ale tak może powiedzieć tylko ten, który nie widział w akcji ich liderki – Marysi Woźniak oraz nie musiał przełamywać  ich obrony. Nasze atuty były podobne, z ta tylko różnicą, że moc naszego ataku rozkładała się pomiędzy Alę, Nowaczka i Olę Kempfi. Kłopot stanowić mogło ewentualne rozprężenie po osiągnięciu jakże oczekiwanego sukcesu. Zrozumiałe rozprężenie…

 W pierwszym secie najważniejszego meczu w dotychczasowym życiu naszych skarbów… nasze skarby całkowicie się zagubiły i przegrały…nie (!) nie przegrały, one oddały pierwszego seta. Jakby nie one! 3:11!

Jak zanotowałem „drugi set – nowa szansa!” a dalej mój notatnik mówi do mnie tak: 1:0 atak Kempfi, 2:1 atak Nowaczka, 3:2 plas Nowaczka, 4:2, 4:3 (hola, hola –atak Ali był po palcach!), 5:3 (oliwa sprawiedliwa!), 6:4, 7:4, 8:4 (blok na filarze Radomia), 9:5, 9:6 (Radom wszystko gra jedna zawodniczką!), 10:6 po błędzie Radomia (trybuny szaleją). Blooook! 11:6.

Przejdźmy może od razu do najważniejszego seta z najważniejszego meczu w życiu naszych skarbów. Postaram się odszyfrować co mówi mój notatnik (może być ciężko…). Weronika – nasz kapitan- wygrywa losowanie ale wybiera stronę boiska – do przerwy gramy pod słońce. Dobrze. 1:0 (Wera wykonuje najważniejszy blok w swoim życiu – na Marysi!)2:0, 2:1 (wszystkiego się przecież nie wygra), 3:1 (Radom psuje), 4:1 (Radom się myli), 4:2, 4:3 (ale emocje), 4:4 (słońce w oczy, ale ugrać jak najwięcej punktów), 4:5, 5:5 (Ala pięknie atakuje), 5:6 (ale teraz to Radom ma słońce w oczy!), 5:7, 6:8 (a szkoda, bo piłka była do skończenia, szkoda, jaka  SZKODA!!! )7:8 (błąd Radomia), 8:8 (blok Kempfi na Marysi Woźniak), 9:8…9:9….10:9 (meczowa po ataku Nowaczka!), remis po błędzie zagrywki, 10:11…dobra zagrywka Radomia i …..i błąd rozegrania. 10:12.

Przez chwile wydawało mi się, że przegranie tego seta to najgorsza  porażka w historii…ale nie! Czas przyniósł refleksję, że stało się coś wspaniałego! Że nasze dzieci wywalczyły sobie WICEMISTRZOSTWO MAZOWSZA! Przecież to wspaniałe!  Do przekazania mam więc tylko tyle, że jestem dumny z Aluty, Wery, Madzi, Kempfiaczka i Nowaczka, dumny jak diabli! Za ich waleczność, za dyscyplinę, za dotychczasowe poświęcenia, za siłę pozwalającą udźwignąć odpowiedzialność.  Za to czego mogłem doświadczyć. To było przecudne! Dumny jestem z bycia rodzicem jednej z zawodniczek, dumny jestem tak, że chyba zaraz pęknę! Dumny jestem z tego mogę być częścią klubu, który siatkarsko wychował takie zawodniczki, który tak o nie dba i dał im takiego trenera! Prezesie Konradzie – wielki szacunek i wielkie dzięki!

A na koniec przeogromne gratulacje dla trenera. Olku Miętku J ! Szczerze podziwiam Twoją pracę. Gdyby ktoś, poł roku temu powiedział mi – będziecie na podium, pomyślałbym – fantasta!  Tak trzymaj!    

Gdyby nie to, że z całego serca chcę jeszcze pogratulować  (najszczerzej i najmocniej jak umiem) drużynom 13 Radom oraz wielkiemu przegranemu, największej niespodziance mistrzostw – Atenie Warszawa, pewnie już bym skończył. Bo nie mam nic więcej do dodania. Idę się poryczeć ze szczęścia…

Pan Sieczychowy.