PlayOffy czas zacząć

W zeszłym roku skończyła się runda zasadnicza rozgrywek kadetek i juniorek. Jako, że z opisywanych przeze mnie szeroko (czasami zbyt obszernie) przyczyn, w rozgrywkach tych nie zajęliśmy miejsc dających nam bezpośredni awans do turniejów finałowych o mistrzostwo województwa, w tym roku przyszło nam uczestniczyć w grach barażowych. Kilkustopniowy system kwalifikacji, włącza do rozgrywek poszczególne zespoły w zależności od zajętego miejsca w grach ligowych. Jako, że my w rozgrywkach juniorek daliśmy się wyprzedzić kilku drużynom, do play off zmuszeni byliśmy przystąpić już teraz. Los i sportowy duch zespołów walczących w niższych klasach rozgrywkowych, za przeciwnika wskazały nam sąsiada – NOSIR Nowy Dwór Mazowiecki.

Pierwsze spotkanie rozegraliśmy u siebie 25 stycznia. Z sukcesem, bo trudno inaczej ocenić wynik 3:0 dla LTS, oraz znikomą zdobycz punktową gości (13, 9 i 8 pkt w kolejnych setach). Rozstrzygnięcie to w zasadzie dawało nam awans, bo trudno było się spodziewać byśmy w rewanżu pozwolili sobie na przegraną bez straty seta i w dodatku zdobycz punktową niższą niż 31 oczek. Musielibyśmy mieć bardzo zły dzień (jak nowodworzanki u nas), a to w kontekście obecnej formy Młodych Lalek nie wydawało się możliwe. Sport jednak – jak wiadomo- niesie ze sobą piękno w postaci niespodzianek. Na taką najwidoczniej liczyły nasze rywalki, z entuzjazmem zapowiadając srogi rewanż. Ich nadzieją mogła być wprawdzie absencja (także w tym meczu) podpory naszego przyjęcia Magdy Dąbrowskiej, jednak trenerskie czary-mary Wojtka Lalka ze składem LTS-u zrównoważyły ową niewątpliwą stratę. Do meczu przystąpiliśmy więc z dotychczasową środkową na pozycji atakującej, a atakująca miała okazję sprawdzić się na przyjęciu. W pierwszym meczu zagrało to doskonale. W tym kontekście więc jedyną szansą NOSIR-u wydawała się ewentualna dekoncentracja i rozluźnienie LTS-u.

Myśmy na ten mecz mieli jednak swój scenariusz: szybko wygrać pierwszego seta (pieczętującego awans) a potem kontrolując przebieg zawodów, dograć mecz do końca, dając okazję sprawdzenia sie zmienniczkom.

Nasze dziewczyny od początku przystąpiły do realizacji nakreślonego przez trenera planu. Po chwilowej równowadze na początku I seta, będącej głównie wynikiem błędów w polu zagrywki, uspokoiliśmy grę i po asach serwisowych Oli Krzywańskiej oraz bloku Mileny Paszyńskiej wyszliśmy na prowadzenie 9:4. Sytuacja była więc już opanowana. Całkowity spokój o zgodność przebiegu meczu z życzeniami trenera naszej drużynie dała Ola Omi Omelaniuk, dzięki której (trudne zagrywki) wyszliśmy na 8 pkt. prowadzenie. W tym secie zespół funkcjonował znakomicie. Wszystkie trybiki były na swoim miejscu: nieliczne niedokładności w przyjęciu pozwalały Natalii Nowak pomysłowo i dokładnie sypać piłkę na skrzydła i środek ataku, atakujące (zwykle przy pojedynczym bloku) miały swobodę w wyborze siły i kierunku zagrania, zagrywką sialiśmy spustoszenie w przyjęciu Nowego Dworu Mazowieckiego. Jeśli nasze przeciwniczki wyprowadzały atak, na drodze zwykle stawał nasz blok (doskonałe w tym elemencie Milena oraz Monika Oleszczuk), a jeśli już udawało im się ominąć tą zaporę, w obronie doskonale radziła sobie Krysia Pietraszkiewicz. Jak więc z tak funkcjonującym zespołem można wygrać? NOSIR takiego sposobu nie nalazł i seta ostatecznie przegrał do 12.

Wygrana w poprzednim secie pieczętując nasz awans do dalszych gier, niestety rozluźniła nasze zawodniczki. Dlatego też w początkowej fazie drugiej odsłony pozwoliliśmy odskoczyć NOSIR-owi na kilka punktów. Przy stanie 2:6 nasz trener wziął czas, po którym dziewczyny rozpoczęły odrabianie strat. Już pierwsza akcja pokazała jak to może i jak będzie wyglądać – na parkiecie po stronie NOSIR-u mieliśmy siatkarską wersję obrony Częstochowy. Jakim cudem te dziewczyny tak długo wybraniały nasze ataki, będzie dla mnie zagadką. Za ambicję należą się im wyrazy szacunku. Waleczność to jednak nie wszystko. Nie każdy bowiem atak Kasi Baby Salomonik i Omi da się wybronić, nie każdy blok Mileny ominąć i nie można długo wytrzymać obserwując uwijającą się jak fryga i podbijającą każdą piłkę libero. Szybko wyrównaliśmy. 11:11. Po wyjściu na prowadzenie trener przeszedł do drugiej fazy scenariusza – wpuścił na boisko nasze Anny: Machnacką i Łukasiewicz. Pewnie kroczyliśmy ku zwycięstwu, a na uwagę w tym secie zasługują dwa piękne asy serwisowe Baby oraz doskonała postawa Ani Machnackiej. Seta przepięknym atakiem po skosie skończyła Baba. 25:20.

Trzeciego seta zaczęliśmy dobrze, ale …dobre złego początku początki… (zaraz wyjaśnię tą słowną łamigłówkę). Po efektownym zdobyciu dwóch pierwszych punktów, straciliśmy kolejnych 6! NOSIR walczył, z całych sił starając się pokazać dobrą grę licznie zebranym miejscowym kibicom. Od czego jednak mamy naszego trenera? Wziął czas, wybił z uderzenia przeciwnika, uspokoił nasze zawodniczki, postawił zadanie : GONIĆ! Udało się szybciej niż w poprzednim secie, bo w dziesięciu następnych akcjach, przy naszych 7 pkt, Nowy Dwór Mazowiecki ugrał zaledwie 3. Remis 9:9. Choć sytuacja dla mnie znowu była jasna, na boisku przez chwilę trwało punktowe przeciąganie liny- raz my wychodziliśmy na prowadzenie, raz oni. Do czasu, a konkretnie do czasu wejścia pole zagrywki Monisi Oleszczuk, która po raz pierwszy w meczu porządnie nastawiła celowniki i w swoim stylu wyprowadziła nas na 5 pkt. prowadzenie. Mam głębokie przekonanie, że już niedługo po jej kontuzji nie będzie śladu i Monika szybko odbuduje formę. Zespół bardzo tego potrzebuje!

Na nic zdały się wysiłki młodego trenera NOSIR-u. Nasz zespół pewnie tego seta wygrał, pozwalając ugrać przeciwniczkom zaledwie 18 oczek.

Dwumecz ten miał w sobie dodatkowy smaczek w postaci Ani Machnackiej, której pierwszym klubem był przecież NOSIR. Choć się do tego Machu przyznać nie chciała, to z pewnością zależało jej na godnym zaprezentowaniu na starych śmieciach, obecnych umiejętności. W zgodnej ocenie kibiców i trenera, udało jej się to znakomicie! Stąd też jej właśnie osoba i jej żarówiaste buty ilustrują dzisiejsze doniesienie. Brawo Aniu!
W tajemnicy powiem, iż mam narastające poczucie, że w jej wyskoku tkwi jakaś tajemnica… Przecież ona skacze jak sarenka! W tym meczu rzadko zdarzało się by nie atakowała ponad blokiem! Ktoś chyba musi się tym zająć… może nasza klubowa specjalistka od spisków i tajemnic? Krysiu, podejmiesz się 🙂 ? Podejmij wątek wpływu koloru butów ….

Wracając jednak na ziemię, juz wcześniej było wiadomo, że naszym następnym przeciwnikiem na drodze po tytuły w kategorii juniorek będzie GLKS Nadarzyn. Choć, jak już wcześniej objaśniałem, awans do turnieju finałowego mamy zagwarantowany dzięki Justynie Antosiewicz (uczennica SMS Sosnowiec), do spotkań z tym zespołem podejdziemy bardzo poważnie. Przeciwnik to bowiem zacny i sportowy szacunek mu się w pełni należy. W końcu w rozgrywkach ligowych dwukrotnie nas pokonał. Czas więc na rewanż. Najbliższy mecz rozegramy 8 lutego o godz. 11.00 w sali popularnego Konopa. Zapraszam serdecznie do kibicowania.

 

 

Pan Sieczychowy

 

 

 

Taniec z gwiazdami

Drużyna naszych zawodniczek z rocznika 99 w poprzednim sezonie zajęła I miejsce w Orlik Volley Manii a główną nagrodą był pobyt w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale. Ponieważ jednak udało się znaleźć „kilka” wolnych miejsc w OPO Spała, klub postanowił wykorzystać okazję i zorganizować wyjazd treningowy dla większej grupy zawodniczek i do rocznika 99 dołączyła cała nasza klasa sportowa z Gimnazjum Nr 4 na Piaskach. Takim sposobem z wyjazdu 9 dziewczynek zrobiła się wycieczka na 32 osoby. Z uwagi na fakt, iż klasa sportowa jest flagowym projektem LTSu, władz miasta oraz Dyrekcji Szkoły, stwierdziliśmy że będzie to świetna okazja do sprawdzenia jak rozwija się to nasze” dziecko” a jednocześnie uda nam się wykorzystać ten czas na zgranie roczników 99 i 2000, które razem grają w rozgrywkach młodziczek.

Podczas pobytu nasza kadra miała do dyspozycji wszelkie możliwości ośrodka (włącznie z basenem) a dodatkową atrakcją była obecność wielu gwiazd polskiego sportu. I tak, nasze dziewczęta mogły „pchnąć kulą” wraz z Tomaszem Majewskim czy posłuchać cennych uwag sztabu szkoleniowego Reprezentacji Polski w Siatkówce mężczyzn ze Stephanem Antigą na czele J

Poza powyższymi atrakcjami zawodniczki ciężko pracowały nad swoją formą i umiejętnościami a lekko nie było bo Trener Krzysztof Kuna nie uznaje taryfy ulgowej. Dodatkowo trener miał do dyspozycji Panią Anetę Osypiuk – nauczycielkę wychowania fizycznego z ZS im. A. Kamińskiego oraz Konrada Ciejkę, który czuwał nad porządkiem i dyscypliną 😉

Przy tej okazji składamy serdeczne podziękowania Prezydentowi Miasta Legionowa za wsparcie w postaci zapewnienia nam transportu podczas tego wyjazdu.

 

width=350

 

SKSquad

Młodziczki 19-go w Ursusie

Już w najbliższą niedzielę dwie drużyny Młodziczek zagrają ostatnie turnieje ligowe w tym sezonie.

Drużyna Olka Miętka, czyli rocznik 2001 grający w Młodziczkach awansem, zagrają w V lidze a drugi skład rocznika 2000 prowadzony prez Krzyśka Kunę w lidze VII.

Poniżej planowany rozkład spotkań:

19.01.2013r Orłów Piastowskich 47, Warszawa – Ursus, Zespół Szkół nr 80

V Liga

9.00       Atena – Blue Soft Mazovia 

10.00     Legionovia – Żyrardów

11.00     Żyrardów – Atena

12.00     Legionovia – Blue Soft Mazovia

13.00     Legionovia  – Atena 

 14.00     Blue Soft Mazovia – Żyrardów               

VII Liga

9.00       Sparta Grodzisk Mazowiecki  – UKS Iskra Warszawa

10.00     Legionovia – Nike Ostrołęka

11.00     Sparta Grodzisk Mazowiecki – Nike Ostrołęka

12.00     UKS Iskra Warszawa – Legionovia

13.00     Sparta Grodzisk Mazowiecki – Legionovia 

14.00     UKS Iskra Warszawa – Nike Ostrołęka

 

SKSquad

Ważny gość – daje w kość ;)

27 grudnia 2013 na treningu Młodziczek (2000) zjawił się wyjątkowy gość. Krzysztofowi Kunie asystowała przyjmująca Siódemki SK Bank Legionovii Anna Rybaczewska

Ponieważ podczas poprzedzającego nasz trening meczu w Orlen lidze Ania popisała się kilkoma asami serwisowymi trener poprosił ją aby przećwiczyła swoją zagrywką nasze młodziczki. Dziewczynki twierdziły, że zagrywka była diabelnie trudna w odbiorze. Za to Ania była bardzo zaskoczona umiejętnościami naszych dziewczynek. 

Ania spędziła u nas cały trening. Poza dawaniem wycisku zawodniczkom starała się również udzielać cennych uwag i wskazówek. Jadna z nich była moim zdaniem szczególnie istotna, bo powtarzam ją jak mantrę przy każdej grupie wiekowej: komunikacja na boisku. Ania podpowiadała dziewczynom jak ważny jest ten element i starała się je zachęcić do częstego i głośnego komunikowania się, szczególnie podczas odbioru.

Wydawać by się mogło, że dla niej to był zwykły wieczór. Nic podobnego. Dla młodych dziewczyn było to coś wspaniałego, spędzić 2 godziny na parkiecie z kimś kogo się podziwia i ogląda na ARENIE. Dla Ani był to zapewne wieczór wspomnień bo przecież Ania też kiedyś miała 13 lat 😉

Ani należą się wielkie podziękowania za to, że znalazła czas i chęci dla naszej młodzieży. Aniu, dziękujemy i zapraszamy. Wpadaj kiedy zechcesz, zawsze znajdzie się dla ciebie piłka na treningu 😉

Turniej Młodziczek w Wałczu

Z Legionowa wyjechaliśmy w sobotę 28 grudnia  o 6, w drodze 6h. Już o 16:30 tego samego dnia rozegraliśmy pierwsze spotkanie z Budowlanymi Toruń wygrane  2:0. Kolejny mecz tego dnia o 18.30 z UKS Środa Środa Wielkopolska wygrany 2:0. Poszło nadzwyczaj gładko…

29 grudnia.
O 11.00 zagraliśmy z PTPS Piła i cała ta sobotnia gładkość zamieniła się w papier ścierny, który przytarł nam noski 0:2 (10:25, 20:25).

Na całe szczęście Trener rozpoczął wdrażanie u dziewczyn procedury FORMAT C: (młodsi czytelnicy niech zapytają swoich tatusiów co to takiego) i najwidoczniej mu się udało, gdyż już o 15:00 pokonaliśmy Czarnych Słupsk 2:0 (25:14 i 25:10) a następnie idąc za ciosem i rozpędem o 16:00 pokonaliśy drugą drużynę UKS Libero Wałcz (organizator).


30 grudnia, Poniedziałek

Nie wiem jak to logicznie wytłumaczyć, ale nasze Młodziczki chyba nie lubią grać rano 🙂

Rozpoczynamy więc od porażki z pierwszą drużyną UKS Libero Wałcz. Do naszych śpiochów dokładają się przeciwniczki, które najwidoczniej należą do rannych ptaszków a dodatkowo pokazują świetną siatkówkę.

Jednak najlepsze zostało nam na koniec. Bez wątpienia najlepszy nasz mecz na całym turnieju zagraliśmy z MUKS Joker Świecie. Przez cały mecz oglądaliśmy walkę punkt za punkt a żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie jakiejś wyraźnej przewagi. Pierwszy set przegraliśmy pechowo 24:26. Niektórzy nawet twierdzą, że mogły mieć na to wpływ decyzje sędziego, szczególnie w 2 sytuacjach po których naszym zdaniem decyzje arbitra były dla nas krzywdzące. Drugi set również przegrany, 23:25. Jednak w opinii wszystkich, było to świetne widowisko i proszę mi wierzyć, że rozgrzało wielu kibiców do czerwoności (pozdrawiamy starą Kisiela…). Po tym meczu okazało się, że właśnie przegraliśmy z tryumfatorem całego turnieju.

Ogólnie cały turniej oceniamy jako świetnie zorganizowany. Poziom wysoki. Dla nas pocieszające jest to, że podopieczne Krzyśka Kuny grały z przeciwniczkami starszymi o rok (99′) i potrafiły nawiązać walkę jak równy z równym.

Na zakończenie turnieju zawodniczki z Wałcza zrobiły pokazowy grupowy taniec zumby, do którego przyłączyły się inne zawodniczki oraz rodzice a pomysł tak nam się spodobał, że już w dniu 15.01.2014 na trening naszych młodziczek przybyła specjalnie zatrudniona Pani instruktor tego egzotycznego tańca 🙂


SKSquad

I Liga Młodziczek w Jabłonnie

W najbliższy weekend tj. 11-12.stycznia 2014 odbędzie się IV Turniej I ligi Młodziczek – Mazowsze

Miejsce: Publiczne Gimnazjum im.Orła Białego w Jabłonnie, ul.Szkolna 2

ROZSTAWIENIE DO TURNIEJU        :
1. UKS ROSARIO LUBOWIDZ
2. LTS Legionovia Legionowo
3.ÓSEMKA SIEDLCE
4.SMS WARSZAWA
5. ESPERANTO WARSZAWA
6. MOS WOLA

Kolejność meczy:
MECZ NR 1 6-4   10.00 –- MOS Warszawa -SMS Warszawa
MECZ NR 2 5-3   11.00 – Esperanto Warszawa – Ósemka Siedlce
MECZ NR 3 1-2   12.00 – UKS Rosario I Lubowidz – LTS Legionovia Legionowo

MECZ NR 4 3-4 13.00 – Ósemka Siedlce – SMS Warszawa
MECZ NR 5 2-5    14.00 – LTS Legionovia Legionowo – Esperanto Warszawa
MECZ NR 6 1-6    15.00 – UKS Rosario I Lubowidz – MOS Warszawa

MECZ NR 7 4-5   16.00 – SMS I Warszawa – Esperanto Warszawa
MECZ NR 8 3-1   17.00 – Ósemka Siedlce – UKS Rosario I Lubowidz
MECZ NR 9 2-6   18.00 – LTS Legionovia Legionowo – MOS Warszawa

Niedziela 9.00 drugi dzień turnieju

MECZ NR 10 6-5   9.00 – MOS Warszawa – Esperanto Warszawa
MECZ NR 11 1-4   10.00 – UKS Rosario I Lubowidz- SMS Warszawa
MECZ NR 12 2-3   11.00 – LTS Legionovia Legionowo – Ósemka Siedlce

MECZ NR 13 5-1 12.00 – Esperanto Warszawa – UKS Rosario I Lubowidz
MECZ NR 14 3-6 13.00 – Ósemka Siedlce – MOS Warszawa
MECZ NR 15 4-2 14.00 – SMS Warszawa– LTS Legionovia Legionowo

 

Serdecznie zapraszamy do kibicowania!

 

SKSquad

Młodziczkowo, Koncertowo i z poślizgiem

27 grudnia w godzinach popołudniowych grupa młodziczek wyruszała na turniej towarzyski do Wałcza. Analogicznie do pozostałych naszych roczników dziewczyny jechały sprawdzić się na tzw. nieznanym gruncie. Piszę „tzw. nieznanym” dlatego, że pomimo iż w Wałczu na turniejach już bywaliśmy, to jednak ostatnie nasze gry w tym pięknym mieście odbywały się rok temu. Za chwilkę kończymy ligę a potem zagramy w Mistrzostwach Mazowsza. Przed tą ważną imprezą dobrze jest sprawdzić się z zespołami, z którymi na co dzień styczności nie mamy. Przed wyjazdem odbyłem krótką rozmowę z trenerem Krzysztofem Kuną. Spytałem:

– Krzysiu, jaki cel?

Krzysztof z uśmiechem odpowiedział – Pokazać pazur tygrysa.

– A jaki jest cel dziewczyn?

Krzysztof – to jest mój drugi cel, dowiedzieć się tego…

Uśmiechnęliśmy się do siebie porozumiewawczo i pożegnaliśmy. Dlaczego o tym piszę? Chyba każdy kto chociaż raz widział nasze „Kunki” w akcji wie o co Krzysztofowi chodziło. Dziewczyny rocznika 2000 jak na razie prowadzą w I lidze młodziczek. I poza MOS Wola Warszawa nie widać na horyzoncie drużyny, która miała by przeszkodzić LTS Legionovia w drodze do wygranej. Praktycznie zdominowały tą ligę…

Nie, to nie przechwałki ani arogancja. Stwierdzam fakty,mając przy okazji wielki szacunek i sympatię do WSZYSTKICH klubów. Jednak trener Kuna to bardzo doświadczony szkoleniowiec. On dobrze wie, że taka sytuacja nie jest wcale komfortowa. W tym sezonie mówiło się sporo, że Mazowsze jest słabe. Zaraz spadną na mnie gromy z jasnego nieba, ale tak się właśnie mówi. I mówią to ludzie z Mazowsza! Dlatego mając PERSPEKTYWĘ dalszych rozgrywek trzeba pojechać gdzieś w Polskę i zobaczyć czy to nasze Mazowsze faktycznie takie słabe. Do Wałcza jechaliśmy więc na swego rodzaju sprawdzian 🙂

Pomimo tego iż nasze zawodniczki rocznika 2000 mają świetny bilans punktowy (0 przegranych…) to jednak już sama gra w niektórych momentach… Sami wiecie jak to jest… I nie chodzi tu o perfekcjonizm, lecz o „magiczne” przestoje i wahania formy. Jednak tym razem wynikały one głównie z tego, że trener chciał ten turniej wykorzystać również na sprawdzenie kilku wariantów oraz kilku zawodniczek. Poza podstawowym składem na turniej pojechały z nami dwie nowe zawodniczki. A może bardziej trafnie: kandydatki na nasze zawodniczki. LTS Legionovia w dalszym ciągu jest klubem, który wiele zawodniczek z naszego kraju postrzega jako swoją szansę na dalszy rozwój. Tym razem przyjechały do nas 2 zawodniczki z Kętrzyna, które rozważają swoją grę w naszych barwach. Trener również je postanowił poddać próbie. Do turnieju przystąpiło 8 zespołów:

UKS Libero Wałcz (gospodarz)

TKS-T Budowlani Toruń

MUKS Amber Kalisz

PSPS Chemik Police

LTS Legionovia Legionowo

UKS ZSMS Poznań

UKS Szamotulanin Szamotuły

SAPS Libero Banie

 

Jeśli zainteresujecie się poszczególnymi zespołami to zobaczycie, że jest to czołówka swoich województw, więc zespoły dające pewne odniesienie do naszego lokalnego grania.

Jak wypadł test? To zależy o co zapytacie… Wynik? Celująco! Dziewczyny wygrały cały turniej a jedynego seta udało się skraść nam tylko przez zespół UKS Szamotulanin Szamotuły. Poza tym jednym zespołem, nikt inny nie zdołał nam uszczknąć dużego oczka. Ta wygrana pokazuje również, że nasza liga Mazowiecka wcale nie jest taka słaba jak ją niektórzy malują!

Można by więc powiedzieć: koncertowo! Tak, to prawda. Dziewczyny rozegrały bardzo udany turniej a jedyne mankamenty wynikały z braku zgrania nowych zawodniczek oraz, jak już wspominałem, próbowania nowych wariantów. Warto jednak zauważyć iż pomimo tego małego zamieszania dziewczyny ten turniej wygrały. To pokazuje również ich determinację i wolę walki. Najlepszą zawodniczką turnieju została uznana Klaudia Margalska – rozgrywająca. Brawo!

Wielki szacun w tym miejscu również dla Trenera, który po raz kolejny pokazuje, że ciągle stara się budować. Pomimo tego że wygrywa wszystko, ciągle próbuje i stara się jeszcze poprawić pewne elementy a także nie zapomina o ciągłym budowaniu ducha drużyny.

Pamiętajmy że za chwilkę czeka nas bardzo ważny turniej. A potem, jestem przekonany, bardzo ważne kolejne…

Wiem, że po takim sezonie zasadniczym można być zachwyconym. Podkreślam: dziewczyny wygrały wszystko! Owszem, jestem z nich dumny. Wszyscy jesteśmy. I niezależnie od dalszych losów zawsze będziemy w nie wierzyć. Jednak zawsze staram się patrzeć trzeźwo na te sprawy i apeluję, abyśmy nie zapomnieli, że wszyscy będą się szczególnie mobilizować na pojedynki z LTS Legionovią. To my teraz jesteśmy tym zespołem, na który każdy będzie zbierał siły ze zdwojoną mocą. To z nami w szczególności każdy będzie chciał wygrać. A my musimy, tzn. WY dziewczyny musicie być zmobilizowane na KAŻDY z tych meczy.

 

Presja jest ogromna…

Oczekiwania wysokie…

 

Ten artykuł piszę głównie dla Was dziewczyny. Wiem, że powiecie (pozdrowienia dla Wałka): „czego znowu ten łysy się nas czepia?”. Piszę go dla was bo myślę, że ktoś powinien. Myślę, że trener daje wam to do zrozumienia, ale ja zawsze to robię i teraz także powiem wprost… Wygrałyście w tym sezonie wszystkie mecze.

Ale tak naprawdę nie wygrałyście jeszcze niczego.

Musicie się zastanowić, jaki jest wasz cel. I co jeszcze i jak możecie zrobić aby go osiągnąć.

 

Życzę owocnych przemyśleń i wniosków 🙂

 

A z okazji Nowego Roku życzę WAM i nam wszystkim, aby ten cel został osiągnięty!!!

 

SKSquad

P.S.

Pisałem ten artykuł i poprawiałem go kilka razy… dlatego z poślizgiem…

 

Klasyfikacja końcowa turnieju:

1 Legionowo
2 Szamotuły
3 Poznań
4 Wałcz
5 Kalisz
6 Toruń
7 Banie
8 Police

BRAWO! BRAWO! BRAWO!

Bardzo chcę się z Wami podzielić zachwytem. Okazję ku temu doskonałą stwarza ostatni dzień roku, a wróżba mówi, że jak przeżyłeś koniec roku tak żyć będziesz cały następny. Pasuje mi to, bo po pierwsze mam okazję napisać kilka słów (a bardzo polubiłem ten proceder i planuję go kontynuować) a po drugie mogę zrelacjonować zachwycającą stronę legionowskiej siatkówki. Jak dotąd gwarantem owych doznań były LTS-owskie maluchy Olka Miętka. Ich występy nieomylnie kojarzą się z oszałamiającą dawką pozytywnych emocji. Jak jednak od pewnego czasu możecie wyczytać z moich publikacji, coraz częstszym ich bohaterem, w tym właśnie kontekście – stawała się grupa prowadzona przez Wojciecha Lalka. Dziś będzie podobnie. Podobnie, ale nie tak jak zawsze. Nie będę już bowiem pisał ani  o nadziejach na formę ani też o jej symptomach – dzisiejszym tematem będzie apogeum, szczyt i absolutna radość z formy, która nadeszła i okazała się w pełnej krasie.

            Tłem dla owych zachwytów jest zorganizowany przez Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Stalowej Woli, II Ogólnopolski Świąteczno-noworoczny Turniej Piłki Siatkowej (28-29 grudnia).  Zaproszenie do wzięcia udziału w tej imprezie spadło nam niejako z nieba, bo wobec trudnej dla nas decyzji o wycofaniu się z silnie obsadzonego turnieju juniorskiego w Poznaniu, gry przetrzebionego serią kontuzji i będącego w dołku formy zespołu, z porównywalnymi przeciwnikami dawały szansę na odbudowanie stanu ducha. Zaproponowany przez szczęśliwy los i organizatorów podział grup, za przeciwników wskazał nam MKS Pogoń Proszowice, MUKS Leżajsk oraz II zespół MOSiR Stalowa Wola. Obeznani z tematem kibice natychmiast rozpoznali, że dwa pierwsze ekipy są nam doskonale znane, gdyż mieliśmy z nimi przyjemność potykać się w półfinale Mistrzostw Polski Młodziczek w 2012 r w Białej Podlaskiej. Wspomnienie obydwu (wtedy przegranych) meczy dawało naszym zawodniczkom asumpt do rewanżu.

            Pierwszy mecz mieliśmy rozegrać z MUKS Leżajsk. Już na rozgrzewce dawało się zauważyć, że nasze dziewczyny są rozluźnione, wesołe i zmobilizowane. Czyli takie jak w ostatnich meczach ligowych. Naszym przeciwniczkom nie wróżyło to niczego dobrego…

Pierwszy set rozpoczął się dla nas doskonale, bo do stanu 18:9 dominowaliśmy na boisku w stopniu wręcz nieprawdopodobnym. Tracone przez nas punkty były bardziej wynikiem naszych błędów niż zdobyczą Leżajska. Zespół funkcjonował jak dobrze naoliwiony mechanizm – doskonałymi zagrywkami popisały się Monisia Oleszczuk i Natalia Nowak (ta druga dokładała do tego mądre rozegranie) a w obronie szalała Ania Maziopa (wróciła do gry po kontuzji). Niestety utrudnione zadanie miały nasze środkowe, gdyż ze względy na oślepiające słońce ich aktywność w tym elemencie była bardzo ryzykowna. Dobrze za to Monisia i Milena Paszyńska grały w bloku. Pod koniec seta dziewczyny z Leżajska odbudowały się jednak psychicznie i pokazały pazury. Nieprawdopodobne, ale nasza przewaga w pewnym momencie stopniała do zaledwie 2 pkt! W tym secie drużynie z Leżajska wystarczyło to jednak tylko na tyle by przegrać go w honorowo – takim właśnie stosunku. Wynik 25:23 dawał prowadzenie w meczu, ale znajomość historii jego przebiegu przyprawiała mnie wtedy o poważną obawę, co do dalszego biegu wypadków.

II set zaczęliśmy bardzo równo, aż do stanu 8:8. Najwięcej szkody MUKS Leżajsk robił nam w kontrataku, a szczególnie uciążliwa była najwyższa ich zawodniczka z 4 na koszulce. Myśmy mieli jednak naszą armatę :zawodniczkę z kopytem w prawej łapie- BABĘ! Kasia Salamonik nic bowiem nie robiła sobie z bloku, słońca w oczach czy pozycji na boisku. Jej ataki trzymały nam grę i wynik. Przyczyniła się walnie do złamania przeciwniczek, które stopniowo traciły do nas dystans i ostatecznie przegrały seta 7 pkt. 

Choć mecz mieliśmy już wygrany (przyjęty system gier w fazie grupowej zakładał rozegranie 3 setów bez względu na wynik) to trzeci set także miał znaczenie dla układu tabeli (za każdy wygrany set przyznawany był 1 pkt). Trzeba więc było znaleźć koncentrację i zagrać go jak najlepiej. Świadomość wygranej nie zadziałała dobrze na dziewczyny, bo początek przegrywały. I to wyraźnie. Przez własną niefrasobliwość i brak uwagi. Zdarzały nam się wtedy głupie nieporozumienia, proste błędy w dograniu i odbiorze. Trwało to tak aż do połowy seta, kiedy to głównie dzięki grze w bloku i atakom Kasi Salamonik, doprowadziliśmy do remisu. Od stanu 16:15 było juz wiadomo, że tego seta nie możemy przegrać. Leżajsk walczył, odrabiał, szukał szansy, ale starczyło to tylko na kolejną honorową przegraną dwoma punktami. Mecz zakończyły Magda Dąbrowska (najpiękniejszym jak dotąd atakiem) oraz Baba, zdobywając punkt … bezpośrednio z przyjęcia. Turniej zaczęliśmy więc wspaniale, ale niektóre dziewczyny potrzebowały pobudki. Stąd też pomysł o wyprawie do sklepu i zaopatrzeniu się w pokaźną dawkę słodyczy. Najbardziej optowała za tym Monisia, której cukru najbardziej wtedy brakowało… 🙂

Następnym przeciwnikiem był II zespół MOSIR Stalowa Wola- drużyna oparta o zawodniczki rocznika 1999. Z uwaga obserwowałem ich poczynania w starciu z Pogonią Proszowice i przyznać muszę, że choć to nadal adeptki gry w siatkówkę , to prezentowały poukładaną i ciekawą grę. Nie wystarczyło to wprawdzie na urwanie Proszowicom choćby seta, ale wiadomo, jaka jest żeńska siatkówka. Hmmm. no właśnie, sęk w tym, że nie wiadomo… i dlatego nasze dziewczyny musiały się sprężyć, by nie ulec owej nieprzewidywalności. Czekało też na odpowiedź kilka pytań: czy Madzia i Monisia się obudzą (w poprzednim secie obydwie grały bardziej w śnie niż na jawie), czy nasze środkowe pokażą klasę (poprzednio nie miały ku temu okazji, bo ktoś złośliwe świecił słońcem prosto w oczy), czy Kasia Salamonik nadal będzie naszą armatą oraz czy utrzymamy doskonały poziom w polu zagrywki?  Co zgoła nietypowe, pierwsze piłki seta rozegraliśmy przy dźwiękach muzyki. Nieśmiertelne Jump Van Hallen’a najlepiej nastroiło Monisię Oleszczuk, która skakała najlepiej i po zagrywkach której wyszliśmy na 4-punktowe prowadzenie. Nie żal więc słodyczy, bo choć te zostały przez Monisię ze świata usunięte, to w ich miejscu pojawił się jej uśmiech, a ten zawsze czyni boiskowy świat piękniejszym.

W tym secie też, kilka uprzednio zadanych pytań znalazło odpowiedzi: Baba tłukła niemiłosiernie, Milena i Monisia też, a po nieporadności Madzi nie było już śladu. Zagrywka grała (taka gra słów…) a na dokładkę na lewym skrzydle skutecznością błysnęła Ola Krzywańska. Byłem spokojny. 18:8. Przy tak wysokim prowadzeniu trener wpuścił na boisko Patrycję Jóźwiak oraz Marysię Krośkiewicz. Seta kończymy spokojnie 13 punktami przewagi.

W następnym secie kontynuujemy dobrą i spokojną grę. Po pięknych atakach i kiwkach Kasi Salamonik zdobywamy 4 pkt przewagi. Dobrą passę w ataku, przyjęciu i serwie kontynuuje Krzywa.12:4. Takim otwarciem ustawiliśmy sobie mecz. Świetną partię rozgrywają obydwie nasze libero, ale na powszechnie wyrażoną prośbę szczególną uwagę zwracam na akcję Marysi Chucky Krośkiewicz, która z dobrze nam znaną zadziornością i dynamiką kończy jedną z akcji pięknym zbiciem…z drugiej linii. Pati także, choć nie ma może ku temu częstych okazji, popisała się skutecznym atakiem po skosie. Brawo! Tego właśnie wymaga się od zmieników. Powtórka wyniku – 25:12, a seta niespotykanej wręcz urody i siły zbiciem z przesuniętej krótkiej skończyła Milena.

            Trzeci set także przebiegał pod nasze dyktando i choć młody zespół Stalowej Woli próbował i walczył to jednak nasze zawodniczki całkowicie kontrolowały przebieg gry i odniosły kolejne przekonujące zwycięstwo.

            Kolejny mecz przyszło nam rozegrać, gdy przynoszące radość dnia słońce cieszyło mieszkańców innej półkuli (no dobra, może przesadziłem ale wtedy słońce z pewnością było gdzieś daleko – nad Atlantykiem). Zaczęliśmy bowiem o 18.10, na innej niż dotychczas hali (takiej nietypowej, z żółtą poświatą), której atmosfera powodowała nieodpartą senność i otępienie. W oczekiwaniu na grę mogliśmy podziwiać zmagania naszych poprzednich rywali, którzy najwyraźniej przegrywali z sennością. Gra Stalowej Woli i Leżajska na ten czas przypominała bardziej przebijankę niż siatkówkę.

Jako, że nasz następny przeciwnik wygrał obydwa swoje mecze, stawką gry było I miejsce w grupie. Niby nic, ale jednak warto było postarać się o wygraną i na kolejnym etapie uniknąć spotkania ze zwycięzcą sąsiedniej grupy – pierwszym zespołem Stalowej Woli. Łatwo jednak powiedzieć! Naszym przeciwnikiem był bowiem zespół Pogoni Proszowice. Nasz pogromca (nie bójmy się tego słowa) z wcześniej wspomnianego półfinału sprzed dwóch lat, czołowa drużyna kraju młodzieżowych rozgrywek ostatnich kilku lat. Choć do potyczki Proszowice przystępowały osłabione brakiem dwóch podstawowych zawodniczek oraz trenera (zbieg z rozgrywkami seniorskimi), i nie prezentowały się okazale (zespół nie najwyższy, bez możliwości dokonywania zmian) to jednak nadal bardzo groźny – Proszowice to Proszowice. Już raz popełniliśmy grzech zlekceważenia tego teamu i skończyło się to dla nas tragicznie. Dziewczyny, zdawało się, pamiętały tamtą lekcję, przezwyciężyły więc senność i do gry przystąpiły należycie zmobilizowane.    

Choć jednak nastroje były bojowe to jednak proszowicka Pogoń zdobyła pierwsze 4 punkty. Wojtek Lalek bierze czas. Odzyskujemy piłkę. Na zagrywkę wchodzi Monisia i śle 3 asy – 4:5. 6:9, 8:10, 11:12. Choć tak ładnie odrabialiśmy, to zaraz oddaliśmy wynik kilkoma głupimi stratami i błędami własnymi. Podkrakowski zespół doskonale za to grał zagrywką oraz prezentował szaloną wręcz skuteczność w obronie. Przy stanie 14:20 na boisko weszła Marysia Krośkiewicz. Czy to zmiana, czy też może powaga sytuacji (wynik) obudziły LTS i odwróciły seta. Remis 22:22. To jednak z kolei najwyraźniej rozdrażniło Proszowice i po  okresie dobrej gry naszego zespołu przyszedł ich – zdobyły przewagę i wygrały seta do 23. Przegraliśmy seta, bo niewystarczająco często graliśmy środkiem oraz robiliśmy błędy w ustawieniu obronnym.

Niby więc wiadomo co poprawić…pomimo tego na początku II seta te same mankamenty, a szczególnie zbyt płytka obrona pozwalały Proszowicom utrzymywać kontakt punktowy. Niewiele się zmienia po czasie na żądanie naszego trenera. I tak niestety dzieje się na przestrzeni całego seta. Bo choć ostatecznie go wygrywamy dwoma punktami to jednak nie potrafimy wdrożyć w życie uwag trenera o obronie od linii. Co jednak przyjmujące psuły, odrabiane było atakiem ze środka (brawo Milena!) oraz walecznością w polu. W tym secie na uwagę zasługuje akcja, w której Asia Wrońska po obronie ataku i następującym po niej panice w naszych szeregach, była zmuszona przebijać piłkę siedząc na boisku. W konsekwencji przyniosło to naszej drużynie punkt. I dobrze, bo walczyć trzeba i jak wiadomo walczyć warto.  

Do trzeciego seta przystępujemy zmotywowani i pozytywnie podbudowani wygranym setem…ale Proszowice to Proszowice. Zespół tworzą zawodniczki ograne w setkach meczy, niezwykle doświadczone i cwane. To także zespół niezwykle silny psychicznie. Na boisku od pierwszej piłki III seta toczy się swoista wojna psychologiczna. Jej elementami są przyśpiewki, okazywana pewność, wzajemne wspieranie i radość. Staramy się o to my i starają się proszowiczanki. One od samego początku starają się rozłożyć nasze przyjęcie, a za cel obierają sobie Olę Krzywańską. Mają przy tym wiele szczęścia bo kilkukrotnie piłka przetacza się na naszą stronę, nie dając jakichkolwiek szans na jej podbicie. My odpowiadamy atakami Kasi Salamonik, Magdy Dąbrowskiej i grającej na nieprawdopodobnym procencie skuteczności Mileny Paszyńskiej. Obiektywnie jednak rzecz ujmując nasze argumenty były słabsze i nawet cudownej urody zbicie Baby z  prawego skrzydła w 2 metr boiska nie starcza do wygrania seta i meczu. Przegrywamy mentalnie, a szkoda bo nasza gra była już całkiem fajna. Tragedii jednak nie ma, bo w niedzielę mamy szansę na rewanż. Wszyscy bowiem wierzą, że w drodze do finału uda się pokonać zwycięzcę grupy B – MOSiR Stalowa Wola.

            W niedzielę 29 grudnia w oczekiwaniu na mecz obserwowaliśmy jak Pogoń Proszowice w dwóch krótkich setach odprawia z kwitkiem młody zespół z Siedlec. Stało się więc to, o czym od razu było wiadomo – potencjalnym finałowym przeciwnikiem będą Proszowice i nadarzy się okazja do rewanżu. Wpierw jednak trzeba było pokonać gospodarza turnieju. Z tym jak wiadomo zawsze jest kłopot, bo jak się mawia ściany pomagają gospodarzom. Obawiałem sie o zachowanie kibiców, których część w sobotnich meczach – delikatnie mówiąc – nie błysnęła poziomem dopingu. Ci jednak, którzy stawili się niedzielę zasługują na szacunek, bo zachowywali się doskonale, skupiając się na wspieraniu własnej drużyny, a nie na nieeleganckim deprymowaniu przeciwnika. Co więcej, przeciwnika za piękne zagrania nagradzali gromkimi brawami, a od razu wspomnę, że mieli co podziwiać!

            Mecz z naszej strony zwyczajowo już zaczęła Monisia. I to jak!? Dwoma asami! 3:1 Ależ miło było patrzeć na grę LTS-u –  aktywną, wesołą, zmotywowaną, agresywną i uważną! Brawo! Choć gospodynie walczyły zawzięcie, to jednak zdobytą na początku seta przewagę nasze dziewczyny utrzymywały. Chwilami był to 1 pkt, chwilami 2 pkt a po asie serwisowym Magdy na tablicy wyników pojawiło się 11:8 dla gości. Po bloku Mileny i Krzywej oraz wygranej piłce na siatce (przez tę drugą) przewaga wzrosła do 5 pkt. W tym momencie na zagrywkę weszła Natalia Sieczychowa Nowak, i zaczęło się! Śle asy i trudne zagrywki rozbijające grę Stalowej Woli. Oddawane za darmo piłki pozwalają nam na rozwinięcie skrzydeł w ataku – Kasia Salamonik pokazuje, że (jak mawia trener) a dobre już wstała z grobu (kibice obserwujący mecze LTS-u wiedzą w czym rzecz) a Milena przechodzi samą siebie. Popłoch i groza po drugiej stronie siatki! Gdyby nie kilka straconych pod koniec meczu piłek można powiedzieć, że gramy koncert siatkówki! Siła jest! 25:16

Od samego początku II seta pokazaliśmy, że przerwa nie zmieniał naszej postawy. Zagrywki Monisi wyprowadzają nas na 5 punktowe prowadzenie. Nadal pełen jestem podziwu dla skokowego postępu umiejętności tej dziewczyny. Ma jeszcze wiele do poprawienia w polu, musi popracować nad koncentracją ale wszystko równoważy zagrywką! Tak trzymać! Wracajmy jednak na boisko. Walczymy bowiem cudownie – Krzywa i Milena znowu w rolach głównych! Brawo! TERAZ GRAMY KONCERT!! Bez strat, bez błędów, bez stresu. Na boisku pojawia się Marysia (w miejsce Magdy Dąbrowskiej, która podkręciłą kostkę) i co (?) do zadziwiającego zbicia ze środka w jednym z poprzednich meczy dokłada spektakularnie wygraną przepychankę na siatce. Choć na tablicy jaśnieje 14:4 to jednak wynik może być mylący, to nie było bowiem tak, że gospodynie nic nie grały. To myśmy na nic im nie pozwalali- broniliśmy w polu, ustawialiśmy blok, bezlitośnie i kombinacyjnie kończyliśmy ataki. To nie ich słaba gra ale nasza postawa jest dla ich zdobyczy punktowej druzgocąca. Ale jak ma być inaczej jeśli np. Kasia Salamonik umiłowała sobie samiusienieczkie rogi boiska i tam śle zagrywane piłki. Aż nieprawdopodobne, że tak można! Jakiej to wymaga pewności i szczęścia?! A te są przy niej! W końcu jednak nasza bohaterka zostaje zmieniona przez Patrycję Jóźwiak, która jednak nie pograła długo, bo mecz zakończyliśmy błyskawicznie, wygrywając seta 25:12.

Rzec można tyle: kadetki LTS Legionovia grały za…….. przepięknie!! W sposób budzący mój entuzjazm, zachwyt kibiców i konfuzję trenera drużyny przeciwnej oraz oczekujących meczu finałowego Proszowic. Majstersztyk!

Na finał weszliśmy z silnym postanowieniem odrobienia win z wieczornego meczu. Trener nałożył dziewczynom gorset taktyczny- zadaniowy blok, zdecydowana gra środkiem, głęboka obrona. Krytyczne spojrzenie trenera, okrzyki, podgrzanie ognia w oczach, prezentacja i do boju! 1:0 (blok) 2:0 (piękny atak Baby)……. 6:0 6:1 po obiciu naszego bloku, 7:2 Gramy doskonale, ale Proszowice walczą, walczą, walczą! 10:6 po ataku gazetą Oli Krzywańskiej. Piękny atak po prostej Natalki. Wojtek Lalek pokazuje klasę (!) wspiera dziewczyny całym sobą, podpowiada, koryguje ustawienie, kieruje blokiem, pomaga w trudnych sytuacjach! Tak funkcjonujący zespół może wszystko! Taki model współpracy szczególnie odpowiada Krzywej, po której nie widać już nawet śladu zagubienia z poprzedniej potyczki z Proszowicami. Krzywa punktuje i świetnie przyjmuje. 15:8 Dominujemy w stopniu wręcz absolutnym! 18:8. Milena znowu atakuje z taką siłą, jakby chciała zepsuć piłkę! Po długiej akcji Madzia cudownie zbija po skosie (po kontuzji nie ma już śladu). 20:10 Pogrom! Gramy każdym elementem – po doskonałym przyjęciu Asi Wrońskiej, Natalka kolejny raz skutecznie kiwa. 22:12. Choć w końcówce meczu tracimy kilka piłek, to jednak dzieje się to po walce i przy ogromnej dawce szczęścia Proszowic, i nie ma specjalnego wpływy na wynik seta. Wygrywamy go pewnie  25:18. Pierwszy krok ku rewanżowi zrobiony. Teraz najważniejsze nie pozwolić by Proszowice się podniosły.

Kolejny set to pokaz siatkówki na najwyższym poziomie! Obydwie drużyny rozpaliły do białości emocje w hali. Raz jedna, raz druga drużyna wychodziła na 2-3 punktowe prowadzenie. Graliśmy wspaniale. Proszowice grały wspaniale. W naszej grze najlepsza była gra blokiem, środkiem oraz zagrywka a Proszowice imponowały obroną i skutecznością kontrataków. Przełom nastąpił przy stanie 23:23 kiedy to Pogoń wydarła nam punkty potrzebne do zwycięstwa. Wszystkie nasze zawodniczki grały koncertowo, i choć drużyna przegrała seta to jednak pokazała w Stalowej Woli co znaczy piękno siatkówki.

Niestety decydujący set przegraliśmy. Źle go zaczęliśmy i źle kontynuowaliśmy. Robiliśmy sporo błędów i rozluźniliśmy (a po prawdzie – zarzuciliśmy) przyjętą taktykę. Proszowice pokazały, że potrafią walczyć o każdą piłkę i wygrały.

W naszym zespole nikt jednak nie przejął się przegraną- cel turnieju był inny. Grać swoją siatkówkę! Pokazać sobie, że potrafimy! I bez entuzjazmu, ale też bez udawanej skromności oceniam, że cel został osiągnięty.

            Turniej pokazał z całą mocą, że życzenie utrzymania poziomu gry prezentowanego na początku sezonu, utraconego w połowie rozgrywek, a następnie odbudowanego na kilka ostatnich meczy ligowych, ziściło się. W obecnej formie, po korekcie zaobserwowanych przez trenera błędów, zasilona Olą Rasińską i wracająco po kontuzji Olą Omelaniuk, ta drużyna zdolna jest walczyć o najwyższe cele!

Niechże więc pozytywny ton mojej relacji wpisze się w noworoczną wróżbę i niech trwa przez cały 2014 rok. Tego, wszystkim kibicom LTS-u ze Stalowej Woli życzą trener, drużyna a także ja

 

Pan Sieczychowy