Klasa siatkarska dla rocznika 2001

Z przyjemnością możemy już oficjalnie poinformować, że od nowego roku szkolnego, w Zespole Szkół w Legionowie w Gimnazjum Nr 4 im. Aleksandra Kamińskiego funkcjonować będzie klasa sportowa o profilu siatkarskim.  

Jest to kolejna już odsłona owocnej współpracy, jaka zawiązała się pomiędzy Dyrektor Szkoły  – Panią Agnieszką Jakubowską a LTS Legionovia Legionowo. Mówiąc o kontynuacji, mam na myśli klasę siatkarską dziewcząt z rocznika 2000, prowadzoną przez trenera Krzysztofa Kunę. Powołanie do życia klasy dla rocznika 2001 bazuje na doskonałych doświadczeniach starszych koleżanek. Priorytetem jest bowiem – i tu mogę zaskoczyć wielu sceptyków lub opacznie rozumiejących intencje pomysłodawców –  nie sama siatkówka, ale wychowanie i wykształcenie młodzieży w oparciu o siatkówkę.  Różnica wydawałoby się subtelna ale zasadnicza.  Gwarantem powyższego z pewnością będzie osoba trenera Aleksandra Miętka, prowadzącego zajęcia sportowe w tej klasie.  

Nauka w klasach sportowych, funkcjonujących pod patronatem LTS Legionovia jest na pierwszym miejscu. Z takim samym założeniem przystępujemy i do tej inicjatywy – stąd między innymi, jednym z kryteriów kwalifikacyjnych dziewcząt kandydujących, są dotychczas osiągane wyniki w nauce.

 

            Wszystkich zainteresowanych szczegółami zapraszamy na spotkanie informacyjne, które odbędzie się w siedzibie szkoły tj. w Legionowie przy ul. Zegrzyńskiej 3, w najbliższą środę (2 kwietnia) o godz. 19.00 

Przekaż 1% na TWÓJ KLUB

Jak powszechnie wiadomo działalność klubów sportowych zajmujących się szkoleniem młodzieży jest niedofinansowana. Choć więc kluby pozyskują środki na działalność z różnorakich źródeł (dotacje samorządowe, darowizny, składki członkowskie), to zmuszone są poszukiwać coraz to nowych form finansowania.

Możliwości takie od kilku już lat stwarza odpis 1 procenta podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Choć nasz klub, jak na razie, nie posiada takiego statutu, to jednak znalazł możliwość skorzystania z tego dobrodziejstwa.

Pomimo wielu problemów udało nam się w tym roku przystąpić do inicjatywy pozyskania tych funduszy poprzez  nawiązanie współpracy z Fundacją Partnerstwo. Fundacja ta – już od 5 lat- pozyskane w ten sposób środki przekazuje klubowi wskazanemu przez podatnika.

Aby 1 procent wojego podatku trafił do LTS Legionovia niezbędne jest wykonanie następujących czynności:

  1. w rocznym rozliczeniu podatkowym, w części dotyczącej WNIOSKU O PRZEKAZANIE 1 PROCENTA PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO  (OPP) w rubryce Numer KRS należy wpisać:  0000197334 
  2. w części dotyczącej INFORMACJI UZUPEŁNIAJĄCYCH w rubryce Cel szczegółowy 1 procenta należy wpisać LTS Legionovia ul.Parkowa 27a, 05-120 Legionowo.

W deklaracji wyglądać to powinno mniej więcej tak:

H. WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1 PROCENT PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)

Należy podać numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego (Numer KRS) organizacji wybranej z wykazu oraz wysokość kwoty na jej rzecz 

124. Numer KRS  0000197334 

Wnioskowana kwota                                                                          Kwota z pozycji 125 nie może przekraczać 1 procenta kwoty z poz. 112 po zaokrągleniu do pełnych dziesiątych groszy w dół                                             

125.                   XXX zł.  XX gr. 

I. INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE Podatnicy, którzy wypełnili część H, w poz. 126 mogą podać cel szczegółowy 1 procenta, a odznaczając kwadrat w pozycji 127wyrazić zgodę na przekazanie swojego imienia, nazwiska i adresu wraz z informacja o kwocie z poz. 125. W pozycji 128 można podać dodatkowo informację, np. ułatwiającą kontakt z podatnikiem (telefon, e-mail).

126. Cel szczegółowy 1 procenta  LTS Legionovia ul.Parkowa 27a, 05-120 Legionowo

128.  

127. Wyrażam zgodę  X 

UWAGA! Pragnę wyjaśnić, że dokonanie odpisu 1 procenta podatku maja prawo wszyscy podatnicy, bez względu na to, czy w danym roku US będzie im zwracał nadpłacony podatek, czy też nie. Innymi słowy- jeśli płacisz podatek, masz prawo dokonać tego odpisu! Szkoda byłoby zmarnować takiej okazji!

Choć z pewnością wielu z Państwa znajdzie odpowiedniejsze przeznaczenie 1% ich podatku, to jednak zwracamy się z prośbą o rozważenie możliwości przekazania tych środków na Nasz Klub. Z góry też dziękujemy za wyrażone zaufanie, które wróci do Was w postaci wyników sportowych oraz zadowolenia Waszych dzieci. 

Wszelkich dodatkowych informacji w tej sprawie udzieli Norbert Ciecierski tel. 501 131 061 norbert@legionovia.pl  lub www.legionovia.pl 

Minisiata wymiata

Miło nam poinformować, że nasze dziewczęta z „minisiatki” zaprezentowały się wyśmienicie na pierwszym turnieju Kinder plus sport, który odbył się w ostatni weekend w Międzyborowie. Pierwsze zmagały się na parkietach dwójki, do których zgłosiliśmy 4 zespoły. W związku z ogromna ilością (ponad 90 drużyn), turniej zakończy się w 28.03.2014. Legionovia I uzyskała wysoką lokatę ogrywając wszystkie do tej pory drużyny przeciwne, tak samo zaprezentował się zespół Legionovi III w innej grupie. Legionovia II przegrała jedynie jeden mecz i wygrała pozostałe, natomiast nasze świerzynki czyli Legionovvia IV, dziewczynki które grają w klubie bardzo krótko osiągnęły swój pierwszy sukces wygrywając jeden mecz

🙂 BRAWO!

Starsze o rok koleżanki grały również w sobotę. W kategorii trójek klub zgłosił na parkiety dwa zespoły, a mniejsza liczba zgłoszonych w Mazowszu zespołów w tej kategorii pozwoliła nam zakończyć pierwszy turniej z wynikami:

Legionovia I osiągnęła 3 miejsce w swojej grupie

Legionovia II miejsce 5.

Należy jednak liczyć na poprawę w dalszych kinderowskich rozgrywkach. Dziewczynki po raz pierwszy grały ze sobą w tych składach i kolejne zmagania pozwolą nam na pewno osiągać lepsze wyniki 🙂

W niedziele został rozegrany turniej czwórek w którym również zgłosiliśmy 2 drużyny. Zgłoszone drużyny podzielone zostały na 10 grup, a w grupach grało cztery lub pięć zespołów. Nasze dziewczynki trafiły do 2 grup czterozespołowych.

Legionovia I wygrała 3 mecze i plasuje się na miejscu pierwszym, a Legionovia II wygrała jeden mecz.

Gratulujemy trenerce Ani i trenerowi Olkowi i życzymy im kolejnych jeszcze lepszych wyników w dalszych rozgrywkach.

Kolejne rozgrywki odbędą się 28.03.2014w Międzyborowie (dwójki).

 

Magdalena Nartowska

Kadetki jadą do Skarżyska-Kamiennej

Dramatyczny finał wojewódzki, kadetki prowadzone przez Wojciecha Lalka, na szczęście mają już sobą. Następny etap w drodze do tytułu stanowi turniej rozgrywany w Skarżysku Kamiennej w dniach 28-30.03.2014.

 Z systemem gier czytelnicy zostali już zapoznani przy okazji ćwierćfinału juniorek. Gwoli przypomnienia wspomnę jednak, że w drodze do turnieju finałowego, na tym etapie mierzymy się z medalistami województw Małopolskiego (I m – MUKS Poprad Nowy Sącz), Podkarpackiego (II m – MKS MOS V LO Rzeszów), Lubelskiego (II m – SKS Szóstka TPS Ciała Podlaska) i Świętokrzyskiego (I m – MKS Gala Skarżysko Kamienna, III m – Salos Cortile Kielce).

 Podobnie jak wtedy tak i teraz 6 zespołów podzielone zostały na 2 grupy z czego nam przyszło grać z MKS Gala Skarżysko Kamienna i SKS Szóstka TPS Biała Podlaska. Te mecze rozegramy w sobotę (29 marca). Następnego dnia, przy założeniu zajęcia jednego z dwóch pierwszych miejsc w tej grupie, będziemy grać z przedstawicielami sąsiedniej grupy tj. I m A – II m B oraz Im B- II m A. To właśnie niedzielny mecz zdecyduje o awansie do kolejnego etapu rozgrywek.

Nie chce pisać o szansach, sile zespołów i ich potencjale. Można bowiem mnożyć przykłady nieprzewidywalności rozstrzygnięć (eliminacja z gier murowanego faworyta – juniorek Sparty Warszawa), zwrotów biegu wydarzeń (kontuzje w ćwierćfinale juniorek, fantastyczna postawa MUKS Rosario Lubowidz w grze o tytuł na Mazowszu), czy błędów w ocenie poziomu gry przeciwników (Pogoń Proszowice i SKS Szóstka TPS Biała Podlaska w półfinale MP młodziczek 3 lata temu w Białej Podlaskiej). Są to przykłady z życia wzięte, nakazujące do każdego przeciwnika podchodzić z respektem, pełną koncentracją i wolą wygranej. Mam nadzieję, że wszyscy już się nauczyliśmy, że pycha nigdy nie popłaca, a pokora – zawsze. Oby jak najliczniejsza grupa kibiców z Legionowa mogła więc oglądać LTS Legionovię  wychodzącą na mecze z takim nastawieniem.

Jako, że odległość do Skarżyska-Kamiennej jest niewielka, a nasze dziewczyny będą potrzebowały wsparcia, serdecznie zapraszam na wycieczkę.  Emocje gwarantowane.

 

Pan Sieczychowy 

 

 

Od zera do bohatera

Czy pamiętacie te wszystkie sportowe filmy, w których słaba drużyna złożona z nieudaczników (kujonów, tłuścioszków, leniuszków) plujących przez szparę w zębach, podjadających chipsy i zaczesujących palcami przetłuszczone włosy, przez większą część filmu dostaje wciry, później zaczyna wygrywać, a w decydującym meczu, po sromotnym laniu w pierwszej połowie i przemowie trenera, wygrywa upragniony puchar?  Zawsze myślałem, że to jest możliwe tylko w Hollywood, ale życie uczy, że z bohaterami takich opowieści  można się spotkać wszędzie. Nawet w Warszawie. Opowiem wam więc taką historię. Opowiem ją tak, jak ją czułem. Ostrzegam jednak – momentami będzie mało przyjemnie…

            Cześć pierwsza – Jesienny koszmar powrócił

            Z relacji live nic nie wyszło. Nie żebym miał z tym coś wspólnego i by było to urzeczywistnienie wojny prasowo-radiowej. O nie! Nie jestem zazdrosny o sławę, ale cieszyłem się, bo oznaczało to, że poszerzy się grono krzyczących gardeł. Po co komu siedzący w kącie gość, mamroczący do mikrofonu 1:0…out..zagrywka…znowu out..fascynujący mecz…taaak… jeśli o niebo bardziej może się przydać na trybunach?! A że nasze dziewczyny potrzebowały wsparcia – było oczywiste. Do Mistrzostw Mazowsza kadetek przystępowaliśmy bez kontuzjowanej Oli Rasińskiej, z kontuzjowaną (ale gotową do gry) Magdą Dąbrowską oraz z chorą Kasią Salamonik… Nie miałem pewności, czy Volley Płock wiedział o naszych problemach. Zakładam jednak, ze tak, bo od pierwszych piłek rzucił się na nas chcąc stłamsić i wykorzystać szansę. A my? Niby wiedzieliśmy, że w tych mistrzostwach każda piłka może być na miarę medalu, jego koloru i awansu. Niby wiedzieliśmy, że w poprzednim  meczu UKS Rosario Lubowidz postawił się MOS Wola Warszawa, a więc punkty z Volleyem Płock mogły być dla nas bezcenne. Niby to wiedzieliśmy…I co z tego, jeśli w zasadzie cały mecz byliśmy poza grą. Nie chcę się nad naszymi dziewczynami znęcać, ale jeśli powiem, że była to drużyna z październikowo-listopadowego koszmaru, to będzie to wystarczająco upokarzające i adekwatne do prezentowanego poziomu gry. Nie mieliśmy przyjęcia, ataku, obrony. Gdzie jest waleczność, gdzie zaangażowanie? Gdzie choćby cień drużyny sprzed tygodnia? Przegraliśmy zasłużenie 22:25. W drugim secie do stanu 11:4 wydawało się, że Młode Lalki weszły na prawidłowy poziom. Volley piłka po piłce odrabiał jednak straty, początkowo wolno i ociężale, ale po chwili już pewnie i radośnie. 13:13! Tak naprawdę tych kilka piłek zdecydowało o losie seta i meczu. To nic, że po asie Magdy Dąbrowskiej wyszliśmy na prowadzenie 22:20 To nic, bo zaraz potem oddaliśmy… 5 kolejnych piłek!! Staliśmy więc pod ścianą, a nie było nikogo, kto dawałby jakiekolwiek szanse na pociągnięcie gry. Ola Omelaniuk całkowicie straciła rezon, Milena Paszyńska dostała tylko cztery piłki, Kasia Salamonik znowu zeszłą pod ziemię, Madzia Dąbrowska bojąc się o nogę prawie w ogóle nie skakała, Natalia Nowak dokonywała wyborów zrozumiałych tylko dla niej, Ania Maziopa zupełnie straciła głowę i natychmiast zapominała wskazówki trenera… Kibice patrzyli i pytali: Co się dzieje, Czy to aby na pewno te same dziewczyny?. I co im odpowiadać? Twarze niby te same, ale poza tym drewniane nogi, sztywne ręce, puste głowy. Do tego te smutne miny… Takie to  przyodziane w stroje LTS-u golemy wyszły na trzeciego seta i psując, co tylko było do zepsucia, przegrały go do 16. Był płacz, było niezrozumienie, ale cóż – wtedy wychodziło na to, że w zasadzie jesteśmy już poza turniejem….

            Cześć druga – Milena!!! Milena!!!

            W kolejnym meczu mieliśmy zagrać z  UKS Rosario Lubowidz. Nie chce sie na temat tego zespołu rozpisywać. Atuty (?) – fajne środki, dobre rozegranie i absolutne zrozumienie na boisku. No i świetna Marcelina Karpińska. A do tego kibice: miód – malina! Fajny team i tyle.  A co z nami? Ch…….a wie, co z nami. Miałem plan! Dziewczyny po lodowatej kąpieli  z Płockiem, dziś otrzeźwieją, zagrają na miarę swoich możliwości i szybko wrócimy do domu. W ten plan postanowiła się włączyć Milena, która z okazji moich urodzin obiecała mi na boisku prezent. Dobra- myślę. obaczymy. No cóż….w pierwszym secie, siedzę i czekam. I nic. Obiecanki-cacanki. Inne chociaż nie obiecały, to i mogą się czuć bardziej komfortowo. BO WSZYSTKIE NADAL GRAJĄ JAK NOGI! Tragedia!!! W notatkach mam: błąd przyjęcia, błąd zagrywki, błąd ataku…nazwiska nieistotne. Tragedia!!! 1:3, 4:6, 5:9, 12:15, 16:20… Lubowidz szedł w tym secie po wygraną pewnie i pięknie – co z tego, że młodziczki, co z tego, że z dalekiego Lubowidza, jeśli na boisku o głowę przerastały nas…we wszystkim?  Brawo Lubowidz! Brawo Marcelina Karpińska, brawo Paulina Sobolewska. Brawo!  22:25 i już wystawiamy obydwie nogi poza grę… Ola Rasińska siedzi zmartwiała, kibice ucichli….dacie wiarę, kto nas poderwał? Płock! Dziewczyny z Volleya Płock w oczekiwaniu na swój mecz z MOS Wola siadły na naszych trybunach i to one krzyczały nasze piosenki! Nawet nieznana mi z nazwiska ich czarnowłosa atakująca – (Przyczyna mych zgryzot i obiekt mej sportowej nienawiści 🙂 , która w meczu przeciwko nam wkładała nam piłkę za piłką, teraz siedziała i krzyczała Trzy litery, jedno serce. LTS! Wspaniałe to było! Dziękuję od siebie i w imieniu dziewcząt! Szkoda, że to wszystko tak się dla Was skończyło…. Czułem się wtedy zawstydzony i rozbity… Nie cieszyło mnie początkowe 2:0. Nie cieszyło 4:3, bo co nam z tego? Matematyczne szanse na awans…z taką grą? Wolne żarty! I tak to okropieństwo sobie trwało…9:11 i trwało…14:17…ale powoli coś zaczęło się dziać…pojedyncze udane akcje….pierwszy w meczu blok…pojedyncze asy serwisowe… No i Milena, która chyba przypomniała sobie, co mi obiecała. W tym secie to była dziewczyna, która trzymała wynik. Powoli zaczęły do niej dołączać inne – Ola Omelaniuk zaczęła budzić się ze snu, Asia Wrońska zaczęła bronić w swoim stylu, Nawet Kasi Salamonik znudziło się w grobie i zaczęła z niego powoli wychodzić.  I tak zbierając punkt do punktu wyrównaliśmy 19:19,  a potem głównie dzięki Omi i błędom Lubowidza dołożyliśmy 4 pkt, co jak się okazało było decydujące. Wygraliśmy 25:22.

Z kolejnego seta pamiętam kilka rzeczy, z których jednak tylko jedną chcę pamiętać: wspaniałą grę Mileny Paszyńskiej! Gdyby nie energia tej dziewczyny, gdyby nie jej siła i jej punkty- seta przegralibyśmy nie 22:25 ale znacznie, znacznie wyżej. To ona broniła, to ona atakowała, to ona trzymała atmosferę, to ona zarażała nią pozostałe zawodniczki. I to dzięki niej owa energia przełożyła sie na kolejny set. A o czym chcę zapomnieć? A na przykład o wyniku  6:15 i absolutnym dnie, z jakim zapoznały się nasze dziewczyny. Nie potrafiłem tego pojąć. Trener też, który w wyraźnej desperacji, jeden z czasów pozostawił dziewczynom. Ten moment też chciałbym zapomnieć…. W tym secie wydarzyło się jednak coś bardzo ważnego – Lubowidz, mniej więcej w połowie partii- zaczął wykazywać wyraźne oznaki zmęczenia. Szczególnie wyraźnie było to widać po najskuteczniejszej i najgroźniejszej ich zawodniczce  – Marcelinie Karpińskiej.

W czwartym secie przecierałem oczy ze zdziwienia. Kilkukrotnie. Początkowo, po tym, jak po serii asów, bloków i ataków wyszliśmy na znaczne prowadzenie. 2:1, 5:1….8:1! Znowu pięknie grała Milena! Tak naprawdę tylko w niej upatrywaliśmy jakiejkolwiek szansy na sukces. (Pisząc my miałem głównie na myśli zawodniczki Volleya Płock, które nadal nas dopingowały). I Milena nie zawiodła w żadnym kryzysowym momencie seta: ani wtedy, gdy Lubowidz doszedł nas 14:13, ani gdy trzeba było powstrzymać Lubowidz i ową przewagę odbudować (w najlepszym momencie seta było 24:15 (przy udziale bezcennych zagrywek Oli Krzywańskiej). Jakim więc cudem set skończył się wynikiem 25:22? Ano za sprawą serwów wcześniej wspomnianej Marceliny! Przewaga topniała jak śnieg w majowym słońcu, gdyby oczywiście ten mógł się do maja utrzymać. Gdyby Marcelina nie zepsuła zagrywki, mogło być  różnie.

Oceniam, że o naszym ostatecznym sukcesie zdecydowały braki kondycyjne niektórych zawodniczek z Lubowidza. I Milena. Nasza bohaterka! W grze naszej środkowej nic się nie zmieniło – grała olśniewająco! A Lubowidz zaczął popełniać błędy, jak my wcześniej. To dlatego wygraliśmy tego seta 15:6. Nadspodziewanie wysoko. Skończę takimi oto konstatacjami: niewiele się w naszych szansach zmieniło. Nadal wisieliśmy nad przepaścią ale wydawało się, że wymęczony Lubowidz nie da rady Volleyowi Płock. Ze wstydem muszę przyznać, że absolutnie nie wierzyłem bowiem w jakiekolwiek szanse w ugranie czegokolwiek z mocarnym MOS Wola, który po  naszym meczu szybko rozprawił się z Płockiem. Bardzo wierzyłem, że naszą jedyną szansą była wygrana Volley Płock z Lubowidzem. Proste – Płock ma dwie wygrane i srebrny medal, Lubowidz trzy przegrane i jest poza turniejem , a my z jednym wymęczonym zwycięstwem  plasujemy się na 3 miejscu. Przyjaciele z Płocka, pokonajcie naszych przyjaciół z Lubowidza!  Kto przypuszczał, że wszystko tak się pomiesza?

            Cześć trzecia – Kwestia jednego seta

            Och jaką miałem ochotę wyślizgać się z meczu z MOS Wola! Miałem okazję, bo tego samego dnia grały przecież nasze mini-czwóreczki w Kinderze. Tak bardzo chciałem powiedzieć, że obiecałem drugiej córce, że będę u niej. Nawet już jej o tym wspomniałem. Więc musiałem wszystko odszczekać. I fajnie, bo… choć nie sprawdziły się nasze przypuszczenia co do wyniku meczu Płocka z Lubowidzem, to jego rozstrzygnięcie nie odebrało nam jednak szans. Lubowidz wygrał, ale nie był to wcale długi, wyrównany mecz.  Nikt nie przypuszczał, że Płock przegra 0:3 (!). Volley tym samym swój los składał w ręce LTS-u, drużyny zdesperowanej i walczącej o wszystko! Nierozsądnie! A wystarczyło im ugrać seta lub dwa! Wtedy my musielibyśmy wygrać z MOS-em za pełną pulę (3:0 lub 3:1), a tak do awansu wystarczyło nam wygrać 1 seta! Zdaje się, że ta świadomość uskrzydliła nasze dziewczyny, choć mecz zaczął się tak jak przewidywał scenariusz filmowy. Nie pamiętam dokładnie przebiegu tego seta, gdyż zamiast notatek skupiłem się na kibicowaniu. Poszedłem nawet za ławkę trenerską, by być bliżej. By przynieść dziewczynom szczęście (co za gość – myśli, że przynosi szczęście…). Pamiętam tylko, że po wyrównanym początku MOS powoli odjeżdżał: od 3:6 do 18:25. Ale nasza gra była już zupełnie inna! Każda z dziewcząt – z wyjątkiem Mileny, która przecież nic nie musiała poprawiać – grała o niebo lepiej- Ola Omelaniuk przypomniała sobie do czego służy ręka atakująca, Natalia Nowak zaczęła na boisku myśleć, Magda Dąbrowska z kolei, na szczęście przestała myśleć (o bolącej nodze), Asia Wrońska dokonywała cudów obronie, Monisia Oleszczuk zaczęła uderzać ze środka i pojawił się jej blok. Nareszcie miałem więc komu kibicować! Trybuny też, choć tym razem – ze zrozumiałych względów- już bez aktywnego udziału Volleya Płock. Wspierała nas za to aktywnie grupa kibiców z Lubowidza.

            Co zakłada scenariusz? No tak – nieudacznicy przegrywają (to już możemy odhaczyć), nieśmiało budzi się w nich duch (to juz też mamy za sobą), przegrywają pierwszą połowę (czy możemy uznać, że ten set taką był?). Teraz przyszedł więc czas na przemowę i wygrywanie…

Przy stanie 1:1, w drugim secie, po błędnym przyjęciu piłka ląduje na siatce i zawodniczka MOS Wola kończy bez jakiejkolwiek asysty i reakcji naszych zawodniczek. Natalka robi minę przegranej… trener Wojtek Lalek jest czujny ….natychmiast bierze czas…nie wiem co mówi, ale było to coś, co sprawia, że dziewczyny zaczynają walczyć jak za najlepszych czasów. Wyrzucają z głów obraz Wielkiego Potężnego MOS-u zastępując go postacią zwykłego przeciwnika. I co? Przy ogłuszającym dopingu wygrywamy tego seta….i z rozpędu kolejnego!!! 25:23, 25:21. Pach! Dokonało się! Płock jest poza turniejem, my jesteśmy na podium, a na dodatek niespodziewanie walczymy o srebro! Wystarczy wygrać jeszcze jednego seta! Kibice Lubowidza milkną i …o zdrajcy ! – zaczynają kibicować MOS Wola. Bez obaw! MOS jest bardzo mocny, ma też w składzie nasz odwieczny koszmar – Kasię Jędrzejewską, która choć męczona przez cały czas przez nasze zawodniczki zagrywką – pokazuje klasę i walczy. Walczy dla MOS Wola ale i dla swojego rodowitego klubu  (jest przecież z Lubowidza!). To pierwszoplanowa postać tego gwiazdozbioru! MOS wygrywa dwie kolejne partie i pieczętuje tytuł mistrzowski. Tym samym też UKS Rosario Lubowidz utrzymuje II miejsce a my także wskakujemy na podium. A Volley Płock…cóż, Miłe złego początki….- IV miejsce.

            Dla nas do wiadomość znakomita! Jedziemy walczyć dalej. Wiadomo było, że nie jesteśmy na tych mistrzostwach faworytem, ale tragedią było by nie przejść do dalszych gier. Szanse są, bo tym razem będziemy wzmocnieni Olą Rasińską i może tym razem – jak już wcześniej pisałem- los pokaże nam swoje lepsze oblicze. W ostatni weekend się do nas lekko  uśmiechnął. Oby to nie był koniec!

W tajemnicy powiem, że wiele na to wskazuje, a szczególnie gusła jednej z mam, która w kalendarzyku rozpiskę gier juniorek zakończyła na 1/4 finału. Kadetki ma rozpisane aż do finału. Dziewczyny słyszycie? Do finału!!!

Medaliści Mistrzostw niech przyjmą gorące gratulacje – szczególnie zawodniczki Lubowidza, co do których nie wiedziałem, że choć takie młode, to potrafią napsuć tyle krwi. Zawodniczki Volleya Płock niech przyjmą z kolei wyrazy otuchy, ale także podziękowania za wsparcie. Jeśli trzeba będzie, my także będziemy z Wami.

 

Pan Sieczychowy 

 

Skład brązowego zespołu LTS Legionovia – Wojtek Lalek (trener), Magda Dąbrowska, Ola Omelaniuk, Milena Paszyńska, Ola Krzywańska, Ania Maziopa (l), Natalia Nowak (k), Monisia Oleszczuk, Kasia Piłatowicz, Kasia Salamonik, Asia Wrońska (l), Monika Krośkiewicz, Patrycja Jóźwiak, Ania Machnacka  i Ola Rasińska.

Radiowa relacja Live z meczy Kadetek!! – Sobota, Niedziela

Z przyjemnością informujemy, że w ten weekend podczas Mistrzostw Mazowsza Kadetek w Warszawie dostępna będzie relacja na żywo przez radio internetowe.

Klikając na skrypt poniżej, będzie można posłuchać jak grają nasze zawodniczki.

Czekamy na Państwa opinie. Jeśli taka forma się spodoba bęziemy starali się ją udoskonalać.

Nadawanie będzie rozpoczęte ok 10 min przed kadym z meczy.

Mistrzostwa Mazowsza kadetek

            Po traumatycznych przejściach, jakich juniorki LTS Legionovia doświadczyły w ostatni weekend w Wieliczce, przyszedł czas na odkucie się w niższej kategorii wiekowej. W dniach 7-9 marca (piątek-niedziela), w Warszawie, w hali MOS Wola przy ul. Rogalińskiej 2 rozegramy mecze decydujące o medalach Mistrzostw Mazowsza kadetek. O tytuł zagrają :

1. UMKS MOS WOLA Warszawa

2. MUKS VOLLEY Płock

3. LTS LEGIONOVIA Legionowo

4. UKS ROSASRIO Lubowidz

            Pierwsze z wymienionych zespołów, jako zwycięzca rundy zasadniczej oraz v-ce lider tych rozgrywek – Volley Płock zagwarantowały sobie udział w turnieju niejako z urzędu. My nieszczęśliwie zajmując trzecie miejsce, zmuszeni byliśmy uczestniczyć w rozgrywkach dodatkowych, w których dwukrotnie pokonaliśmy NIKE Ostrołęka.

            Podobną, aczkolwiek bardziej wyboistą drogę przeszła drużyna z Lubowidza, która  do finałów musiała przebijać się z niższej klasy rozgrywkowej. Uczyniła to efektownie i nad wyraz skutecznie. Zespół ten jest dla nas swego rodzaju niewiadomą, gdyż nie mieliśmy okazji sprawdzić się z nimi już od dawna. Wiemy natomiast, że drużyna jest oparta o wygrywające wszystko (tegoroczny mistrz Mazowsza młodziczek) i ogrywających wszystkich (zespół w ostatnim roku przegrał zaledwie JEDEN istotny mecz!!) młodziczki. Z pewnością będzie więc to rywal niewygodny i trudny.

 Jak wiadomo sytuacje naszego zespołu bardzo skomplikowały kontuzje Oli Rasińskiej i Madzi Dąbrowskiej. Inne zespoły z pewnością poczuły krew i będą starały się ugrać jak najwięcej. Nasze priorytety i cele także uległy przewartościowaniu. Nie jesteśmy już jednym z faworytów. Jesteśmy jednym z pretendentów. Myślę jednak, że nasze dziewczyny już nie raz udowodniły, że waleczności i woli walki im nie brakuje. Jestem przekonany, że personalne (i nieodżałowane) osłabienia, mentalnie wzmocnią nasze zawodniczki i na parkiecie będziemy mieli festiwal siatkówki. Naszym niewątpliwym atutem jest też trener Wojciech Lalek, na którego czary bardzo liczę.

 Jak widzicie sprawa medali i kolejności miejsc na podium jest otwarta, dlatego też szczególnie gorąco zapraszam kibiców do wspierania naszych wojowniczek. Poniżej przedstawiam harmonogram gier.

Piątek 07.03.

Godz. 16:00 UMKS MOS WOLA WARSZAWA – UKS ROSARIO LUBOWIDZ

45 minut po zakończeniu meczu (tj. ok. 18.00): MUKS VOLLEY PŁOCK – LTS LEGIONOVIA LEGIONOWO

Sobota 08.03.

Godz. 11:30 LTS LEGIONOVIA LEGIONOWO – UKS ROSARIO LUBOWIDZ

45 minut po zakończeniu meczu: UMKS MOS WOLA WARSZAWA – MUKS VOLLEY PŁOCK

Niedziela 09.03.

Godz. 10:00  MUKS VOLLEY PŁOCK – UKS ROSARIO LUBOWIDZ

45 minut po zakończeniu meczu (tj. ok. 12.00) : UMKS MOS WOLA WARSZAWA – LTS LEGIONOVIA LEGIONOWO

            Na koniec uroczyste zakończenie turnieju i wręczenie medali. Oby z naszym udziałem.


 

Pan Sieczychowy  

Gloria victis!

 

                        Los bywa przewrotny, nieprzewidywalny i nieokiełznany. Los bywa okrutny. Los jednak daje sygnały, że szykuje podstęp. Zapominamy o tej prawidłowości lub nawet jeśli rejestrujemy te ostrzeżenia, to nie przyjmujemy ich do wiadomości. A los mówił nam: uważajcie, jest bardzo dobrze! Zbyt dobrze!

  Na ćwierćfinał Mistrzostw Polski Juniorek jechaliśmy doskonale przygotowani. Gry kontrolne pokazywały doskonałe zgranie zespołu, których poszczególne elementy zdawały się osiągać optymalną formę w optymalnym czasie. Do Wieliczki jechaliśmy w pełnym składzie – wszyscy zdrowi i doskonale nastawieni. Co więcej, analiza potencjałów siatkarskich przeciwników wskazywała, że każdy jest w naszym zasięgu. Nasze przypuszczenia co do poziomu rywali, potwierdziliśmy oglądając ich na żywo w akcji (po to przecież przyjechaliśmy do Wieliczki dzień wcześniej). Wydawało się więc, że wszystko gra i że zadbaliśmy o wszystko.

             Pierwsze dwa mecze pokazały nawet, że nasze analizy i nastawienie były nazbyt asekuracyjne, gdyż ani gospodarze (MKS MOS Wieliczka) w meczu z MKS San Jarosław (3:0) ani MUKS Jedynka Ostrowiec Świętokrzyski w meczu z BKS Szóstką Biłgoraj (0:3) nie pokazały niczego nadzwyczajnego. Prawdę mówiąc, byłem rozczarowany i negatywnie zaskoczony poziomem gry zaprezentowanym przez niektóre zespoły. W entuzjastycznym nastawieniu, co do naszych szans awansowych byłem jednak zdecydowanie tonowany przez trenera i zawodniczki. I dobrze, bo juz następnego dnia okazało się, że San Jarosław w meczu z Pogonią Proszowice (3:1) zaprezentował znacznie lepsza grę, w pełni uzasadniającą ich udział w tym etapie rozgrywek.  Po tym meczu wiadomo też w zasadzie było, że MOS lub San będą naszym przeciwnikiem w walce o awans.

            Zaczęło się dla nas wyśmienicie, bo mecz z MUKS Jedynka Ostrowiec Świętokrzyski przebiegł bardzo szybko i choć przeciwnik pokazał znacznie lepszą siatkówkę niż we wcześniej wspomnianym spotkaniu, ten był nad wyraz jednostronny. Każdy z setów z mistrz woj. świętokrzyskiego kończył się co najmniej 10 punktową stratą. Z kolei grę naszych dziewcząt można określić mianem koncertu! Grało wszystko i wszystkie: mieliśmy świetną zagrywkę, doskonały blok, super przyjęcie i efektowny atak. W zasadzie nie popełnialiśmy błędów własnych a organizacja gry stanowić mogła by za wzór. Wspaniałe zawody grała Ola Omelaniuk: jak zwykle była straszliwą bronią w polu zagrywki, a dodatkowo szalała w bloku i ataku. Klasą jednak samą dla siebie była Ola Rasińska: atakowała z przerażającą mocą i precyzją, była nieomylna w przyjęciu, groźna w zagrywce i doskonała w bloku. Choć siatkówka to gra zespołowa, to jednak rzec można, że ten mecz ta dziewczyna zawłaszczyła, była jego główna postacią i całkowicie ukradła dla siebie. I fajnie! I dobrze! Taki rodzaj kradzieży to nie grzech. Wspaniale jest patrzeć, jaki postęp na przestrzeni ostatniego roku stał się udziałem tej dziewczyny. Zadziwiające!

Choć nasz następny przeciwnik i bezpośredni rywal do zwycięstwa w grupie – BKS Szóstka Biłgoraj, w spotkaniu otwierającym zmagania grupowe nie zaprezentował najwyższego poziomu gry, to jednak nauczeni doświadczeniem przemiany zespołu z  Jarosławia, do meczu przystąpiliśmy w należytym skupieniu i koncentracją. W pierwszym secie przyniosło nam to owoce w postaci…co najmniej podtrzymania dotychczasowego poziomu gry. Oceniam bowiem, że nawet mimo zdarzających się błędów, nasz zespół grał bardzo dobrze. Oprócz wcześniej wspomnianych Oli Rasińskiej i Oli Omelaniuk, w tym secie świetnie zagrała Milena Paszyńska. Jej przymioty znamy: świetnie serwuje, jest dynamiczna i silna oraz uważna w bloku. W tym secie umiejętności te przekuwała w zdobycz punktową. Pokazała też wszystkim jak pięknie umie cieszyć się z wygranych piłek i jak skutecznie motywować. Taka ją lubię i taką Milenę chcę na boisku podziwiać! Choć seta wygraliśmy 25:19, to jednak Szóstka znacznymi okresami czasu pokazywała nam, że słusznie przewidywaliśmy progres ich gry.  To był bardzo trudny set i prawdę mówiąc wynik nie do końca odzwierciedlał przebieg gry – w pierwszym secie byliśmy lepsi ale dalszy przebieg meczu wcale nie jest oczywisty. Przewidywania okazały się prawdziwe, bo przeciwniczki już w pierwszych piłkach zdobyły przewagę i utrzymywały ją dość długo.1:3, 7:10, 9:13, 12:16. W najgorszym momencie seta mieliśmy 6 pkt. straty! Kiedy wydawało się, że wyszliśmy z opresji, kiedy wydawało się, że sytuacja jest już opanowana i na tablicy wyników ukazało się piękne 18:19 przyszedł pierwszy cios. Przewrotny los postanowił nas sprawdzić: pozwolił podgonić wynik, pozwolił uwierzyć w wygraną, pozwolił wkraść się w głowy zadowoleniu i wtedy … TRACH! Do asekuracji przetaczającej się po taśmie w aut, wyrównującej stan punktów piłki, poszły Krysia Pietraszkiewicz i Ola Rasińska. To się w siatkówce niestety zdarza, a zawodnikom najbardziej zaangażowanym i aktywnym, zdarza się najczęściej…stopa ześlizguje się po pięcie koleżanki i jest po wszystkim… Przez głowy przeleciały myśli: czy to poważne, kto za Dużą, co z przyjęciem, czy damy radę? Wojtek Lalek uspokaja zespół. Na boisko wchodzi Kasia Salamonik. Szok po stracie najlepszej zawodniczki był jednak zbyt duży i tego seta przegraliśmy 22:25. Na czasie jednak widać było, że dziewczyny są bardzo zmotywowane. W kolejnym secie dziewczyny pokazały całe piękno siatkówki! Od samego początku grały swoją grę, a w tym dziele, pięknie prowadziła je Justyna Antosiewicz. Jak dotąd niewiele pisałem o tej zawodniczce. To jednak błąd, bo Justyna już od pierwszego meczu grała doskonale. Szczególnie błyszczy w ataku i bloku. Świetnie też serwuje. To, że nagle sobie o niej przypomniałem wynika z tego, że to na nią, z jeszcze większą siłą spadła rola głównej punktującej (no bo jeśli nie ma Oli, to kto, jak nie ona?). W tym secie prowadziliśmy w zasadzie cały czas. Mieliśmy wprawdzie małe zachwianie w jego środkowej części (14:16) ale ostatecznie wygraliśmy trzema punktami. Seta ładnie skończyła Kasia Salamonik wywołując entuzjastyczną reakcję widowni. A wspomnieć należy, że w odległej Wieliczce zebrała się spora grupa rodziców, działaczy i sympatyków LTS-u. Było fajnie. I znowu wydawało się, że juz wszystko co najgorsze za nami, że sytuacja opanowana, że uspokoiliśmy grę, że jest dobrze, Że już nic nie może odebrać nam zwycięstwa…… Tak pięknie rozpoczęliśmy czwarty set: as Omi, atak Madzi, blok, blok… cudowne 5:1! I wtedy TRACH! DRUGI CIOS! Podpora naszego przyjęcia Magda Dąbrowska, dziewczyna, której jak dotąd nic nie mogło złamać, która mimo bólu przychodziła na treningi, którą czasami siła trzeba było ściągać z boiska (bo brzuch boli tylko trochę….), ta Madzia skręca kostkę! Nie wiedziałem co myśleć. Patrzyłem na nią, kiedy cieszyła się z wygranego punktu, podskakiwała z radości, by po chwili kulejąc zejść z boiska! Uwierzycie?! W jednym meczu, na przestrzeni 30 minut posypało się nam całe przyjęcie! Trener mówi, że w całej karierze coś takiego widzi pierwszy raz.

I co teraz zrobicie, zdawał się pytać przewroty los? Losie, za co to?!

Wielu zespołów by sie położyło i przegrało. Może i wiele, ale nie nasz, bo nasze dziewczyny, choć przegrały cztery kolejne piłki (5:5) zaraz wzięły się do roboty.  Znowu prowadziła je Justyna. Znowu świetnie grała Omi. Znowu można było podziwiać nieomylną Milenę. Dodatkowo koncert gry zaprezentowała Krysia Pietraszkiewicz. Naszemu libero, podobnie jak Justynie, nie poświęcałem wiele miejsca ale Krysia zasługuje na najwyższe uznanie. Dwoiła się i troiła, była wszędzie, a jak już tam była to odbierała i broniła dokładnie i pewnie. Zdobyła nawet punkt! Plasem! Libero! Tak walczyły nasze dziewczyny! Ależ ja z nich byłem wtedy dumny! Nieważne, że nie wykorzystaliśmy dwóch piłek setowych (24:22). Nieważne, że przegraliśmy tego seta 24:26. Może tak miało być?

Pewnie tak, bo w decydującym secie Biłgoraj trzymał się nas tylko do stanu 7:6. Wtedy nikt nie myślał, że naszym przeciwnikiem o awans może być San Jarosław. Nikt nie kalkulował, że może lepiej byłoby odpuścić i grać z MOS Wieliczka, który przy naszych osłabieniach wydawał się łatwiejszym rywalem. Zero kalkulacji! Na boisku była walka, determinacja i rządza zwycięstwa. I dobrze! I tak trzeba, bo to jest fair, bo tak jest uczciwie. Wobec siebie, koleżanek, kibiców i przeciwników. W takich to oto okolicznościach pozwoliliśmy Biłgorajowi ugrać tylko jeden dodatkowy punkt. 15:7. Radość była szalona! Opłacało się. Dla tej radości.

      Nie chcę wchodzić w szczegóły ostatniego meczu, choć był porywający emocjami, determinacją i walką. Wszyscy wiemy, że odpadliśmy przegrywając 0:3. Nie wszyscy jednak wiedzą, że pierwszego seta przegraliśmy na przewagi, że w dwóch następnych graliśmy z Jarosławiem jak równy z równym, że Jarosław pokonał nas siłą i warunkami fizycznymi. Tym czego się obawialiśmy.

   W meczu tym zdarzyły się rzeczy bardzo istotne. Wyszliśmy na mecz w absolutnie eksperymentalnym ustawieniu. Każda z dziewcząt ze swojej roli wywiązała się jednak znakomicie. Do Krysi, Justyny i Mileny, o grze których mógłbym pisać tylko to, co pisałem poprzednio, dołączyły Kasia Salamonik, Natalia Nowak i Monisia Oleszczuk. Swoje bardzo pozytywne epizody miały też zmienniczki – Ania Maziopa, Ola Krzywańska i Kasia Piłatowicz. Zwracam jednak szczególną uwagę na postawę Oli Omelaniuk, która na nowej dla siebie pozycji (atakującej) zagrała, tak jakby szykowała się do niej od zawsze. Brawo Omi. Brawo! Brawo! Brawo!  Dla mnie dziewczyna ta jest absolutnym odkryciem tego sezonu! Jej motoryka i sportowa agresja w połączeniu z mentalną metamorfozą daje oszałamiające wyniki! To jest przyszłość tego klubu!

            Głowy więc do góry! Łzy i czarne myśli precz!  W przyrodzie musi panować równowaga i jeśli los dowala dziś, jutro z pewnością pogłaszcze. Nie wierzę bowiem, że los jest ślepy i niesprawiedliwy. Los jest okrutny ale umie docenić. Wystawił naszą drużynę na próbę. Wyprowadził ciężkie ciosy, po których pod dziewczynami ugięły się kolana. Nasze Młode Lalki jednak wstały i podniesionymi czołami walczyły dalej. I to jest ich zwycięstwo. I to jest coś, za co sprawiedliwy los pokaże nam swoje sprawiedliwe oblicze. Jeśli nie w tegorocznych rozgrywkach kadetek, to za rok w juniorkach. Trzeba bowiem pamiętać, że ten sam zespół w przyszłym roku ponownie będzie miał szansę udowodnić swoją wartość w tej kategorii wiekowej w zasadzie niezmienionym składzie.

            Krzyczcie więc razem ze mną: gloria victis !!! (z łac. chwała zwyciężonym): Oli Rasińskiej, Magdzie Dąbrowskiej, Oli Omelaniuk, Justynie Antosiewicz, Milenie Paszyńskiej, Krysi Pietraszkiewicz, Oli Krzywańskiej, Ani Maziopie, Natalii Nowak, Monisi Oleszczuk, Kasi Piłatowicz i Kasi Salamonik.

Krzyczcie, bo warto!

            

 

Pan Sieczychowy