Pierwsze powołania z rocznika 2001

            Miło mi poinformować, że zawodniczki LTS Legionovia Ala Ratowska oraz Ola Kempfi otrzymały powołania do kadry Mazowsza rocznika 2001. Nasze wychowanki znalazły się więc w szczęśliwej 20 obecnie najbardziej perspektywicznych dziewcząt z regionu. Jak poinformowano klub, trener Adama Beczek zabiera dziewczyny do podkarpackiego Cmolasu na zgrupowanie w pierwszej połowie lipca (2-13.7).

Przyjmując gratulacje pamiętajcie jednak, że to nie koniec waszych marzeń i niech następnym celem stanie się podstawowa szóstka! Życzymy wytrwałości w dążeniu do tego celu.

Pozostałym zawodniczkom LTS-u życzę podobnych przyjemności w przyszłości.  Pamiętajcie, że droga do kadry nie jest zamknięta i wszystko zależy od Was. Trener Olek Miętek jest przekonany o przyszłych powołaniach.

 

Pan Sieczychowy

 

 

 

Zwykły trening…akurat!

Nie do końca jestem pewien czy to aby prawda, ale najprawdopodobniej takiego wydarzenia w historii LTS Legionovia jeszcze nie było. Wczoraj, w poniedziałek
(28 kwietnia 2014 r) zawodniczki naszego klubu z rocznika 2001 uczestniczyły we wspólnym treningu z drużyną Siódemki SK Bank Legionowo!

Zdarzało się, że pojedyncze zawodniczki Siódemki uczestniczyły w treningach naszej młodzieży. Zdarzało się też, że najlepsze kadetki (juniorki) zapraszane były na poważne treningi seniorskie. Nigdy jednak nie zdarzyło się, aby na jednym treningu, pod okiem jednego trenera ćwiczyła cała grupa młodych ze starymi!

Zaczęło się nerwowo i niepewnie, bo nasza młodzież była pobladła z onieśmielenia i usztywniona emocjami. Na szczęście jednak lody zaczęły bardzo szybko pękać. Zadbali oto trenerzy, mieszając dziewczyny na rozgrzewce, ale i stare, które stanęły na wysokości zadania, raz po raz sympatycznie zagadując młodzież, żartując, czy też po prostu się uśmiechając. Kiedy więc po rozciąganiu i odbijaniu w parach przyszedł czas na gry mieszane, nasze Miętówki były już rozluźnione i gotowe do pokazania pełni umiejętności.

Pojęcia nie mam czego oczekiwała nasza młodzież. Wiem natomiast z pewnością, że wyobrażenia i oczekiwania miały przeogromne. Głównie wobec siebie. Niedzielna noc pełna była marzeń typu: każdą piłkę przyjmuję w punkt, wychodzę w górę na metr (!) i omijając potrójny (!) blok pakuję piłkę w 3…nie (!) w 1 metr boiska, r (!), albo żeby udał się blok…. Każdy tam kiedyś miał. Kiedy więc przyszło do wspólnych gier, przyszedł także czas na spełnienie marzeń.

Uwierzcie, że nie było źle! I tu znowu, pomocną dłoń wyciągnął trener Maciej Kosmol nakładając swoim podopiecznym embargo na atak, wyskok i wszelkie inne elementy zagrażające życiu i zdrowiu młodzieży :). Ponownie także pomogły same zawodniczki wspólnie celebrując z naszymi dziećmi ich udane zagrania oraz wspierając je po tych nielicznych –  nieudanych.  Było to dla młodych bezcenne. Rzadko która piłka spadła bez próby podbicia, w każdym ataku był kawałek małego serduszka a ręce w bloku wyciągnięte jak struny… A że zawodniczki Siódemki większość piłek oddawały młodzieży, ta miała wiele okazji do popisywania sie umiejętnościami.

Było to dla dziewcząt wydarzenie niezwykłego znaczenia. Nie chodzi o bezpośredni kontakt z zawodniczkami Siódemki, bo ten mają zapewniony podczas pomocy przy obsłudze meczy ligowych. Najważniejszą sprawą była możliwość wspólnego treningu z – nie bójmy się tego słowa- siatkarskimi idolami.

Mam także nadzieję, że wartość tego co się na Arenie działo, odnalazły i właściwie doceniły zawodniczki Siódemki. Zrobiły bowiem coś wspaniałego – na boisku mieliśmy pokaz koleżeństwa i wzajemnej sympatii. Tego Wam Dziewczyny nigdy nie zapomnę, bo to także dla mnie było coś przełomowego.  

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że takie treningi nie będą częste. Oby jednak to wydarzenie miało kiedyś swoją kontynuację. Warto, naprawdę warto! 

Niezwykle wdzięczny wszystkim którzy przyłożyli się do organizacji tego treningu – Pan Sieczychowy

>> przejdź do galerii

Szczęściwe deya vu

W ostatnia sobotę w Międzyborowie rozegrano kolejny turniej kwalifikacyjny czwórek do Mistrzostw Mazowsza, znany szerzej (od sponsora) jako Kinder Sport. Turniej rozegrano w nowej, ulepszonej formule,  kategoryzującej zespoły wg. dotychczas osiągniętych wyników. Zespoły podzielone więc zostały na ligi, z możliwością spadku lub awansu.

Dla przypomnienia – nasza flagowa drużyna (Ola Nowak, Weronika Mituniewicz (k) Ola Kempfi, Ala Ratowska, Magda Piłatowicz), wygrywając na poprzednim turnieju wszystkie mecze, z przytupem weszła do pierwszej ligi. W naszej grupie (liga składa się z dwóch  grup) graliśmy z 13 Radom, Praską 30, SMS Warszawa oraz Olimpią Węgrów. Przed turniejem obawy były jak najbardziej uzasadnione, bo z każdym z tych zespołów (z wyjątkiem nieznanej nam bliżej 13 Radom) toczyliśmy ciężkie boje, z których nie wszystkie kończyły się zwycięstwami… Zadanie na sobotę było jednak jasne – utrzymać się w najwyższej lidze (a najlepiej załapać się na pudło) ale przede wszystkim grać, co umiemy najlepszego!

Cele drugiej czwóreczki (Marysia Macioch, Iga Malinowska, Julia Szymańska (k), Ola Misztal). były podobne, z tą jednakże różnicą że dziewczyny miały wywalczyć awans do II ligi. Cel wydawał się być absolutnie w zasięgu. Walczyć było o co, a dodatkową motywacją, w przypadku osiągnięcia postawionych celów, był zapowiedziany przez trenera Olka Miętka wspólny trening z Siódemką Legionowo! Kto by nie chciał?!

Niemałym zaskoczeniem dla dziewcząt było ogłoszenie przez organizatorów, że za błąd uznawane będzie, nie jak dotąd- dotknięcie górnej taśmy, ale każdy kontakt z siatką. Oznaczało to niemały problem i swoistą rewolucję. Zmiana ta okazała się dla jednej z naszych drużyn brzemienna w skutkach. Przejdźmy więc do sedna sprawy.

Kwestia jednego punktu…

            Taki rozdział już znacie. Tak bowiem zatytułowałem część relacji traktującej o wynikach drugiego składu naszych najstarszych minisiatkarek na turnieju towarzyskim w Łodzi. Jakież to wszystko aktualne!  Nie w pierwszym meczu, bo w tym, koleżanki z Pomiechówka po prostu zmiotły nasze z parkietu. Takiego nasycenia błędów własnych, i to w każdym elemencie gry nie widuje się często! Nasze zawodniczki zdobyły zaledwie 6 punktów i z przykrością stwierdzam, że choć staram się być pobłażliwy w ocenie słabszej gry, to w tym przypadku muszę Wam przekazać, że było to widowisko zawstydzające, w żaden sposób nie przystające do dotychczas prezentowanego poziomu umiejętności. Co innego przegrać w takim wymiarze z SP 220 a co innego z Mazovią Pomiechówek (z całym szacunkiem dla tej drużyny). Zawodniczki najwyraźniej miały świadomość wpadki, bo w następnych meczach grupowych zaprezentowały się znacznie lepiej, wygrywając z Nike Ostrołęka II (25:22) i MOS Wola II (25:23). Dość powiedzieć, że tylko w pierwszych trzech akcjach meczu z Nike , nasze dziewczyny zagrały więcej pozytywnych akcji niż w całym meczu z Mazovią! Ostatecznie z tej grupy do II ligi bezpośrednio awansował zespół z Pomiechówka (szczere gratulacje), a my zajmując drugie miejsce  daliśmy sobie szansę w grach barażowych z przedostatnią drużyną II ligi. Najważniejszy mecz turnieju z 13 Radom II rozpoczęliśmy fatalnie! Wynik 6:13 stanowił dobrą ilustrację różnicy poziomów. Nasza gra była chaotyczna, nasycona błędami własnymi i widocznym brakiem pewności siebie. Jedynie zawziętość i waleczność Juli Szymańskiej trzymała nas na powierzchni. Wtedy jednak – jak to często bywa w kobiecej siatkówce- wydarzyło się coś co odwróciło mecz. Nie wiem co to było (?) nerwowa reakcja trenera radomianek na serw Misztalka z ręki, udany atak Julki? Dość powiedzieć, że nasza gra odmieniała się na tyle, że po asie Igi Malinowskiej doszliśmy Radom na 1 pkt! Wtedy jednak przytrafiły nam się błędy decydujące o ostatecznym wyniku. Pierwszy polegał na braku komunikacji, co do podbicia wcześniej pięknie obronionej piłki, a kolejny też związany był z obroną piłki…tyle, że bronionej niepotrzebnie. Na nic zdały się ostrzegawcze krzyki kibiców, trenera i koleżanek z boiska, ambicja zwyciężyła – jedna z naszych zawodniczek podbiła outową piłkę, a Misztalek chcąc ją przebić na drugą stronę, dotknął siatki….włosami. Odgwizdany błąd był jedną z najbardziej krzywdzących decyzji, jakie dotychczas widziałem! Szkoda, że to my staliśmy sie eneficjentami tej niesprawiedliwości. Gdyby nie ten jeden, jedyny punkt mielibyśmy remis a nasz rozpędzony zespół mógłby cieszyć się z II ligi i zachować szansę na awans do turnieju finałowego. Nie ma co gdybać! Było, minęło – następna szansa na lepszą grę będzie za 3 tygodnie. Dziewczyny muszą jednak nareszcie zrozumieć, że decydujące punkty przegrywają znacznie wcześniej, nie w końcówce, ale błędem serwisowym, niedokładnym przyjęciem i złym dograniem. Banalnie tracone punkty są tak samo ważne, jak te przegrywane w końcówkach po heroicznej walce. Hasło Każdy punkt jest ważny! powinny sobie przyswoić i zapamiętać w każdej sekundzie meczu! Wtedy nie będzie płaczu.

A teraz, jak już to miało miejsce wcześniej – Kilka słów o najlepszych.

Nie ma bowiem co dłużej ukrywać, że nasza pierwsza czwóreczka wygrała swoją grupę i po dwóch turniejach wspólnie z Esperanto Warszawa może się szczycić maksymalną zdobyczą punktową!

Pierwszy mecz był dla nas – kibiców- wielkim zaskoczeniem. Nasz rywal Olimpia Węgrów zawsze budził respekt i obawę co do pomyślnego dla nas wyniku. Jeśli mnie pamięć nie myli to ostatni mecz wygrała właśnie Olimpia…Cóż, w sobotnim turnieju zespół z Węgrowa – jak się okazało- osłabiony brakiem jednej z zawodniczek- prezentował sie jednak słabiej niż zwykle i nie dość, że przegrał z nami (11:25) to nie szło mu także najlepiej w dalszych grach. Na dodatek nie przystąpił do baraży, co skończyło sie spadkiem do niższej ligi. A co do naszych zawodniczek, biorąc nawet poprawkę na obecne słabości przeciwnika, zaprezentowały sie doskonale! Początkowo, trudności sprawiało im dostosowanie się do przepisu o nietykalnej siatce, ale po ogarnięciu tego elementu, wszystko toczyło się znakomicie Ola Nowak i Ola Kempfi popisywały się pięknymi atakami (Kempfiaczek świetnie też serwowała) a Ala Ratowska popisywała się niespotykanym u niej cwaniactwem i opanowaniem (Królowa kiwek z pozycji do ataku).

            Prawdziwym sprawdzianem formy był następny mecz, także na naszym ostatnim pogromcą (przegrana w ostatnim turnieju Wieliszew Volley Cup)- Praska 30. Zaczęliśmy źle, ale wraz z upływem czasu stopniowo poprawialiśmy grę, niwelując stratę (0:4, 6:10) doprowadzając do remisu i w samej końcówce wychodząc nawet na prowadzenie 23:22. Wtedy jednak zawiodły nas warunki fizyczne, bo na samej końcówce Madzia i Weronika miały trudności z wyprowadzeniem skutecznego ataku i przebiciem się przez blok brylującej w składzie Praskiej 30, wysokiej i wtedy jeszcze świeżej fizycznie –  Julii Witak. Pomimo przegranej 23:25 nikt nie załamywał rąk, gra wyglądała bowiem efektownie, a na szczyty efektowności i efektywności (szczególnie w ataku) weszła Ola Nowak, seriami kończąc nasze akcje.

            Z podobnym układem akcentów siły drużyny mieliśmy do czynienia w następnym meczu, z nieznaną nam bliżej 13 Radom. Zespół ten miał bowiem w składzie wysoką, sprawna i skuteczną w atakach Marysię  Woźniak. Radom miał więc czym postraszyć. Już w pierwszej akcji okazało się, że obawy były uzasadnione. Raz za razem atomowe ataki wyprowadzała wcześniej wspomniana Marysia. My jednak odpowiedzieliśmy, na przemian, Nowaczkiem, Kempfiaczkiem i Olutą! A do tego Magda i Weronika słały na druga stronę kąśliwe kiwki. Że też ta dziewczyna miała tyle siły! Na jej grze opierała się cała skuteczna gra ofensywna  Radomia. Talent czystej wody! Ale w siatkówce wygrywa zespół, a myśmy Marysi przeciwstawili team. W meczu zapoznaliśmy się z większością możliwych remisów, aż do stanu 18:18. Wtedy to opadła już z sił liderka Radomia posłała dwie piłki w out, myśmy dołożyli atak, kiwkę i było po wszystkim. Doskonałą grę w tym spotkaniu, punktem kończącym ukoronowała Ola Nowak. 25:22. Brawo drużyna! Po tym niezwykle emocjonującym meczu spostrzeżenia miałem takie: doskonałe przyjęcie, mądra gra na siatce (kilka wygranych przepychanek bez błędu dotknięcia) oraz im trudniejszy przeciwnik, tym lepsza gra! I super!

W ostatnim meczu SMS Warszawa nie był nas już w stanie zatrzymać. W meczu bez historii odnieśliśmy nadspodziewanie wysokie zwycięstwo – 25:11. W tym meczu Ala Ratowska potwierdziła, że umie przepięknie bronić a Ola Nowak ponownie błyszczała skutecznością ataku!

Pomimo tego, że pewne dziewczynki były przeze mnie szczególnie wyróżniane, to najwyższe wyrazy uznania należą się całemu zespołowi, z trenerem na czele. Brawo! W pełni zasłużyłyście na trening z Bereniką, Olą, Kingą i Olgą!

             A propos, mówię pewnemu znajomemu, że dziewczyny idą na trening z Siódemką, a ten mnie pyta A kto to Siódemka? Ręce opadają…..

 

Pan Sieczychowy

 

 

 

Veni, vidi, vici

15.04.2014r. nasze Młodziczki (rocznik 2000) wyjechały do Włoch na międzynarodowy turniej towarzyski w Veronie.  Po drodze zaplanowano również jednodniowy przystanek w Wenecji i dziewczęta miały szansę zwiedzić to piękne miasto. Następnego dnia, 17.04.2014 po dotarciu do hotelu i zakwaterowaniu podopieczne Trenera Krzysztofa Kuny rozpoczęły turniej z przytupem czyli od… przegranej.  Ci którzy byli na miejscu oraz same zawodniczki przyznają, że był to mecz jak z koszmaru i każdy chciał o nim szybko zapomnieć. Dodatkowo zawodniczki spotkały się z sędziowaniem na niespotykanym dla siebie poziomie ;). Okazało się, że nasze dziewczyny mają jakieś sposoby na kasowanie pamięci, bo w kolejnych meczach grały dokładnie tak, jak by tego pierwszego meczu nie było. Wpadka z początku turnieju nie przeszkodziła Młodziczkom w awansowaniu do półfinału. W meczu o finał dziewczyny zmierzyły się z „zapomnianymi” przeciwniczkami z pierwszego meczu. Nasze przeciwniczki musiały przeżyć swojego rodzaju szok doznając porażki 0:2. Zapewne przyglądały się grze naszych zawodniczek w innych meczach, jednak na boisku widziały „inne” zawodniczki niż te w meczu otwarcia.

Przez cały turniej z meczu na mecz młode siatkarki LTSu rozkręcały swoją formę i w finale chyba osiągnęła ona swój szczyt, bo wygraliśmy wyjątkowo gładko nie dając przeciwniczkom przekroczyć 20 oczek.

Najlepszą zawodniczką turnieju została nasza środkowa: Emilia Sikora. Ponieważ to turniej towarzyski pojechały z nami również dwie zawodniczki z zaprzyjaźnionych klubów: Ola Rojecka (6 Radom) oraz Ola Kąpińska (Rosario Lubowidz).

Z turnieju nasze młodziczki przywiozły jednak nie tylko piękny wielki puchar. Przywiozły ze sobą mnóstwo kontaktów i nowych przyjaźni. Turniej przeszedł już do przeszłości ale nasze dziewczyny wolne chwile świąteczne spędzają często przed komputerami rozmawiając ze swoimi nowymi koleżankami z Włoch i Słowenii. Miłe to i budujące, że udało się połączyć przyjemne z pożytecznym a nasze pociechy dodatkowo na samym turnieju jak i po jego zakończeniu szlifują angielski. Ba! Nawet niektóre zaczynają łapać włoski!

Arrivederci Amici!

Kilka słów o wygrywaniu

Jakże miło wrócić do relacjonowania wydarzeń związanych z minisiatkówką! Im bowiem niżej w hierarchii wiekowej żeńskiej siatkówki, tym doznania są szczersze i głębsze, gra zawodniczek – bezkompromisowa, a emocje przeogromne. Dawno już nie pisałem o naszych maluchach, bo też ostatnimi czasy bardziej byłem zaangażowany w starsze roczniki. Jako, że te skończyły już sezon (nad czym cały czas ubolewam i czego ciągle pojąć nie mogę), teraz całą uwagę będę mógł  skupić na tych, które ostatnio zaniedbywałem, a które na ta uwagę niewątpliwie zasługują. Jak bowiem pewnie pamiętacie, z występami zawodniczek z grupy trenera Olka Miętka nierozerwalnie wiązały się pozytywne emocje. Nie chodzi oczywiście o wygrane (choć te często są ich udziałem), ale o ich niezmierzone pokłady zaangażowania i waleczności.

Sprawdzianem aktualnej formy naszych najstarszych mini-siatkarek był turniej o puchar Dyrektora MOSiR w Łodzi. Do gier wystawiliśmy dwa zespoły (I- Ola Kempfi, Ola Nowak, Ala Ratowska, Magda Piłatowicz, Weronika Mituniewicz (k), II – Marysia Macioch, Agnieszka Gronek, Iga Malinowska, Klaudia Rokicka, Julia Szymańska (k), Ola Misztal).

 Kwestia jednego punktu…

Myślę, że taki tytuł to dobry pomysł na opisanie dokonań II zespołu. Do owej kluczowej kwestii, która ciąży wszystkim naszym zespołom, a której warto poświęcić kilka zdań, jeszcze dojdziemy. Zanim bowiem doszło do nieszczęsnego meczu z Juvenią Rawa Mazowiecka, II zespół potykał się z SP 220 Warszawa, SP 137 Łódź, UKS III Ozorków i ŁKS III Łódź. Na pierwszy ogień poszła SP 220…a w zasadzie to Warszawianki wzięły nas na ruszt i pozwoliły ugrać zaledwie 3 pkt. To chyba dobrze, że nie widziałem tego spotkania, bo w trzech następnych dziewczyny spokojnie wygrywały, do 8, 9 i 10 pkt prezentując bardzo poprawną siatkówkę. Kiedy więc stanęliśmy do decydującego o awansie meczu, wydawało się, że nasz drugi skład był rozegrany i gotowy na awans. I wszystko szło dobrze aż do stanu 14-10. Wystarczyło wygrać jedną piłkę! (mecze grane były do 15 pkt), ale z niezrozumiałych względów dziewczyny tego nie zrobiły i przegrywając 5 kolejnych piłek, przegrały mecz. Jak widać, takie rzeczy zdarzają się nie tylko kadetkom (do dziś nie mogę zrozumieć jak mogły przegrać awans do półfinału MP ze Starym Sączem). Jeśli rywal jest na deskach, to trzeba go skończyć! Po prostu! Takie sytuacje zdarzały sie koleżankom z pierwszego składu, młodziczkom, wspomnianym wcześniej kadetkom i za każdym razem jest to dla mnie druzgoczące. Oby była to dla nich nauczka!. Na szczęście w dalszych grach, nasze pociechy zrehabilitowały się wygrywając kolejne mecze z Budowlanymi Łódź (15:11) oraz SMS Łódź (15:12), czym ostatecznie wywalczyły sobie IX miejsce. Zwarzywszy na ogólną liczbę zespołów (24) wynik jest bardzo dobry, ale biorąc pod uwagę prezentowany poziom gry – miejsce powinno być znacznie wyższe! Kiedy już mowa o poziomie poszczególnych zawodniczek tego składu, to zapewniam, że każda z nich na przestrzeni ostatnich tygodni zrobiła widoczny postęp. I tak po kolei: Marysia Macioch – zdecydowanie lepiej broni, zgrabnie plasuje, ma groźną zagrywkę – ogólny postęp!, Agnieszka Gronek – każde jej wejście na boisko było wielkim wzmocnieniem, szczególnie w zagrywce i obronie, Iga Malinowska – zaczęła wykorzystywać doskonałe warunki fizyczne i nierzadko juz potrafi mocno i pewnie zaatakować, Klaudia Rokicka – zdecydowanie lepiej porusza sie po boisku, łapie dynamikę, koordynację i pewność, a kiedy już wyzbędzie się tremy – drżyjcie przeciwnicy (serio, serio!), Julia Szymańska – choć nadal nadekspresyjna, to na szczęście mniej niż kiedyś, potrafi za to silnie uderzyć, ładnie dograć i co najważniejsze, nie ma dla niej straconych piłek (!). A na koniec Ola Misztal- hmmm- co napisać, że świetna w bloku (?), że w nogach ma windę jak mało która, że zdarzają się jej ataki zmuszające do zastanowienia, skąd tyle siły w tych chudziutkich ramionkach? W jej przypadku pracę trenera widać gołym okiem: Ola już nie porusza sie po boisku tanecznymi pląsami (no dobrze – robi to coraz rzadziej…), jest bardziej skupiona i skoncentrowana. Gęba mi się cieszy, kiedy wyobrażam ją sobie za dwa lata. Tak trzymaj Misztalek!

Wspólnym jednak mianownikiem ich wszystkich (także tych z podstawowego składu) jest coraz bardziej widoczna umiejętność wykorzystywania wyuczonych zagrań oraz sposobu poruszania się po boisku.

Kilka słów o najlepszych

Przejdźmy teraz do tego co najlepsze – pogadajmy o wygrywaniu! Dla opisania przebiegu turnieju, z perspektywy I składu posłużę się muzyką. Trzymałem to na lepszą okazję, ale myślę że warto poświęcić to na maluchy. Pewnie nie wszyscy czytający te słowa o tym wiedzą, ale był sobie kiedyś taki zespół Dire Straits, który w 1985 roku popełnił utwór Money for Nothing. Piosenka zaczyna się ospale: jakieś organki, leniwy wokal Stinga….nuda …..ale gdy wchodzi perkusja a potem gitara, jazda wywołująca dreszcze trwa już do końca! Taki też był turniej w wykonaniu naszej najlepszej czwóreczki. W ich przypadku gry grupowe stanowiły jedynie preludium do siatkarskiej uczty, i dlatego tylko z reporterskiego obowiązku odnotuję uzyskane w tej fazie wyniki: UKS SMS Łódź 15:10, Lider II Konstantynów Łódzki 15:10, ŁKS VI Łódź 15:0, SMS II Warszawa 15:11, Siata Łódź 12:15 (!). Nieznaczna porażka z Siatą Łódź, w pierwszej rundzie gier finałowych skazała nas na SMS Warszawa. Cóż, jeśli nie chce się wygrywać wygranych meczy – wpada sie w kłopoty. Nie dość bowiem, że kłopotów można się było spodziewać, (bo SMS to zespół mocny i ambitny, a do tego opromieniony sukcesami starszych koleżanek – młodziczki awansowały do turnieju finałowego MP!), to obawy stały sie rzeczywistością. Zawodniczki SMS-u od pierwszych piłek rzuciły sie nas, a my …(?) graliśmy, jakbyśmy nie chcieli grać…. Jeśli wspomnę, że Madzia dokonała niedokonywalnego i ze śmiertelnie poważną miną wykonała zagrywkę z…. 4 metra boiska (mistrzostwo świata i okolic!!), a Ala zamiast rozgrywać zaczęła kiwać – wynik był oczywisty – 0:3 i 3:7. Na szczęście interwencja trenera opanowała sytuację i po czasie dziewczyny zaczęły koncert gry. Weszła perkusja: punktowe ataki Oli Nowak i Oli Kempfi. Partia gitarowa: asy Oli Kempfi, kiwka Nowaczka w 7 metr, kolejny as Kempfiaczka! Od 8:10 dojechaliśmy na 13:11! Choć SMS wyrównał, niezawodna Ola Kempfi agresywną kiwką skończyła nam mecz. Co znamienne nasze dziewczyny pokazały godną pozazdroszczenia odporność psychiczną – potrafiły podnieść się po serii błędów, wytrzymać napór przeciwnika oraz poprawnie powtórzyć poprzednio zepsutą akcję. W drodze do finału stał nam teraz gospodarz – ŁKS Łódź. Przyznam, że bałem się tego meczu jak ch…..ra. Słyszałem wcześniej, że jest to bardzo mocny zespół – wysoki, poukładany, mocny. Moją obawę dodatkowo podsyciły dokonania łodzianek na tym turnieju – lały wszystkich efektownie i efektywnie!

Początek meczu zdawał się potwierdzać wszelkie obawy – do stanu 1:4 gospodynie dominowały w stopniu wręcz absolutnym! Potem jednak Nowaczkowi przytrafiła się seria bloków i nagle po strasznej dominacji nie było juz śladu! ŁKS musiał być bardzo zaskoczony, że znacznie od niech niższe dziewczyny ośmieliły się podnieść głowy. ŁKS zaczął popełniać błędy, a my hajda na faworyta! 8:8, 9:8..10:8! Walka była o każdy punkt! Bloki, ataki, obrony – wszystko pierwszorzędne! Po rozkojarzeniu Madzi nie było już śladu – popisywała się mądrymi kiwkami a obicie bloku z lewego skrzydła (dające nam remis 13:13) zmyło z niej wszelkie poprzednie przewinienia! Nie pamiętam, kto zdobył decydujący punkt. Nieważne! Radość była przeogromna, bo i rozstrzygnięcie potencjalnie nieprawdopodobne. Wygrał zespół – Ala (co zaskakujące) obroną i wystawą, Madzia kiwkami, Weronika obroną, Nowaczek i Kempfiaczek – blokiem, atakami i przyjęciem. Nie było słabych punktów, nie było roztargnienia, była konsekwencja, waleczność i wola zwycięstwa.

Tak nastawiony zespół nie miał prawa przegrać finału! SP 220 trzymała się do stanu 4:4 a potem zaczął się marsz ku zwycięstwu: 7:4, 9:5, 10:5, 14:9.   Mecz i turniej soczystym atakiem skończyła Ola Nowak. To był kolejny popis gry zespołowej! Gdybym miał kogoś wyróżnić, to bez wahania wskazuję Olę Kempfi. Nie za doskonałe ataki, agresywne kiwki czy świetną zagrywkę, ale za jej ducha! To prawdziwy wojownik – pewna siebie, waleczna, wspierająca koleżanki w trudnych chwilach. Brawo Ola!   

A teraz uwaga – zwracam się do zawodniczek: nie popadajcie w samozachwyt! Pamiętajcie, że jesteście tak dobre jak wasz ostatni mecz. Nie będą się dla Was liczyć dotychczasowe wygrane, choćby mnogie i najpiękniejsze, jeśli przegracie najważniejszy mecz. Nic Wam się nie należy i nikt Wam wygranej nie odda za darmo! Stając więc do następnego meczu zapomnijcie o triumfie w Wieliszew Volley Cup, zapomnijcie o wygranych turniejach w Płocku i Łodzi. Nieważne jest, że na razie jesteście najlepsze w Kinderze. Wielkimi krokami zbliżają się najważniejsze dla Was mecze. Każdy ostrzy sobie na Was zęby! Hasło Bij mistrza! obowiązuje! Wychodząc na każdy następny mecz pamiętajcie o koncentracji i wykonywaniu poleceń trenera! Nieważne co Wam się wydaje – to jednak bardzo pomaga w wygrywaniu!

A teraz kilka słów o organizacji. Jeszcze przed turniejem moje wielkie obawy budził hurraoptymizm organizatorów, co do tempa przeprowadzenia turnieju. Zgodnie z założeniami, do rozegrania było blisko 100 spotkań (!), a wszystko to miało się zakończyć ok. 15.00! Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że gry grupowe zakończyły sie po niespełna 3 godzinach! A o 15.30 jedliśmy już obiad! Najwyższy podziw i uznanie były powszechne, bo tak zorganizowane turnieje to prawdziwa rzadkość. Tym bardziej więc cieszy nawiązanie współpracy z działaczami ŁKS-u i  zaproszenie nas na następny turniej- tym razem rozgrywany w kategorii młodziczek. Brawo organizatorzy!

Tytułem podsumowania- turniej po raz kolejny pokazał, że jeśli dziewczyny skupione są na grze, prezentują świetny poziom. Dodatkowo, bardzo wyraźnie widać, że tzw. drugi skład jest coraz lepszy i jest coraz bliżej pierwszej czwóreczki. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego z tego rocznika możemy mieć wielką- podkreślam- WIELKĄ POCIECHĘ!

 

Pan Sieczychowy

 

 

Kinder po nowemu

Jak ostatnio donieśli nasi informatorzy, a co można było znaleźć także na niezawodnej pod tym względem stronie UKS Esperanto Warszawa, podjęto słuszną decyzje o zmianie zasad rozgrywania turniejów kwalifikacyjnych czwórek rozgrywanych w ramach Mistrzostw Polski, sponsorowanych i znanych pod nazwą Kinder Sport.
Dla przypomnienia, poprzedni system zakładał, że po rozegraniu pierwszego turnieju kwalifikacyjnego (w którym to z resztą jedna z naszych czwóreczek odniosła znaczący sukces, plasując się na I miejscu na Mazowszu), najlepsze drużyny zostaną rozrzucone po grupach i grać będą z przesuwającymi się rotacyjnie słabszymi zespołami. W praktyce dla najlepszych oznaczało by to comiesięczne męki ze słabeuszami, bez szansy sprawdzania się z równymi sobie. System był demotywujący i najlepszym nie przynosił żadnych korzyści szkoleniowych. W tym systemie, jedyną drogą do utrzymywania kontaktu z najlepszymi była konieczność uczestnictwa w turniejach towarzyskich.
Na szczęście, siatkarscy decydenci uwzględniając powszechną reakcję trenerów poszli po rozum do głowy i zmienili ten chory system. O dziwo, teraz skonstruowali go w sposób całkowicie eliminujący poprzednie mankamenty:
1.      uwzględniając wyniki poprzedniej rundy, drużyny podzielono na 10-12 zespołowe ligi (I-IV), po dwie grupy w każdej lidze (5-6 drużyn),
2.      mecze rozgrywane są systemem każdy z każdym,
3.      awans do wyższej ligi uzyskują zwycięzcy grup oraz wygrani meczy barażowych,
4.      spadają natomiast ostatnie zespoły i przegrani baraży,
5.      podstawą awansu do (16 zespołowego turnieju finałowego) jest suma punktów uzyskanych we wszystkich turniejach kwalifikacyjnych,
6.      punkty przyznawane są w zależności od zajętego miejsca w grupie oraz szczebla ligi (triumfatorzy grup I ligi otrzymują po 45 pkt, ostatnie miejsca w I lidze oznaczają dopisanie 33 pkt a zwycięzca II ligi dostaje 35 pkt – ostatni w II lidze zbierze natomiast 23 pkt. itd.).
Jak to wszystko ma się do naszych zespołów? W turnieju kwalifikacyjnym (także liczonym do rankingu punktowego) uczestniczyły nasze dwie drużyny. Jak już wspomniałem, pierwszy zespół wygrał swoją grupę i osiągnął najlepszy bilans małych punktów spośród wszystkich drużyn Mazowsza. Nie ma się jednak co ekscytować, bo prawdziwy test przejdzie teraz. W grupie spotka się bowiem z 13 Radom, Praską 30, SMS Warszawa oraz Olimpia Węgrów. Z każdym można tu przegrać! To absolutny szczyt Mazowsza. Do pełni szczęścia brakuje wprawdzie kilku zespołów (np. Esperanto Warszawa i SP 220 Warszawa), ale i tak każdy mecz będzie prawdziwym wyzwaniem.
Wyniki naszej drugiej drużyny pozwoliły jej zająć fotel lidera III ligi. O awans i najwyższą zdobycz punktową walczyć będą z Plas Warszawa, 13 Radom III, Blok Warszawa, Jedynka Kozienice oraz Nike Ostrołęka III. Chłodna ocena możliwości naszych zawodniczek pozwala wierzyć, że każdy z tych zespołów jest w zasięgu. Tu jednak także potrzebna jest chłodna głowa i gorące serce. Bez rozwagi i waleczności nic się jednak nie osiągnie. Oby nasze wychowanki pamiętały o tym na boisku!
O terminie rozgrywania najbliższego turnieju mistrzowskiego będą Was informował.
A teraz małe zaproszenie na turniej w Łodzi. W ramach przygotowań do Kindera, nasze czwóreczki jadą do Niegdyśniejszej Stolicy Polskiej Przędzy, walczyć o  puchar dyrektora MOSiR (jak najbardziej współczesny). Turniej odbędzie się w najbliższą sobotę (12 kwietnia) w hali sportowej MOSiR przy ul. Skorupki 21. Start o godz 9.00. 24 zgłoszone zespoły zostały podzielone na cztery grupy, w których mecze rozgrywane będą systemem każdy z każdym (do 15 pkt). Dwie najlepsze drużyny awansują do grupy mistrzowskiej, pozostałe będą grały o miejsca niższe. Bez względu na miejsce, każda drużyna w turnieju rozegra jednak aż 8 spotkań. Naszym drużynom los przydzielił w jednej z grup: SP 137 Łódź, Juvenię Rawa Maz, SP 220 Warszawa, UKS III Ozorków i ŁKS Łódź, a w drugiej: UKS SMS Łódź, Lider Konstantynów Łódzki, SMS Warszawa, Siata Łódź oraz ŁKS Łódź. Bardzo ciekaw jestem zobaczyć w akcji zespoły ŁKS-u oraz Lidera Konstantynów Łódzki, bo jak wieść gminna niesie prezentują niebotyczny poziom.  
O wynikach dam znać niezwłocznie, ale gdyby ktoś chciał mieć to live….zapraszam na halę. Będzie można pokrzyczeć (nawet opętańczo!!), zjeść obiadek za 12 złociszy…. są chętni?
 
Pan Sieczychowy

Każdy ma szansę

W ostatnich dniach ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego PZPS w Sosnowcu doszły nas dobre wieści. Jedna z legionowianek – uczennica kuźni przyszłych reprezentantek kraju – dostała powołanie do kadry narodowej!

Justyna Antosiewicz – bo o niej mowa- w ramach przygotowań do zbliżających się kwalifikacji do mistrzostw Europy juniorek, w najbliższym czasie (9-15 kwietnia) uczestniczyć będzie w turnieju towarzyskim w Rosji (Moskwa), a następnie jedzie wylewać siódme poty i przerzucać kilogramy na zgrupowaniu w Szczyrku. 

Justynce, jak i całej reprezentacji narodowej życzymy pokonania reprezentacji Włoch, Hiszpanii i Danii, braku kontuzji i humoru po powrocie do kraju, a Jej Rodzicom z całego serca gratulujemy Takiej Córki.

           Przy okazji także z przyjemnością donoszę, że jedna z naszych zawodniczek – Krysia Pietraszkiewicz od nowego sezonu zostanie włączona do szerokiej kadry Siódemki Legionowo i będzie się z nią przygotowywać do rozgrywek ligowych.

Krysia jest najlepszym przykładem na to, że sukces nie jest nieosiągalny! Możecie wierzyć lub nie, ale mam teraz przed oczyma scenę sprzed kilku lat, w której malutka wtedy Krysia w rozmowie z koleżankami mówi: Jak to? Małe nie mają szansy na grę? Właśnie, że mają!. Jej osoba dowodzi, że sukces jest na wyciągnięcie ręki i że warto na niego ciężko pracować. Trzeba też być tak zdeterminowanym i oddanym siatkówce jak ona – nie każdy potrafiłby wrócić do gry po tak ciężkiej kontuzji, jakiej doświadczyła ta zawodniczka. Także, Rodzicom Krysi również gratulujemy wychowania takiej pociechy.       

       Adeptki siatkówki LTS Legionovia Legionowo, jeśli chcecie być jak Justyna i Krysia – DO PRACY!!
 
Pan Sieczychowy